-

Greenwatcher : "Od kiedy nie jesteśmy karmą dla wielkich kotów, boimy się samych siebie"

A teraz wzbudzę w was poczucie wyższości. Zresztą uzasadnione

Mimo tego, że do oczekiwanej koincydencji dwóch dwudziestek pozostały cztery miesiące, proponuję już uczynić wstęp do podsumowania pierwszych dwudziestu lat, ciągle młodego, wieku. Potrzeba jest pilna nie z racji zbliżającego się roku, ale coraz częściej podejmowanych prób skolonizowania naszej wyobraźni problemami globalnymi np. powagą żeglujących, po oceanie światowym, szwedzkich kinderniespodzianek oraz słomek z drinków Sex on the Beach, których rozdrobnione, niemal molekularne części odnajdowane są na plażach najbardziej dalekich wysp. To oraz podobne mu doniesienia mają wywołać reakcję winy oraz lęku. Wprawdzie na tej plaży nigdy nie byłeś i pewnie nie będziesz, ale odcisk twojego płaskostopia już tam jest. Zanim temu ulegniemy, spójrzmy na część świata nam bliższą, tę którą możemy osobiście zweryfikować, a do diagnozy której nie potrzebujemy wyspecjalizowanych urządzeń, umożliwiających wyszukanie drobin plastiku wśród ziaren piasku.

Usłyszenie klangoru żurawia, dwadzieścia lat temu, powodowało, w większości regionów Polski, podniesienie głowy i oczekujące nasłuchiwanie - przynajmniej u tych, którzy wiedzieli co słyszą. Ptak ten był uznawany za rzadko występujący, nieliczny lub bardzo nieliczny. Jeszcze 10 lat później zniszczenie fragmentu potencjalnego siedliska tego ptaka - nie gniazda nawet, ale potencjalnego siedliska - na trasie budowy A2 Świecko-Nowy Tomyśl, wywołało kompensację przyrodniczą. Na budowę sztucznego mokradła wydaliśmy 4 mln złotych (drugie tyle dla bąka zwyczajnego), bo był to ptak „naturowy”, „dyrektywowy”. W końcu lat 90. szacowano jego liczebność w Polsce na około 5-6 tys. par lęgowych. Teraz jest ich około 30 tys. W handlu nieruchomościami stosuje się wycenę względną. Jeśli tamto sztuczne siedlisko dla pary kosztowało 4 mln zł, to te pozostałe można wycenić na co najmniej 120 mld zł. To około 1/3 budżetu naszego państwa. "Przyroda to nasze bogactwo". Kiedyś, by zrobić dobre zdjęcie tego płochliwego ptaka, trzeba było kryjówki, maskowania i dobrego sprzętu. Kompozycja żurawi w porannej mgle gwarantowała, co najmniej, wyróżnienie w konkursie fotograficznym. Dzisiaj takie zdjęcie można zrobić telefonem, a to nie dlatego, że jest wyposażony w znakomitą optykę i matrycę. Po prostu kolejne, liczebniejsze, nie nękane pokolenia żurawia zmniejszają dystans bezpieczeństwa od człowieka.

Bielik, szybujący po niebie, wzbudzał dwadzieścia lat temu wielkie łaaa (jeszcze nie wow). Człowiek posiadający zdolność jego rozpoznania, zyskiwał w towarzystwie miano kogoś wyjątkowego. Ptak ten  należał do gatunków bardzo nielicznych - wręcz emblematycznych. Nie tylko z powodu sentymentów patriotycznych, ale doznania obecności prawdziwie dzikiej, wyjątkowej i niepowtarzalnej już przyrody. Było to zwierzę otoczone taką wyobraźnią zagrożenia oraz wyjątkowej obecności, że droga S3 w lubuskim, z powodu gniazda w sąsiedztwie projektowanej trasy, odchyliła swój przebieg i wydłużyła się. Bielik przeniósł się w inne miejsce, zanim w ogóle zaczęła się budowa. Ten przykład ilustruje jaką troską otaczano ptaka oraz jak wielka była presja na projektantów i decydentów, mimo wiedzy, że para bielików ma zwykle dwa lub trzy podniebne penthausy do wyboru. Nikt też nie prognozował wielokrotnego wzrostu liczebności tego gatunku. Teraz mamy tylko w Polsce około 1250-1700 par bielików. To prawie dwa razy więcej niż w latach 60. XX wieku w całej Europie. Dzisiaj to piękne zwierzę, po jego dostrzeżeniu wysoko na niebie i oznajmieniu - bielik, wzbudzi co najwyżej: - noo. Awanse społeczne stały się trudniejsze.  

A czy ktoś jeszcze pamięta zagładę jaką wieszczono czapli siwej i kormoranowi czarnemu? Otóż ponad dwadzieścia lat temu, wokół czaplińców, a więc kolonii gniazdowych czapli, ustanawiano pospiesznie strefy ochrony. Stanowiska kolonii lęgowych kormoranów obejmowano ochroną w postaci rezerwatu, a co najmniej użytku ekologicznego. Najbardziej znany w Polsce, z tego tytułu, był rezerwat „Kąty Rybackie”. W okresie około 40 lat kolonia lęgowa zwiększyła się tam o prawie 9 tys. par tego ptaka. Ówcześnie i pomniejsze rezerwaty z kormoranami były przyczyną westchnień miłośników ptaków. Jeśli sięgniemy do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt z roku 1992, w której znalazł się kormoran, to odnajdziemy tam adnotację o tym, że już w latach 80 i na początku 90. XX w. obserwowano wzrost jego liczebności. Może jestem przewrażliwiony, a na pewno nadto uprzedzony, ale przeglądając tę Księgę natknąłem się na wpis, który dziś byłyby uznany za niedopuszczalny i niepoprawny: Krajowa populacja kormorana podlega okresowym oscylacjom liczebności i przemieszczeniom, które prawdopodobnie nie zależą od czynników antropogenicznych. Człowiek bez wpływu i winy? – no nie, to dzisiaj by nie przeszło. A parę zdań niżej: Dotychczas nie ma danych o bezpośrednim negatywnym wpływie zanieczyszczenia wód na te ptaki. Obecnie napisano by to tak: prawdopodobny, istotny wpływ na bazę pokarmową gatunku, a więc także na jego populację, może mieć postępujące: zanieczyszczenie wód powierzchniowych oraz regulacja rzek, turystyka i rekreacja na jeziorach, wędkarstwo i rybołówstwo itd., itd. Dwie dekady później jesteśmy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów w formułowaniu zagrożeń, a swoboda w tej dziedzinie nie ma miary. Moralizatorski oraz katastroficzny ton publicystyki zadomowił się w publikacjach naukowych, gdzie zastępuje wyniki badań, stanowiąc wyrób naukowopodobny. Jak sobie przypomnę co oraz ile zrzucano wtedy do wód, jaki był tego sposób i stopień oczyszczania, to jestem pełen podziwu dla ówczesnej powściągliwości redaktorów Czerwonej Księgi. To co jeszcze bardziej mnie zaciekawia to brak zainteresowania czym ta rosnąca populacja ichtiofagów się wyżywiła oraz jaki to miało wpływ na rybostan Bałtyku, rzek, jezior i wreszcie stawów. Nie mam zamiaru rozczulać się na ilością spożywanych przez kormorana ryb. Oczywiście zazdroszczę. Zastanawia mnie co innego: może w okresie wzrostu populacji kormorana nie było aż tak źle z rybą i jej środowiskiem? Zanim zaczniemy użalać się nad własną zazdrością, nad tym co oraz ile kormoran potrafi połknąć, proponuję byśmy skupili uwagę najpierw na Duńczykach: czy jeszcze karmią świnie, w największych europejskich chlewniach, przerobionym szprotem oraz małym śledziem? Na przełomie mileniów mieliśmy w Polsce około 15 tys. par lęgowych kormorana. W roku 2010 było to 27 tys. par, a uważano ten wynik za rekordowy do lat 2016-2017, kiedy to odnotowano około 30 tys. par tego rybojada.

Bobrowe żeremia i nory należały, jeszcze dwadzieścia lat temu, do absolutnej rzadkości. Miejsca stałych siedzib tego zwierzęcia uznawano za najbardziej dzikie ostoje. Był to wtedy symbol dzikiej przyrody niczym bielik. Stanowiska bobrowe na jeziorach, dzisiaj powszechne, w zasadzie były niezaznane, a właściwie zapominane tak głęboko, że było to przyczyną zabawnego zdarzenia, o którym słyszałem z pierwszej ręki. Otóż podczas prac archeobotnicznych na jednym ze stanowisk zachodniej Polski, w torfowej warstwie kulturowej odkryto drobne, drewniane figurki z wyraźnymi śladami rzeźbienia. Znalezisko było zlokalizowane na półwyspie jeziora, a liczne, zaczerniałe drewienka, jakby postaci, nagromadzone były w jednym miejscu. Ewidentnie nieprzypadkowo. Takie wyzwanie dla archeologów, w warstwie z późnego paleolitu, w połączeniu z dodatkowym kontekstem innych znalezisk, inspiruje zwykle domniemaniem stanowiska kultu oraz reliktów kultu, tzn. tych właśnie figurek. To co w terenie uznano za potencjalną sensację, już w laboratorium, w powiększeniu, okazało się bobrowymi zgryzkami gałązek, a ryty kamiennego ostrza, śladem bobrowych zębów. Dwie dekady temu szacowano liczebność bobra na około 20 tys. osobników. Obecnie to szacunek w liczbie około 124-125 tys. Reprezentanci tych tysięcy właściwie pozbawili wielkich, starych drzew znane mi odcinki środkowej Odry, Warty, Obry. Nad brzegami pozostały obce naszej florze jesiony pensylwańskie i stojące szkielety dębów. Krajobraz z bobrem zmienił się nie tylko nad rzekami, a takiej zmiany nikt nie prorokował, ani się spodziewał. Często rozczulają nas stare, okorowane lub już powalone przez bobra drzewa, ale w jakich okolicznościach mogły one tak wyrosnąć? Zanim zaczniemy winić zwierzę, popatrzmy bardziej przyjaźnie na siebie. Kto przez dziesiątki, niekiedy setki lat ich nie wycinał? Kto zachwycał się ich pięknem i dostojeństwem? Może doniesienia o naszym powszechnym zezwierzęceniu i barbarzyństwie były i są przesadzone?

W drugim dwudziestoleciu XXI wieku powinno się potęgować masowe wymieranie płazów, tak bowiem widziano w Polsce przyszłe skutki: zanieczyszczenia i niszczenia siedlisk wodno-błotnych, suszy oraz kwaśnych deszczy. Szczególnie te ostatnie były straszakiem końca XX wieku. Płazy za życia miały być płazy oskórowane, tuż przed tym, zanim kolejne krople wypalą dziurę w skórze naszych dzieci. Publikacje naukowe z tamtych lat były pełne doniesień o deformacjach kijanek i osobników dorosłych skutkiem zanieczyszczenia wód. Zasłużony, dla poznania rodzimej fauny, wychowawca wielu pokoleń herpetologów, prof. Leszek Berger postulował, w podręczniku z roku 2000: ochronę stanowisk godowych i lęgowych płazów, restaurację starych zbiorników i budowę nowych, grodzenia, w miejscach wędrówek płazów, dróg oraz przejścia pod  drogami. Czy dacie Państwo wiarę, że każdy z nich jest realizowany, a w wielu miejscach w Polsce płazy już stanowią istotny problem rozwoju gospodarczego np. lokacji dróg, linii przesyłowych, osiedli, a nawet eksploatacji już czynnych kopalni? Wszędzie tam wypracowywane są sposoby minimalizacji wpływu na te zwierzęta i ich, często antropogeniczne, siedliska. Znam stanowisko na rekultywowanym wysypisku śmieci, które miało zostać zalesione, ale w trakcie prac budowalnych, a w ich wyniku, pojawił się tam płytki zbiornik. Został natychmiast skolonizowany przez rzekotkę drzewną, która miała stanowiska wokół. Wykonawca rekultywacji skrępowany obecnością gatunku chronionego oraz jego siedliska nie mógł skończyć rekultywacji, którą nakazywało mu prawo. Kompromis  osiągnięto. W innym przypadku ropucha szara skolonizowała wykopane doły z wodą, mające stanowić atrakcję na leganie funkcjonującym torze dla quadów oraz motokrosu. Jak tu robić biznes z tak nieoczekiwanym, chronionym prawem, gościem?  Problemem technicznym i prawnym są płazy kolonizujące systemy odwodnienia, rowy i zbiorniki, wzdłuż dróg szybkiego ruchu w Polsce. Mimo specjalnych siatek zabezpieczających, mimo kosztownych prefabrykatów z polimerobetonu, płazy pokonują te najtrudniejsze przeszkody by rozmnażać się w wodzie, do której człowiek uniemożliwia im dostęp. Nie dzieje się to w sytuacji braku zbiorników w otoczeniu, a wprost przeciwnie, to one są źródłem ekspansji. Co tyczy budowy nowych zbiorników to budowane są takie, które wprost dedykowane są płazom (specjalne projekty ochroniarskie i kompensacje przyrodnicze), a przecież wiele takich siedlisk jest tworzona przy okazji. Realizowany przez Lasy Państwowe (PGLLP) program zwiększania możliwości retencyjnych oraz przeciwdziałanie powodzi i suszy w ekosystemach leśnych na terenach nizinnych, przyczynił się do powstania, tylko w latach  2007-2014, 3500 zbiorników (niebagatelne 40 mln m3 wody). Jeszcze w roku 2001 wszystkie płazy, ogoniaste i bezogonowe, podlegały gatunkowej ochronie ścisłej. W roku 2016 do ochrony częściowej przesunięto: ropuchę szarą, żabę wodną, jeziorkową, śmieszkę, trawną, traszkę zwyczajną i górską, salamandrę plamistą.      

Może to zbyt odważne stwierdzenie, ale odnoszę wrażenie, że wilk, dwadzieścia lat temu, po prostu nie istniał w zbiorowej wyobraźni, a z całą pewnością nie w takim wymiarze jak obecnie. Jeśli ktoś wybierał się np. na szlaki górskie naszych Karpat, to był zwykle świadomy ostrożności wobec niedźwiedzia - wtedy oraz obecnie to dobra rada by trzymać się od tego zwierzęcia z daleka - ale kto słyszał o wilku? Nie mówię tego w kontekście jakieś bojaźni, ale odnotowania obecności. Spotkanie wilka, albo jego tropów, nawet w parku narodowym było wyjątkowe. Nie znam żadnego naukowego opracowania, które by prognozowało trzykrotny wzrost wilczej populacji oraz fenomenalną dyspersję w całej Polsce, dokonane w ledwie 20 lat. Znam natomiast takich, którzy prorokowali rychłe wymarcie gatunku wskutek ludzkiej działalności, np. modernizacji i budowy dróg, a przede wszystkim skrywanej, wyssanej z matczynym mlekiem oraz bajką na dobranoc, rzekomej nienawiści wobec tego zwierzęcia. W tym okresie wzrosła też, wielokrotnie więcej niż liczebność wilka, liczba jego znawców. Ostrzegam – jak w przypadku niedźwiedzia, że wśród nich są prawdziwe drapieżniki obsikujące (znakujące) i pilnujące swojego terytorium bardziej skutecznie niż wilki. Są to wyspecjalizowani łowcy grantów, dotacji oraz zleceń, gotowi zagryźć konkurencję i każdego kto ośmieli się powiedzieć, że wilkowi jest lepiej niż było. Jeszcze raz przypomnę (Bajka o lepszej zmianie), w tle wzrostu liczebności wilka, rysia i niedźwiedzia, słowa prof. Andrzeja Bereszyńskiego: obecność lub brak dużych drapieżników jest najwyraźniejszym wskaźnikiem stanu i skuteczności ochrony przyrody. O ile spotykam jeszcze nasączone emocją przeludnienia (Dmuchawców jest za dużo) zwroty „liczba ludności wciąż rośnie” to nigdy nie słyszałem by z równą siłą ktoś wypowiedział: liczebność wilków wciąż rośnie, liczebność niedźwiedzi wciąż rośnie, liczebność rysia wciąż rośnie.

Oczywiście znajdziemy i takie gatunki, których liczebność wykazuje trendy spadkowe, które od dziesięcioleci podlegają ochronie i mają status gatunku zagrożonego wymarciem. Jednak w mijającym dwudziestoleciu żaden gatunek, który swym zasięgiem obejmował między innymi Polskę nie wymarł tu w sensie geologicznym (Nic tak nie ożywia jak coś wymarłego). To powinno szczególnie dziwić, dlatego że nie ma miesiąca bez doniesienia w podobnym tonie: Co najmniej 20 gatunków zwierząt roślin i grzybów ginie z planety każdego dnia w wyniku zanieczyszczeń i przekształceń w ich naturalnym środowisku. Szacuje się, że w ciągu najbliższych 30 lat tempo to wzrośnie do ponad 100 gatunków dziennie. To cytat ze strony Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, a więc poważnej ministerialnej instytucji, która notkę o przyrodzie i różnorodności biologicznej, zawierającej to dzienne tempo „ginięcia”, zaczyna od: Naukowcy poznali i opisali niespełna dwa miliony gatunków roślin i zwierząt, podczas gdy na Ziemi żyje przypuszczalnie około dziesięć milionów. Nie chce mi się nawet szydzić z algorytmu tej głupoty. 

Jeśli napisałbym, że w ostatnim dwudziestoleciu tempo zalesienia w Polsce wykazuje trend spadkowy i jest jednym z mniejszych w UE, że wycinamy coraz więcej drzew w lasach, że w proporcji wieku oraz powierzchni lasu przeważają młode nad starymi, że dominującym jest ciągle uprawa sosny, to wszystko byłaby prawda. Po takiej prezentacji, u niejednego zielonego, w sensie wyznawanej ideologii i znajomości tematu, pojawiłby się grymas aprobaty. Zaraz potem mógłbym być posądzony o plagiatowanie komunikatów, którymi karmią ekologiści siebie oraz swoje ofiary. Każda z tych informacji jest, wbrew pozorom, pozytywnym i oczekiwanym skutkiem realizowanego w Polsce planu zalesienia. Od niespełna 21% lesistości kraju po II wojnie światowej, przez około 28,4% na przełomie mileniów, aż do zaplanowanych 30% na rok 2020 i 33% na rok 2050. Czy Twój znajomy lub nieznajomy, z twarzy całkiem podobny do nikogo, zagadnął cię kiedyś następująco: - jestem wstrząśnięty tym co się wyrabia z drzewami w naszej okolicy. Wiesz pan/pani co się dzieje? Przecież leśnicy znowu posadzili u nas prawie 250 tys. drzew. I tak co roku, od wielu lat. Co będzie z naszymi dziećmi i wnukami? Jak one będą tu żyły? Jestem pewien, że nikogo takiego nie spotkaliście, a przecież to też interpretacja statystyki. Co roku leśnicy sadzą 550 mln drzew w ramach odnowień i zalesień. Gmin mamy 2,4 tys. co statystycznie wskazuje, że na każdą gminę w Polsce przypada, co roku, 222 tys. drzew, a na obywatela 15 sztuk. Większość z tych drzew nie doczeka wieku dojrzałego. W przyjętym sposobie gospodarki, naśladującym naturę, na 1 ha uprawy sadzi się około 10-16 tys. sadzonek, a docelowo będzie ich od 300 do 600. A co z drzewami na terenach zieleni, na ugorach, nieużytkach, miedzach, w parkach, na skwerach, przy drogach, przy domach, w ogródkach i sadach? Co z drzewami których nikt nie liczy oraz nie sumuje by straszyć dendrofobów statystycznymi trendami? O przepraszam, pomyłka. Drzewa te są liczone przy kalkulacji opłaty za usunięcie, którą to lud prosty, a rozumny, nazywa karą za wycinkę. Obciążony taką opłatą, w obecnie funkcjonującym prawie ochrony przyrody, najpierw przeklnie swoich rodziców lub dziadków za posadzenie i pielęgnowanie drzewa, następnie będzie stronił od tak pochopnego czynu, by nie obciążać dzieci i wnuków swym sentymentem do przyrody, a co więcej przekona sąsiadów by też drzew nie sadzili. Całkiem zdeprawowani przez prawo ochrony przyrody pomogą drzewu odejść. Na szczęście ludzie drzewa sadzą mimo tych zniechęceń, a jeszcze większego szczęścia potrzebujemy by to nieszczęsne prawo zmienić. O mało co zapomniałbym o kierowanych przez UE, z dobroci serca oczywiście, funduszach na zalesienia gruntów rolnych w Polsce, które, tak podejrzewam, cieszą producentów rolnych z np. Holandii lub Danii, chyba wielokroć bardziej wspomaganych.

Dwadzieścia lat temu wylewiska ścieków nie należały do rzadkości, podobnie jak otwarte kanały ściekowe. Wprawdzie już je zamykano, ale wydawało się, że całej Polski nigdy nie będzie stać na nowoczesne oczyszczalnie ścieków. Sam uczestniczyłem w zalesianiu takiego wylewiska, znajdującego się koło mojej wsi pod lasem, a około 600 m od jeziora. Dzisiaj rośnie tam dwudziestoletnia brzezina z podrostem sosny. Turyści z pobliskiego ośrodka wczasowego, wypoczywający nad cudownie czystym jeziorem, nie mają pojęcia, czym był kiedyś ten lasek z maślakami. Produkty uboczne ich przemiany materii płyną kolektorem ściekowym daleko stąd, do oczyszczalni ścieków, nie zagrażając wspomnianemu zbiornikowi. Na wiosce nie ma już wygódek z wyciętym serduszkiem na drzwiach, cała jest zwodociągowana i skanalizowana.    

A propos jezior. Mycie samochodów nad jeziorami i rzekami już dwadzieścia lat temu należało do rzadkości, ale się zdarzało, mimo że było piętnowane, a nawet karane np. przez Straż Ochrony Przyrody. Ta organizacja, której członkowie mieli prawo kontrolowania, legitymowania, a nawet „mandatowania”, została zlikwidowana w roku 2001. Mimo ponurych proroctw z tym związanych, lud Polski, niekontrolowany i nieścigany, posądzany o całkowitą ignorancję „ekologiczną”, nieprzymuszony zerwał z wieloma niekorzystnymi dla przyrody okolicznościami. Takiej sceny jak z serialu Czterdziestolatek, tzn. gromadnego mycia samochodów nad Wisłą, utrwalonego, w którymś z odcinków z końca lat 70. XX w, dzisiaj nie doświadczymy, ale zastanówmy się czy były wtedy powszechne myjnie samochodowe? Jeszcze wtedy samochody były czymś nadzwyczajnym, a co dopiero ich myjnie. Dzisiaj  nawet uczestnicy rajdów samochodów terenowych, których pojazdów niemal nie widać zza warstwy błota, jadą do profesjonalnych myjek zdala od lasu, jezior i rzek.  

To może jeszcze o samochodach. Powszechna w użyciu była benzyna ołowiowa, nazywana etyliną, w której istotnym składnikiem, regulującym proces spalania, był szkodliwy dla środowiska tetraetyloołów, z którego, wprost z rury wydechowej, uwalniały się związki ołowiu do atmosfery i gleby. Chyba dopiero w roku 2005 benzyna bezołowiowa wyparła benzynę uniwersalną, która była chwilowym zastępnikiem etyliny. W roku 1999 Polska należała do większości krajów, gdzie używano benzyny ołowiowej. Obecnie jest takich krajów ledwie kilka (3 w 2017 r.). W okresie około 20 lat emisja ołowiu z transportu drogowego do powietrza zmniejszyła się, tylko w Polsce 35-krotnie, przy dwukrotnym wzroście liczby samochodów zarejestrowanych. Obecnie głównym źródłem emisji ołowiu w tej dziedzinie jest zużycie opon, hamulców i nawierzchni dróg. W okresie 20 lat spadły szacowane ilości prawie wszystkich emisji zanieczyszczeń ze środków transportu drogowego (jeśli ktoś ma ochotę na analizę szczegółów to proponuję śledzić wyniki roczne w kolejnych rocznikach ochrony środowiska GUS, a zalecam ostrożność wobec danych z jubileuszowego zestawienia GUSu z roku 2018). W tym czasie prawie dwukrotnie wzrósł wskaźnik emisji dwutlenku węgla, który to klimatolodzy i paleoklimatolodzy pozwolili uczynić niemal jedynym wskaźnikiem stanu oraz  przyszłości klimatu.    

A skoro było trochę o ściekach, to nich będzie nieco więcej. Dwie dekady temu (2000 r.) objętość ścieków wymagających oczyszczenia wynosiła 2,5 km3, z tego oczyszczaniu poddawano 2,2 km3. Ścieków nieoczyszczonych, które trafiły do wód lub do ziemi, było 0,3 km3. Zdaję sobie sprawę, że te objętości na razie nic nie „mówią”, ale zaraz zaczną. By pomóc wyobraźni przypomnę, że nasze największe jezioro, Jezioro Śniardwy, ma około 0,66 km3 objętości wody, a całkowity odpływ rzeczny z terytorium kraju wynosi przeciętnie około 61,5 km3 w roku. Trzy dekady wstecz było to odpowiednio około: 4,4 km3, 2,8 km3 oraz, uwaga, 1,5 km3 ścieków nieoczyszczonych. Proporcja 64% ścieków oczyszczonych do 36% nieoczyszczonych. W roku 2017 wyglądało to tak: 0,88 km3, 0,77 km3 oraz 0,1 km3. Zestawienie tych objętości z dziesięcioleci jest dla mnie tak zdumiewające, że choć to trochę głupio pisać, a strawniej byłoby powiedzieć, powtórzę raz jeszcze: 0,88 km3 ścieków wymagających oczyszczenia, 0,77 km3 ścieków oczyszczonych oraz 0,1 km3 ścieków nieoczyszczonych. W okresie 20 lat zmniejszyliśmy niemal trzykrotnie: objętość ścieków wymagających oczyszczenia, objętość ścieków oczyszczanych oraz ścieków nieoczyszczonych. Gdzie się to podziało i co jest tego przyczyną? Nastąpiły zmiany w gospodarce oraz zmiany w gospodarowaniu wodą. Wiele zakładów przemysłowych przestało istnieć, a wraz z nimi oczyszczalnie ścieków (prawie 700 w 20 lat). W zakładach i instalacjach zaczęły pojawiać się bardzo skuteczne obiegi zamknięte. A jeśli chodzi o gospodarowanie wodą, to pozostawiam w dobrym nastroju tego, kto przypuszcza, że wzrosła tzw. świadomość ekologiczna wskutek realizacji kosztownych projektów edukacyjnych. Przede wszystkim wzrosła cena wody i jej oczyszczania, a to jest skuteczny mechanizm dbałości o środowisko własnego portfela. W roku 1999 około połowa (52%) ludności Polski korzystała z oczyszczalni ścieków. Obecnie ponad 70% mieszkańców Polski korzysta z oczyszczalni (73,5% w roku 2017/niekiedy podaje się, że to już ponad 80%), zaś sama liczba oczyszczalni ścieków komunalnych wzrosła o prawie 1000 (2417 oczyszczalni w roku 2000, a już w roku 2017: 3258 oczyszczalni). Średnio w roku oddawaliśmy do użytku około 50 oczyszczalni komunalnych, nie wliczając w tę sumę obiektów zmodernizowanych oraz oczyszczalni przydomowych. Ciągle wzrasta także odsetek tych oczyszczalni, które mają układy umożliwiające zwiększoną redukcję biogenów: związków azotu i fosforu.

Jestem prawie pewien, że gdybyście otworzyli jakieś opracowanie o stanie wód powierzchniowych w waszej okolicy, to by się okazało, że większość ma w sąsiedztwie wody w stanie ekologicznym sklasyfikowanym co najwyżej jako umiarkowany lub słaby. Zdecydowana mniejszość ma w okolicy wody w stanie dobrym, niekiedy złym, a niezwykle rzadko w stanie bardzo dobrym. O dominującej klasyfikacji wód w Polsce (umiarkowany lub słaby) decyduje ich odniesienie do „prawie naturalnego” ekosystemu wzorcowego. Tej referencji nie są w stanie sprostać oceny stanu: bezkręgowców bentosowych, ichtiofauny, fitoplanktonu oraz makrofitów. W przypadku klasyfikacji stanu chemicznego wód powierzchniowych dominujące są wody w stanie poniżej dobrego o czym decydują wskaźniki takie jak np. difenyloetery bromowane w biocie, benzo(a)piren w wodzie, heptachlor w biocie oraz benzo(g,h,i)perylen w wodzie. Nie żebym rozumiał o co chodzi. Oczarowuje mnie ten hermetyczny język porozumiewania się z podatnikiem, sponsorującym monitoring stanu wód, mający wzbudzić poczucie niższości, zresztą uzasadnione (z ust Króla Juliana: - A teraz wzbudzę w was poczucie niższości. Zresztą uzasadnione.). Ocena tak skalsyfikowanych wód, wypada, dla zdecydowanej większości wód rzecznych i jeziornych, jako zła. Sporadyczne, pojedyncze są przypadki z oceną dobrą. Jak to się ma do tego co napisałem wyżej? Gdzie się podziały podziały klasowe, Maurice? – że zacytuję ponownie najwyższy majestat Juliana w odniesieniu do dawnego, trzystopniowego systemu klas czystości wód w Polsce? Odchodzi w zapomnienie. Począwszy od roku 2004 wdrażamy system klasyfikacji i oceny stanu jakości wód powierzchniowych oraz podziemnych zgodny z Ramową Dyrektywą Wodną. To co w końcu lat 90. i na przełomie mileniów już było odnotowywane, tzn. ledwie widoczna poprawa stanu czystości wód, zarejestrowana np. „przejściem” systematycznie badanych jezior z kategorii wód pozaklasowych do klasy III, a niektórych z klasy III do II, zostało przyćmione przez nową metodykę oraz o wiele bardziej restryktywną ocenę jakości wód. Nieustannie modyfikowany, od roku 2004, systemem kryteriów klasyfikacji i oceny spowodował, że wody są w coraz gorszym stanie mimo, że faktyczny ich stan mógł się w ogóle nie zmienić, np. w roku 2016 nastąpiły kolejne, gruntowne zmiany sposobu klasyfikacji fizykochemicznych elementów jakości wód powierzchniowych. A jak to się stało, że ponoć wody w krajach zachodu Europy są w stanie lepszym niż nasze? Przyczyn tej „hydrozagadki”  może być wiele. Jedno z publicystycznych niedomówień, a nie faktycznej dbałości o stan wód, wynika wprost z dyrektywy wodnej, która wydziela wody: naturalne, silnie zmienione i sztuczne. Każde z nich ma inną referencję, ocenę i zobowiązanie do poprawy. Jeśli w Polsce mamy większość wód sklasyfikowanych jako naturalne  - co, tak jak w przypadku siedlisk przyrodniczych, jest naszym „przeklętym dziedzictwem” - to nasze wody będą w stanie gorszym niż te silnie zmienione i sztuczne u naszych sąsiadów. Co więcej, właśnie te naturalne wymagają znacznie więcej wysiłku w dążeniu do wyidealizowanego wzorca. Prosta zagadka, z równie prostą odpowiedzią brzmi: na którym typie wód najtrudniej zorganizować i utrzymać drogę wodną dla barek?

To może wystarczy, wszak miałem uczynić ledwie wstęp do podsumowania pierwszych dwudziestu lat. Wydawać się może, że Kasandr ekologizmu apokaliptycznego mamy nadto. Począwszy od starych profesorów, którym nie spełniła się głodowa śmierć dziesiątek milionów ludzi, poprzez nieco młodsze celebrytki, rozdziewające się z gorąca klimatu, aż po nastolatki, które ze względu na swe wyjątkowe zdolności, np. widzenie dwutlenku węgla w powietrzu, mogłyby zasiadać w szkole mutantów profesora Xaviera dla Utalentowanej Młodzieży X-Men. To co rzeczywiście widać gołym okiem, to niezaprzeczalny fakt, że coś, coraz bardziej zniecierpliwione, rezonuje złą nowinę. Tymczasem, pierwsze dwadzieścia lat XXI wieku, który miał być i ma być okresem katastroficznych scenariuszy, wraz z lokowaniem wyprodukowanego przez człowieka końca świata, rozczarowuje, a każdy z nas jest cichym mecenasem tego sukcesu. Być może to przyczyna narastającej irytacji.        

 

 



tagi: ochrona przyrody  ochorna środowiska  rok 2020 

Greenwatcher
26 sierpnia 2019 15:32
60     2768    19 zaloguj sie by polubić
komentarze:
bendix @Greenwatcher
26 sierpnia 2019 16:12

Ja każdą/każdego domokrążczynię/ce z np. WWF czy innego Peace poczęstuję darmową propozycją sterylizacji na mój koszt w najbliższej placówce.

(mam fundusze w szufladzie odłożone na ten cel w gotówce!)

Duży PLUS - przeczytałem z ogromną ciekawościa/przyjemnością.

zaloguj się by móc komentować

chlor @Greenwatcher
26 sierpnia 2019 16:56

Świetny artykuł, mocne argumenty.

Jest jakiś szlaban na mówienie o tym, że gdzieś stan przyrody się poprawia. Nawet obecna władza jakoś nie chce się chwalić, choć jak widać, ma czym. Widocznie politykom wolno na ten temat wyłącznie milczeć, albo bić na alarm. Podobnie z klimatem.

To jakaś niepisana umowa miądzynarodowa, bo na niemieckim portalu pogodowym nigdy nie używają  słowa "zimno" mimo że jest zimno jak cholera. Albo jęczą bo akurat upał, albo piszą "wieje odświeżający wiatr z północy" kiedy leje i zimno. To samo oczywiście w polskiej prognozie telewizyjnej.

Ma być gorąco, i już, bo klimat się ociepla.

zaloguj się by móc komentować

dziad-kalwaryjski @Greenwatcher
26 sierpnia 2019 18:05

Piękne obrazy, rzuty oka z lotu orła-grinłoczera. 

Szkoda, że 99% Twoich konkluzji za rok, może dwa przerobione zostanie na mączkę medialną euroentuzjastów - "50 lat kasandrycznych statystyk, na szczęście 20 lat Natury2000 i 15 lat Unii odwróciło rzeczywistość!  Takie są najważniejsze wnioski nawet naszego krytyka Greenwatchera, otóż zauważa on..."  

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Greenwatcher
26 sierpnia 2019 19:12

W lasach i na polach są nieprzytomne ilości zwierząt chronionych. Jak się jedzie z Radomia na Iłżę, po lewej stronie jest staw i drzewa nad nim. Na tym zestawem fruwają dwa bieliki

zaloguj się by móc komentować

smieciu @Greenwatcher
26 sierpnia 2019 19:55

Mi brakuje puenty. Jakiegoś wyjaśnienia.

Z pewnością głupie jest według mnie krytykowanie ekologów i ich wizji. Przecież sam pan przytoczył fakty: pod koniec PRLu sytuacja ekologiczna była zła. Nie było wilków, płazów czy bobrów. Więc ekolodzy mieli po prostu zwykłe proste argumenty.

Ok, sytuacja się zmieniła, dlaczego? Z pewnością wiele uciążliwych zakładów pozamykano. Ciekawe są przytoczone statystyki o ilości produkcji ścieków. To jest ogromna zmiana. Zdumiewająca. Przecież gospodarstwa rodzinne muszą dzisiaj zużywać dużo więcej wody niż 30 lat temu. Zatem skąd to zmniejszenie? Pozostają przedsiębiorstwa. Niezależnie od tego jak to się stało mamy kolejny fakt: jest czyściej ponieważ po prostu produkujemy mniej ścieków. Słowem nastąpiła realizacja ekologicznego postulatu. Z benzyną tak samo. UE zadecydowała i stało się.

Kolejną sprawą jest rolnictwo. Kiedy byłem mały, zboża hulały wszędzie. Dzisiaj są tam często lasy lub zarośla. Zwłaszcza na słabszych glebach (a takie dominują w mojej okolicy) rolnictwo zanikło. Mamy więc kolejną realizację (ciekawe na ile zamierzoną) ekologicznego postulatu. Mniej rolnictwa to więcej siedlisk dla zwierząt. Ok. Ale, jak to się stało że za PRL wszystko było pokryte polami a żywność była na kartki a dzisiaj jest w jej w bród mimo dużo mniejszej ilości aerałów uprawnych?

Wydaje mi się ze ten tekst nie dotknął w ogóle istoty problemu. Bo z pewnościa autostrady nie pomagają zwierzynie a i gadki o demonicznych ekologach są idiotyczne. Tu mamy do czynienia z jakimiś interesującymi zjawiskami, gdzie dopiero warto byłoby znaleść klucz do przyczyny obecnego stanu rzeczy.

zaloguj się by móc komentować

klon @Greenwatcher
26 sierpnia 2019 20:32

>>> Jeśli w Polsce mamy większość wód sklasyfikowanych jako naturalne  - co, tak jak w przypadku siedlisk przyrodniczych, jest naszym „przeklętym dziedzictwem” - to nasze wody będą w stanie gorszym niż te silnie zmienione i sztuczne u naszych sąsiadów. Co więcej, właśnie te naturalne wymagają znacznie więcej wysiłku w dążeniu do wyidealizowanego wzorca. Prosta zagadka, z równie prostą odpowiedzią brzmi: na którym typie wód najtrudniej zorganizować i utrzymać drogę wodną dla barek?<<<

Niesamowita "dbałość" o przyrodę w Polsce przez instytucje unijne!

ps: Znaczy że mamy "mieszkać w skansenie" ? 
Jeśli bezzwrotne "wsparcie" dostaniemy aby zachować "naturalny porzaądek" tak jak otrzymuje Shirakawa, to można rozpocząć negocjaje :-)))

 

 

zaloguj się by móc komentować

Paris @Greenwatcher
26 sierpnia 2019 22:25

Wspaniale udalo sie Panu...

... wzbudzic to poczucie wyzszosci swietnym wpisem  !!!

Rzeczywiscie zwierzeta pojawiaja sie wokol nas w zaskakujacych ilosciach i okolicznosciach.  Sama - ku niemalemu zaskoczeniu - czesto jadac samochodem widuje, a to zajace, a to bazanty,  nawet sarenki widzialam 2-krotnie...

... a znajoma mi opowiadala, ze ktos koszac zboze kombajnem - nieszczesliwie - ucial nogi 2 czy nawet 3 sarenkom... bo nie zdazyly uciec z tego zboza.  Ponoc zal tych sarenek byl duzy. 

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @gabriel-maciejewski 26 sierpnia 2019 19:12
26 sierpnia 2019 22:53

na S8 w okolicy Marek, jak się robi korek to też fruwają.

Może nie - może tak - bieliki, ale też para.

To nie są gołębie !

.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @Greenwatcher
26 sierpnia 2019 23:24

Daję ++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++++!!! :)

Nad Mazurami latają stada kormoranów. Rybacy w Kątach mają po dziurki w nosie tych ptaszysk, co nurkują do żaków jak do restauracji na gotowe. Kilka lat temu kormorany obsiadły na sicher tutejsze zoo /własny ustrój wodny - wypływa z moreny, strumyki, stawiska/, udatnie zasrywając /paląc/ stare, duże drzewa. Któregoś roku idę do zoo - a tu ani jednego kormorana :) Dyskretnie jakoś to chyba załatwiono, bo załoga ogrodu cholery na okoliczność tych rybożerców i drzewosrajców dostawała. A przecież pamiętam "Wyspę Kormoranów" Puchalskiego, a i Mazury wonczas. Kormoran był rzadkością. No i Piotr Szczepanik rzewnie śpiewał :)

Dziękuję za cenną notkę.

zaloguj się by móc komentować

Zyszko @Greenwatcher
27 sierpnia 2019 09:57

Świetny wpis.

Ostatnio kiedy jechałem nad morze  pod Wałczem , dosłownie dziesięć  metrów od ruchliwej drogi krajowej spokojnie żerowało sobie kilka żurawi.  Pewnie gdyby teraz tyczono tę trasę musiałaby je omijać pięciokilometrowym łukiem :)

Niestety "ochrona" drobnych zwierząt i roślin to już prawdziwy koszmar dla budowlanki.  Na działkach jakiś specjalista  zaznaczy w Miejscowym Planie kółko jako "siedlisko ropuchy" i po piętnastu latach od uchwalenia planu nie wolno tam nic wybudować  chociaż ropucha czy inny ptak wyniosły się już dawno precz. 

Ale kiedy w gminie  pojawia się naprawdę duży inwestor  nagle okazuje się, że wszystkie żaby, ryby i kormorany rozbiegły się na cztery strony świata i można uchwalić nowy plan. 

Róznica wartości kilkunastohektarowej  działki nad morzem "z ropuchą" i "bez ropuchy" to jakieś kilkanaście milionów złotych  (raz miałem okazję porównać) ,  więc i wójta i dla ekologów wystarczy.

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @bendix 26 sierpnia 2019 16:12
27 sierpnia 2019 13:17

Ta sterylizacja to chyba dla dobrze opłacanej prezesury, ale może już nie potrzebna zgodnie z wyznawaną ideologią? Część z tych młodych ludzi, pukających do naszych drzwi, dorabia na studia i akademik – w ogóle nie utożsamia się z robotą, ale można też trafić na młodzieńca przekonanego o swojej misji ratowania planety. I jedni i drudzy zwykle nie mają pojęcia o faktycznym stanie przyrody.

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @chlor 26 sierpnia 2019 16:56
27 sierpnia 2019 13:19

Wykorzystywane są nasze biologiczne uwarunkowania. Z dostępnych informacji wybieramy przede wszystkim te, które mogą stanowić o bezpieczeństwie, czyli sygnalizujące zagrożenie. Szybciej je  przyjmujemy i dłużej zapamiętujemy. Złe wiadomości budzą więcej zaangażowania i emocji niż dobre. Dobra wiadomość wymaga większego wysiłku poznawczego, zła nie potrzebuje żadnej weryfikacji.  Dobra Nowina ma zasilanie z najwyższej góry, bo sami nie dalibyśmy sobie rady.      

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @dziad-kalwaryjski 26 sierpnia 2019 18:05
27 sierpnia 2019 13:20

Racja. Tak może być. Wysiłek wszystkich zostanie skonsumowany przez nielicznych. Takie teksty puszczają  zwolennicy prof. Paula Ehrlicha, tego od przeludnienia, że gdyby nie jego prognozy z lat 60. i 70.  to przeludnienie by się dokonało. A to jest nieprawda.

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @gabriel-maciejewski 26 sierpnia 2019 19:12
27 sierpnia 2019 13:22

Sukcesem ochrony przyrody nie jest ustanawianie kolejnych form ochrony przyrody, czym triumfalnie  emocjonują się ekologiści, ale zdejmowanie z list gatunków zagrożonych, chronionych oraz likwidacja wielkopowierzchniowych form. Nawet prawo ochrony przyrody jest tak skonstruowane, że likwidacja parku narodowego, krajobrazowego, obszaru chronionego krajobrazu i innych następuje po utracie wartości przyrodniczych obszaru. A co w sytuacji kiedy jego wartości będą tożsame z tym co wokół, bo owa wartość przyrodnicza tam wzrosła? Niemożliwe? – jak najbardziej możliwe. To śmieszne, ale ustawa o ochronie przyrody nie przewiduje własnej skuteczności.

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @smieciu 26 sierpnia 2019 19:55
27 sierpnia 2019 13:23

Nie jestem w stanie sprostać puencie. A za podpowiedzi dziękuję.

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @klon 26 sierpnia 2019 20:32
27 sierpnia 2019 13:27

Argument ze „skansenu” jest często podejmowany przez zdesperowanych, którzy w zderzeniu własnych oczekiwań z prawem ochrony przyrody dowiadują się, że nie dotyczy ona, wprost, ochrony człowieka.  Znacznie częściej "skansen" ma wzbudzić tylko, jak pisze nasz gospodarz, końskie dawki emocji, a te blokują całkowicie myślenie. Nikt nie zmusza nas do życia w skansenie. Nikt nie zmusza do życia w zatrutym środowisku. Można np. wyjechać. Jeszcze jest gdzie. 

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @Paris 26 sierpnia 2019 22:25
27 sierpnia 2019 13:27

Bardzo dziękuję. Jest się z czego cieszyć.

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @KOSSOBOR 26 sierpnia 2019 23:24
27 sierpnia 2019 13:28

To jest moje osobiste wrażenie, ale od paru lat w mojej okolicy widzę stabilizację kormorana, a nawet bobra. Regulatorem, w obydwu przypadkach, nie jest człowiek. To chyba nic nadzwyczajnego, że po populacyjnym boomie i szczycie liczebności jest „wyrównanie” oraz stabilizacja.  

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @Zyszko 27 sierpnia 2019 09:57
27 sierpnia 2019 13:29

Mój znajomy zobaczył, w podróży samochodem, żubra z młodym. Na początku myślał, że to plastikowe figury, bo żubry stały na polu pod wielkim bilbordem.  Gdy jedna z „figur” postanowiła zgryźć nieco zieleniny, zdumiony kolega prawie spowodował wypadek.  

Mały inwestor duże problemy. Duży inwestor małe problemy. Niby nic nadzwyczajnego, ale proszę zauważyć, że nawet dyrektywa siedliskowa różnie traktuje inwestycje. Duża inwestycja liniowa, korzystając z nadrzędnego interesu publicznego, kompensacji oraz braku alternatywnego wariantu będzie zrealizowana. Mała, pozbawiona nadrzędnego interesu publicznego, mimo że jej oddziaływania będą proporcjonalnie mniejsze nie ma szans na realizację.          

zaloguj się by móc komentować

Zyszko @Greenwatcher 27 sierpnia 2019 13:29
27 sierpnia 2019 13:36

Oczywiście, poza tym duży inwestor ma środki i czas na przeprowadzenie procedury zmiany Planu Miejscowego. Trwa to kilka lat, ale przy sprzyjającej władzy bardzo się opłaca. Ustawa o Inwestycjach mogących znacząco wpływać na środowisko, poza faworyzowaniem inwestycji "nadrzędnego interesu publicznego" pozostaje też nieprecyzyjna w zakresie obiektów turystyki. Zostawia prawnikom miejsce na interpretację co wymaga a co nie decyzji środowiskowej.

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @Greenwatcher
27 sierpnia 2019 13:51

Musimy dbać o własne środowisko. Myślę, że nikt o zdrowych zmysłach z tym nie będzie dyskutował. Zresztą człowiek jest jedynym zwierzęciem, które dba o własne środowisko. Najlepszym negatywnym przykładem są właśnie kormorany.

Natomiast uważam, że nie doceniamy możliwości adaptacyjnych przyrody.

Pan w swoim tekście "dyskryminuje" dziki tzn. nic o nich nie pisze a one są tego dobrym przykładem. Z tego co czytałem mieniają one bowiem sposób żerowania. Nie chce im się już szukać w lesie ale szukają pokarmu na śmietnikach. Podobno jest to powszechne zjawisko absolutnie nieuwarunkowane brakiem pokarmu w lasach. Po prostu tak jest łatwiej. Iść na śmietnik. To samo z pustułkami, które przeżywają swój rozkwit z powodu rozwoju telefonii komórkowej.  Budując one swoje gniazda na przekaźnikach. Nie wspomnę już o tradycyjnych jaskółkach czy o florze hal górskich, która może istnieć tylko dzięki wypasowi owiec - typowo ludzkiej działalności.

Na koniec dorzucę coś z wąchockiego podwórka. U nas w zewnętrznej ścianie prezbiterium z powodu konsktrukcji średniowiecznych murów już od co najmniej ośmiu lat egzystuje rój dzikich pszczół. Niedawno na tej samej ścianie pojawił się drugi rój parę metrów w lewo. Ja tylko się zastanawiam jak one wytrzymują bez ocieplenia minusowe temperatury w zimie, ha! My w zimie staramy się tylko tak utrzymać temperaturę wewnątrz kościoła, aby nie było poniżej zera.

Zresztą sam Pan pisze, ile problemów jest z utrzymaniem stanowisk wodnych przy drogach i to pomimo licznych zabezpieczeń. Ja myślę, że cała ta panika ekologiczna ma na celu utrzymanie koniunktury na zamówienia publiczne, ponieważ to przede wszystkim państwo musi realizować niektóre obłąkane idee zielonych.

P.S. Zapiera dech degradacja człowieka. Od korony stworzenia w starożytności i w średniowieczu aż do bycia wirusem planety i kosmosu obecnie, eh!

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @mniszysko 27 sierpnia 2019 13:51
27 sierpnia 2019 13:54

Aż się prosi o możliwość korekty tekstu po opublikowaniu ale to jest chyba marzenie ściętej głowy!

zaloguj się by móc komentować

atelin @Greenwatcher
27 sierpnia 2019 14:38

"Co roku leśnicy sadzą 550 mln drzew w ramach odnowień i zalesień. Gmin mamy 2,4 tys. co statystycznie wskazuje, że na każdą gminę w Polsce przypada, co roku, 222 tys. drzew, a na obywatela 15 sztuk."

550 000 000/365 = 1 506 849 dziennie. 15 drzew na obywatela brzmi nieźle, ale wyobraża sobie Pan 1 506 849 dziennie nawet z pomocą młodzieży szkolnej? 

zaloguj się by móc komentować

chlor @Greenwatcher 27 sierpnia 2019 13:19
27 sierpnia 2019 14:58

Ma to znaczenie, ale nie sądzę że politycy PiSu nie chcą mówić o poprawie stanu przyrody z powodu swoich uwarunkowań biologicznych.

 

zaloguj się by móc komentować

Zyszko @atelin 27 sierpnia 2019 14:38
27 sierpnia 2019 15:03

http://www.sadzarkalesna.pl/   wydajność 10000 -12000 drzewek na dzień ,a młodzież szkolna ma inne zajęcia, drzewka sadzi w grach na FB :)

zaloguj się by móc komentować

Paris @mniszysko 27 sierpnia 2019 13:51
27 sierpnia 2019 15:05

I to jest wlasnie to...

... prosze Ojca... "cala ta obecna panika ekologiczna ma na celu utrzymanie koniunktury na zamowienia publiczne,  poniewaz to przede wszystkim  PANSTWO  musi realizowac  OBLAKANE  IDEE  ZIELONYCH"  !!!

Bo to "nasze panstwo" sie na to zgodzilo i  NADAL  GODZI...  i wzielo za to  LAPOWY  i  inne mile ich sercom  "granty",  wbrew ludziom, narodowi i wszelkiej logice  !!!

 

I tu wlasnie jest pies pogrzebany - zwykla nieopisana chciwosc i nieliczenie sie z ludzmi... uszczesliwianie ich  NA  SILE.

zaloguj się by móc komentować


Greenwatcher @chlor 27 sierpnia 2019 14:58
27 sierpnia 2019 15:36

Politycy? Nawet służby ochrony przyrody nie potrafią o tym mówić, a przecież to także ich sukces. Po prostu jest filtr systemowy i jest filtr indywidualny, dający przewagi informacjom złym. Niech Pan sam się przetestuje. Który tytuł prasowy otworzyłby Pan pierwszy?

1. Politycy PIS przedstawili katastrofalne wyniki audytu bioróżnorodności w Polsce.

2.  Politycy PIS przedstawili zadowalające wyniki audytu bioróżnorodności w Polsce.

A można podkręcić np.

1. Politycy PIS przedstawili katastrofalne wyniki audytu bioróżnorodności w Polsce po rządach PO.

2.  Politycy PIS przedstawili zadowalające wyniki audytu bioróżnorodności w Polsce po rządach PO.

zaloguj się by móc komentować

chlor @Greenwatcher 27 sierpnia 2019 15:36
27 sierpnia 2019 15:45

Właśnie akurat tytuły sensacyjno-katastroficzne omijam. Bo  wietrzę pogoń za sensacją, i wolę dobre wiadomości.

zaloguj się by móc komentować

bendix @Greenwatcher 27 sierpnia 2019 13:17
27 sierpnia 2019 16:03

Jeśli wierzą w te brednie to jak się ich wysterylizuje to będzie więcej miejsca w przyszłości dla tygrysków.

zaloguj się by móc komentować

atelin @Greenwatcher 27 sierpnia 2019 15:19
27 sierpnia 2019 16:15

OK, jestem z pokolenia, które sadziło drzewka ręcznie. Pozdrawiam.

zaloguj się by móc komentować

Caine @Greenwatcher
27 sierpnia 2019 16:34

[URL=https://tinypic.pl/zu286x2ox74w][IMG]https://pics.tinypic.pl/i/00987/zu286x2ox74w_t.jpg[/IMG][/URL]

https://tinypic.pl/zu286x2ox74w

 

O właśnie. Na  tych dwóch obrazkach jest pewna istotna różnica -ale nie chodzi  o rozkład temperatur.

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @Caine 27 sierpnia 2019 16:34
27 sierpnia 2019 16:44

Fantastycznie sugestywne i w "klimacie" złej wiadomości. Sam bym tego nie zauważył. B. dziękuję. 

zaloguj się by móc komentować


chlor @Greenwatcher
27 sierpnia 2019 18:27

Średnia roczna temperatura w Warszawie jest taka sama jaka była w początkach 19 wieku. I co z tym zrobić? Mierzona daleko od centrum by pominać efekt wyspy cieplnej zakłócający pomiar.

zaloguj się by móc komentować

MZ @Greenwatcher
27 sierpnia 2019 19:13

Dzięki za rozjaśniający temat i optymistyczy artykuł.U siebie widzę mrowie nieznanych ptaków. 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @chlor 26 sierpnia 2019 16:56
27 sierpnia 2019 19:39

żargonowe okreslenie, że klimat sieociepla to zbyt duze uproszczenie. Otóz rosnie od lat kilkudziesieciu średnia roczna temperatura powietrza  iwód na planecie Ziemia. Tendencja ta wykazuje przyspiesenie tempa wzrostu średniej temperatury.

Skutkuje to zdestabilizowaniem dotychcasowego stanu względnej równowagi klimatycznej (mniej wiecej stałe długości pór roku czy  właściwe dla nich dotychczasowe średnie temperatury jak również inna częstotliwośc opadów). Przyroda dązydo nowego stanu rónowagi, więc póki co, jestesmy na poczatku chaotycznych zmian dostosowywania się wymiany ciepła pomiędzy poszczególnymi strukturami ziemskiego biostatu.

Oznacza tyo np. że w jednych miejscach moga zdarzać sie dużo chłodniejsze okresy pogodowe, a w innych dużo cieplejsze , niz bywalo.

Czyli średnia dla planety nie oiznacza wzrostu temperatury w kazdym jej zakatku. Mozna wyobrazić sobie zę w pasie saharyjskim będzie znacznie bardziej gorąco, a w pasie na pólnoc od Alp czy Karpat bardzie chłodno. Oczywiście przez czas jakiś, gdyż efekt ogrzewania po pewnym czasie  wywrze wpływ i na tymczasowo chłodniejsze regiony . Tak to mniej więcej działa i będzie działąć przez najbliższe dzioesięciolecia z nasilaniem sie chaotycznych zi coraz bardziej skrajnych mian pogodowych.

 

zaloguj się by móc komentować

Magazynier @Greenwatcher
27 sierpnia 2019 20:30

"Być może to przyczyna narastającej irytacji."

Wraz z oddalająca się kasą ... daleko od szosy.

Świetny tekst. Dzięki niemu stwierdzam, że jestem człowiekiem lasu. Ogromnie cieszy mnie odrodzenie żurawi i bielikiów. Płazów mniej, ale trudno. Przez połowę mojego życia ze zmiennym szczęściem mieszkałem pod lasem. Teraz też. Mimo mojej ignorancji nt. survivalu (znajdowanie źródeł wodnych w lesie, amputacji złamanej nogi własnej finką, łowienie ryb, rozpoznawanie jagód jadalnych od niejadalnych, polowanie z dzidą), jestem przedstawicielem późnego neolitu. Bez lasu żyć nie mogę.  

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @Magazynier 27 sierpnia 2019 20:30
27 sierpnia 2019 21:19

Ale taki płaz jeden z drugim to świeże jedzonko dla żurawi, bocianów, a i orzeł może /ożeł morze, jak wiadomo/ nie pogardzić żabą, gdy go przyciśnie. 

zaloguj się by móc komentować


KOSSOBOR @Greenwatcher 27 sierpnia 2019 13:28
27 sierpnia 2019 21:22

Ta sytuacja w zoo, którą opisałam, nie wyglądała ani na "wyrównanie", ani na "stabilizację" ;) Ale zostawmy to...

zaloguj się by móc komentować

Paris @Greenwatcher 27 sierpnia 2019 13:27
27 sierpnia 2019 21:31

Tak...

... wbrew tym wszystkim "zielonym" strachom  na Lachy - zwierzyna pojawia sie wszedzie.  Wlasnie dzis szwagier opowiadal jak wracajac z pracy widzieli z chlopakami pare bielikow w okolicach Wiejcy kolo Kampinosu... w locie wygladaly pieknie...

... ale pojawia sie tez zwierzyna "zbedna".  W sobote kolezanka opowiadala mi, ze jej posesja atakowana jest przez stado kun... nie wie co ma z nimi robic, bo nie ma zamiaru ich dokarmiac, zeby sie jeszcze bardziej narowily. One tuz nad ranem robia duzo chalsu, biegaja po calej posesji i wala ogonami w balustrade przy schodach nie dajac dalej spac...

... powiedziala, ze chyba kupi trutke na szczury i ich "poczestuje"... bo ma juz serdecznie dosc ich natretnego towarzystwa.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Caine 27 sierpnia 2019 16:34
27 sierpnia 2019 22:03

w samo sedno :)

jeszcze jakiś czas temu okładki Timesa straszyły nadchodzącą nową epoką lodowcową... teraz jest global heating crisis 

zaloguj się by móc komentować

chlor @ainolatak 27 sierpnia 2019 22:03
27 sierpnia 2019 22:12

To prawda, gdy byłemw podstawówce straszono globalnym oziębieniem.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @ainolatak 27 sierpnia 2019 22:03
27 sierpnia 2019 22:17

Powtórzę za Gogolem, a dokładniej jego alter ego,  Dmuchanowskim:

Z czego się śmiejecie? Przeciez z  siebie samych się śmiejecie.

zaloguj się by móc komentować


ainolatak @Greenwatcher
27 sierpnia 2019 22:53

Płynąc w sobotę po Krutyni mogliśmy obserwować polującego na rybkę zimorodka – jakiś czas temu pokazały się w okolicy. Nigdy wcześniej ich tam nie widzieliśmy. Można się cieszyć, że nasza turystyczna „mikro-amazonka” ma taką klasę czystości. Zrobiło się tak optymistycznie, że teraz….

…prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu.

Krutynia to jednak tylko ograniczona turystyka. Jaki sens jest w uprawianiu warunków Krutyni (poprzez dekady celowych zaniedbań, zniszczeniu potencjału ludzkiego i materialnego żeglugi śródlądowej oraz obrońców „szuwar”) na strategicznych drogach wodnych w Polsce? Ano taki, że łatwiej zobaczyć chroniony gatunek niż barkę o większym tonażu, a zestawy pchane to już mogą się tylko śnić.

Mamy rok 2019. Jaki sens mają uprawiane od 4 lat hasła odbudowy polskiej żeglowności na rzekach, jeśli realizuje się parę projektów unijnych zaplanowanych dużo wcześniej, a dopiero teraz wykonuje się analizy, studia wykonalności, geodezyjne, planuje i zarysowuje koncepcje?

Oto pierwszy lepszy przykład tego sensu. Podczas tegorocznego spotkania Parlamentarnego Zespołu ds. Rozwoju Dróg Wodnych i Zespołu ds. rewitalizacji Międzynarodowej Drogi Wodnej E70 dotyczącego możliwości przywrócenia żeglugi turystyczno–towarowej na polskim odcinku MDW E70 (międzynarodowa droga to min. klasa IV). Co ustalono: Zespół ds. rewitalizacji MDW E70 podjął się starań, aby wspólnie z Ministerstwem Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej opracować Studium przebiegu MDW E70 na odcinku Odra-Wisła. Koncepcja ma wskazać nowy przebiegu drogi wodnej E70. Zakłada budowę szlaku transportowego IV lub nawet V klasy, umożliwiającego żeglugę jednostek handlowych o ładowności, co najmniej 2 500 ton.

Realne wnioski ze spotkania?

W związku z brakiem w krótkim horyzoncie czasowym możliwości dostosowania polskiego odcinka MDW E70 do IV klasy, w dążeniu do rozwoju turystyki wodnej i zwiększenia możliwości żeglugowych dla barek, zdaniem uczestników spotkania zasadne byłoby doprowadzenie w/w drogi do II klasy.

Czyli za grubą kasę, tylko dlatego, że horyzont czasowy wsparcia unijnego minął urzędnikom jak mgnienie oka zamiast IV lub V dostaniemy II klasę i w dalszym ciagu siedzimy w skansenie, nie mówiąc już o nie wykorzystanych możliwościach energetycznych.

Przepraszam, że zasiałam trochę skipperowskiego defetyzmu, ale optymizmu dzisiaj tyle, że nawet to nie zaszkodzi :)

Wielki plus Panie Tomku i podziękowania za wspaniałe podsumowanie dekad.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @jestnadzieja 27 sierpnia 2019 22:27
27 sierpnia 2019 23:00

ten w zielonym skafanderku to musi być dziecko tego harwardzkiego biologa...

dokładnie tak: ekofaszyzm ONZ oraz tajnych organizacji ue, które wymuszają straszliwy w konsekwencjach haracz.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @chlor 27 sierpnia 2019 22:12
27 sierpnia 2019 23:04

ja tego nie pamiętam, ale język naukowego zastraszania jest praktycznie ten sam

zaloguj się by móc komentować

chlor @ainolatak 27 sierpnia 2019 23:04
28 sierpnia 2019 07:55

Język był inny, bo przy "globalnym oziębieniu" nie wskazywano sapiensów jako winowajców. Oziębienie jakoś upadło, nie znaleziono sposobu by na walce z nim zarobić.

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @Greenwatcher
28 sierpnia 2019 09:37

Rzeczywiście można dokonać podsumowania dwóch dekad tego co dzieje się wokół klimatu. Przełom mileniów w Polsce, bo na zachodzie wcześniej, to było dogorywanie (dobijanie?) hipotez nadchodzącego oziębienia. Jeszcze wtedy można było usłyszeć i przeczytać bardzo stonowane komunikaty, że być może druga cześć okresu interglacjalnego będzie „łagodniejsza”, bądź odsunięta w czasie przez efekt cieplarniany, wywołany przez człowieka. Pamiętam jak na studiach zdumiewała mnie powtarzalność rozwoju biosfery (w tym gleb) interstadiałów i interglacjałów oraz to, że holocen ma już oznaki stadium telokratcznego. Dwadzieścia lat później mamy już klimatyzm, jako część ideologii ekologizmu, a nawet samodzielnie funkcjonującą ideologię. Mamy także zjawisko redukcjonizmu klimatycznego, to jest sprowadzanie wszystkich problemów oraz ich rozwiązania do antropogenicznych zmian klimatu. Ja doświadczyłem, z racji wieku, przejścia od teorii cykli glacjalno-interglacjalnych oraz cykli klimatyczno-edaficznych czwartorzędu, poprzez  nietolerujące żadnej krytyki i niepewności globalne ocieplenie, aż po walkę - to nie jest przesada mojej wypowiedzi, ze zmianami klimatycznymi wywołanymi przez człowieka. Wyolbrzymianie problemu i rozemocjonowany język skutkuje dzisiaj karykaturą, obojętnością, a nawet negacją, co wcale mnie nie dziwi.      

zaloguj się by móc komentować

jestnadzieja @Greenwatcher 28 sierpnia 2019 09:37
28 sierpnia 2019 11:47

 Wyolbrzymianie problemu i rozemocjonowany język skutkuje dzisiaj karykaturą, obojętnością, a nawet negacją, co wcale mnie nie dziwi.      

Nie wszedzie, nie wszedzie. W takiej Szwajcarii, zwlaszcza w szkolach to jest absolutna, nietykalna swietosc. Nikt sie nie odwazy powiedziec inaczej. Sprawa jest smiertelnie powazna. Ilosc eventow z tym zwiazana przyprawia o mdlosci, (mnie ) bokiem wychodzi, ale cala mlodz jest w euforii, bo wreszcie cos sie dzieje, jest o co walczyc. W kraju gdzie dzieci wszystko maja, o nic nie musza sie starac, a przy okazji kompletny brak jakichkolwiek wartosci duchowych, ta ekologiczna religia swietnie sie jako substytut sprawdza.

zaloguj się by móc komentować


Grzeralts @jestnadzieja 28 sierpnia 2019 11:47
28 sierpnia 2019 11:53

Nowa rewolucja. A wrogiem, jak zawsze Kościół, jako ostoja burżuazji.

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @jestnadzieja 28 sierpnia 2019 11:47
28 sierpnia 2019 12:35

Sprawa jest bardzo niebezpieczna. Wszystkie dotychczasowe totalitaryzmy też były „święte” spetryfikowane, nietykalne.   

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @jestnadzieja 28 sierpnia 2019 11:47
28 sierpnia 2019 12:37

W gronie panelistów, na zdjęciu, szwedzka kindernispodzinka. 

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @ainolatak 27 sierpnia 2019 22:53
28 sierpnia 2019 15:11

Dziękuję, a szczególnie za obszerny materiał do namysłu. Jak się skończy temat tego bicia piany na wodzie prognozowal pan Zbigniew. http://zbigniew.szkolanawigatorow.pl/  Smutne, wszystko się sprawdziło.   

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @ainolatak 27 sierpnia 2019 22:03
28 sierpnia 2019 15:18

Z treści dymku, kariera prawie jak nieżyjącego prof. Stephana Schneidera, ale on nie nosił tak obfitego wąsa.

zaloguj się by móc komentować


porfirogeneta @Greenwatcher
29 sierpnia 2019 23:27

Wszystko fajnie, tylko ta przyroda tak się rozlpleniła że mi na pole wchodzi, a nawet na podwórko, w postaci lisów których myśliwym "nie opłaca się strzelać" (to nie ja, to myśliwy) dzików (kukurydza na bioetanaol i limity strzelania) saren, i to wszystko żre i tarasi, o pladze bobrów już nie wsponę.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować