-

Greenwatcher : "Od kiedy nie jesteśmy karmą dla wielkich kotów, boimy się samych siebie"

Bajka o lepszej zmianie

Prof. Andrzej Bereszyński napisał w roku 2003, w książce „Wilk w Polsce i jego ochrona”, że obecność lub brak dużych drapieżników jest najwyraźniejszym wskaźnikiem stanu i skuteczności ochrony przyrody. Ówcześnie, opinia legendy rodzimej ochrony przyrody z Akademii Rolniczej w Poznaniu, a obecnie Uniwersytetu Przyrodniczego, była chętnie cytowana i powtarzana. Tubylczy ekologizm apokaliptyczny skutecznie szerzył, za jej pomocą, sferę leku i strachu. Po pierwsze, wypowiedział się autorytet. Po drugie, przekaz był bardzo prosty. Przypominał i interpretował wiedzę o strukturze piramidy troficznej oraz zależnościach ekosystemowych, którą pewnie każdy, na jakimś etapie kształcenia, poznał. Już za chwilę ta budowla miała się zawalić przez ludzi i na ludzi.

Co się zmieniło od tamtego czasu? Wiele, na przykład wilki pojawiły się tam, gdzie już o nich zapominano, gdzie stawiono im nawet pomniki pamięci. Na tym nie koniec, bo ich liczebność zaczęła wzrastać. Lubuskie, gdzie dawno temu, postawiono wilkowi obelisk*, osiągnęło, w ciągu kilku lat, drugie miejsce, po województwie podkarpackim, pod względem liczebności wilków w Polsce. Opinia profesora wykorzystywana do straszenia gawiedzi utraciła moc czaru i zniewolenia. Co więcej, szybko o niej zapomniano by nikt przypadkiem nie pomyślał, że stan przyrody jest lepszy niż był, a ochrona przyrody jest skuteczna. Najwyraźniejszy wskaźnik nie tylko był niepotrzebny, ale stał się niewygodny. Jeśli bowiem masz obsadę szczytu piramidy, zbadaną metodyką prostą jak to tylko możliwe (nie ma/jest/ile/gdzie), to po co szczegółowo diagnozować niższe jej piętra tysiącami wskaźników i parametrów? Rynek usług eksperckich oraz sfera lęku i strachu zmniejszyłyby się gwałtownie (zmień popsuty termometr). Opinia autorytetu, o ile wcześniej przydatna, okazała się być tylko uroszczeniem percepcji rzeczywistości, skrótem myślowym, niedomówieniem na potrzeby akcentowania „problemu” stanu okaleczonej przyrody i niedomogów instytucji ochrony przyrody.

Przypomniałem sobie to wspomnienie „mądrości etapu”, po przeczytaniu ogłoszenia o szkoleniach pt. „Czy taki wilk straszny?”. Funduje je Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska, a są kierowane do obywateli oraz urzędów i instytucji niższych szczebli. Potrzeba nauczania wynika z: rosnącej liczby zgłoszeń, dotyczących pojawiania się wilka Canis lupus w różnych regionach kraju, doniesień medialnych nie zawsze rzetelnych. W związku z tym uznano za zasadne: przekazanie wiedzy przez specjalistów, którzy umieją odróżnić zachowania naturalne i nienaturalne wilków, które mogą budzić niepokój lokalnych społeczności, stwierdzić czy dany przypadek spowodowany był przez wilka, czy raczej przez zdziczałego psa, czy w końcu doradzić jak zabezpieczać swój majątek w celu uniknięcia szkód. Owych specjalistów poznajemy z imienia i nazwiska, z całym niemal przebiegiem kariery zawodowej.  

Idąc tropem chwalebnej inicjatywy - jak ten wilk - odwiedziłem strony relacjonujące szkolenia w województwach zachodniopomorskim i lubuskim, gdzie znów dowiedziałem się kto jest ekspertem i z jakich usług mogę skorzystać. Co więcej, lektura tych tekstów pouczyła mnie ilu było słuchaczy spotkań. No dobrze, ale ile jest tych wilków? Tej informacji tu nie znalazłem. To pytanie jest tym bardziej zasadne, że to właśnie GDOŚ jest głównym źródłem danych o liczebności wilka (i nie tylko). Informację zaś publikuje Główny Urząd Statystyczny w swych rocznikach i kwartalnikach, pośród setek tabel charakteryzujących Polskę. Jaka intencja pomija przytoczenie podstawowej informacji o tym gatunku? Może to zwykłe przeoczenie? A może obawa, a jeśli tak to o co? O niebezpieczny, dla propagatorów lęku i strachu, zachwyt nad stanem przyrody i ochrony przyrody? O potwierdzenie zasadności niepokoju lokalnych społeczności? O nierzetelność tych, oficjalnych przecież, danych?

To w końcu ile jest tych wilków? Pierwsza odpowiedź jaką moglibyśmy usłyszeć to taka, że jest ich za mało. To nie jest żart, ale standardowa odpowiedź, nie tylko ludzi o nadwrażliwych ekologicznie sercach (to określenie parafrazuję za J. Szyszko), ale także niektórych naukowców, którzy wspierając się obecną znajomością wilczego behawioru, przekładają potencjał obecnego środowiska na potencjalną liczebność gatunku. Jest ich za mało, bo mogłoby być więcej. W tym tonie jest też odpowiedź irracjonalna: za mało bo kiedyś na pewno było więcej. Odnosi się ona do wyobrażenia historii ziemi, w której człowiek nie istniał lub mitologii, w której człowiek wprawdzie był, ale jako neutralny element ekosystemu. Ludzie, na co dzień szafujący ekologią, którzy uczynili z niej nabieżnik cywilizacji, głoszą pogląd o neutralności składnika ekosystemu. Jeśli człowiek był lub ma być neutralny w ekosystemie, to może i wilk może być neutralny?

No dobra, ile jest tych wilków i już proszę bez złośliwości. Sięgnijmy do roczników statystycznych ostatnich lat, w tym najnowszego opracowania „Ochrona środowiska 2017” (tab.1).  

obraz1.jpg

Jeszcze raz przypomnę, że GUS pozyskuje te informacje obecnie od GDOŚ, a więc od państwowej instytucji odpowiedzialnej za ochronę przyrody w Polsce. Zwrócę uwagę malkontentom i na to, że operujemy pojęciem liczebności, a nie liczbą osobników. To pierwsze jest przybliżeniem pozyskanym wskutek różnego rodzaju metod, np. całorocznej obserwacji i rejestracji śladów, tropienia zimowego, badań genetycznych itp., oraz zastosowanego algorytmu przeliczenia. To drugie jest niemożliwe do pozyskania, ale jak ktoś chce to może próbować, nie tylko liczyć, ale także przekonać władne instytucje do uznania wyniku. Liczebność od roku 2001 jest pozyskiwana/oceniana tym samym sposobem. W roku 2000 określenie liczebności pozyskiwano inną metoda, dlatego wyniku (1086) nie włączyłem do tabeli. Obecnie liczebność wilka w Polsce to 2139 osobników czyli trzy razy tyle ile w roku startowym 2001. Gatunek ewidentnie odnosi sukces, którego miarą jest zwiększająca się liczebność i zasięg. Czy nie tego chcieliśmy obejmując wilka, w roku 1998, prawną ochroną gatunkową? Wskaźnik Bereszyńskiego drgnął i to mocno. Zespół autorów, we wstępie do rocznika statystycznego, nie oparł się potrzebie skomentowania tej liczebności: jedna z największych w Europie populacji wilka.

Nie wszyscy akceptują statystykę podawaną przez GUS, a są i jej kontestatorzy. Wspomniany prof. Bereszyński przyjmował ocenę liczebności dla lat 2001-2003 na poziomie około 520 osobników, a w przedziale od 460-560. To jest o co najmniej 100 mniej niż dane, dla tych lat, prezentowane przez GUS. Instytut Biologii Ssaków PAN w Białowieży, a wiec instytucja państwowa podległa, podobnie jak GDOŚ, Ministrowi Środowiska, oceniał liczebność wilków następująco (tab.2):

obraz2.jpg

Dla lat 2009/2012 nie udało się oszacować liczebności z powodu małej ilości informacji, którymi Instytut dysponował. Wśród kontestatorów podawanych przez GUS liczb znajdują się tacy, którzy te dane całkowicie negują, zarzucając im nie tylko błędy zbioru informacji, ale ich celową manipulację przez leśników oraz sozologów z regionalnych dyrekcji ochrony środowiska. Są też i tacy, którzy potrafią ową liczebność przeliczyć na terytorium niezbędnej powierzchni życiowej dla populacji, watahy lub osobnika. Wyniki, w zależności od przyjętych parametrów, dają obraz przegęszczenia lub wprost przeciwnie ciągle wolnych nisz do zajęcia. Liczebność nie jest bowiem neutralna, tak jak modelowy homo sapiens w modelowym ekosystemie ekologistów. Przez jednych może być uznana za niewystarczającą, a przez innych za zbyt dużą. Na razie o „antywilczą” politykę, wyrażoną w liczebności, posądzani są myśliwi i leśnicy, ale z całą pewnością będzie to kolejny front walki z obecną władzą, która ma „antyekologiczną” gębę, mimo, że nie ma ministra prof. Szyszko, mimo akcji z futerkowcami i miłości p. prezesa do kotów. Jakakolwiek myśl o docelowej liczebności wilków, jakakolwiek myśl o regulacji wilczej populacji otworzy kasting na polskojęzyczną Bigitte Bardot. I nie wystartują tylko kobiety.   

Jest to pewne dlatego, że sukces gatunku, którego ocena liczebności jest negowana, a który oczekiwaliśmy, uruchamiając instytucję ochrony przyrody - nie odbierając nic a nic zdolnościom adaptacyjnym samego wilka - ma swe skutki uboczne. Ich mała część jest także prezentowana przez rocznik statystyczny, w postaci liczby zgłoszonych szkód i wypłat odszkodowań (tab.3).    

obraz3.jpg

Niestety GUS podaje te dane, także za pośrednictwem GDOŚ, dopiero od roku 2013. Sumy wypłaconych  odszkodowań dotyczą wyłącznie szkód wśród hodowlanych zwierząt gospodarskich. Oczywiście kwota nie jest imponująca, nie tylko z perspektywy szkód wyrządzonych przez bobra (ponad 17 mln zł rocznie) czy żubra (1,7 mln zł rocznie), ale także państwa, posiadającego jedną z największych w Europie populacji wilka. (Na marginesie dodam, że odszkodowania łowieckie w roku gospodarczym 2016/2017 wyniosły ponad 76 mln zł.)

Rzecz nie w kwocie, ale właśnie w liczebności wilka i liczbie zdarzeń niebezpiecznych dla mienia oraz życia człowieka. Jest ich  zapewne mniej niż tych, które powodują psy, ale ich powaga jest większa nie tylko z przyczyny nie zawsze rzetelnych doniesień medialnych, ale wskutek wmawiania ludziom, przez całe lata, że nie taki wilk straszny. To na opak bajce, w której niegrzeczny pastuszek angażował mieszkańców wioski krzycząc: wilk, wilk, wilk! Skrajnym, ale symbolicznym przypadkiem, jest doniesienie o niedawnym pogryzieniu kobiety przez wilka. Podobno sekcja odstrzelonego drapieżnika potwierdziła, że był otłuszczony, na zębach miał gruby osad, a pazury niestarte. Jest wielce możliwe, że ktoś, o nadwrażliwym ekologicznie sercu, długotrwale dokarmiał to zwierzę. Bez względu na to czy antywilcze jest ostrzeżenie: - nie idź sam do lasu, mów gdzie idziesz (nic nadzwyczajnego), warto być roztropnym, bo sytuacja się zmieniła na lepsze, zgodnie ze wskaźnikiem Bereszyńskiego. No, ale może wzrosty liczebności dużych drapieżników to też pisowska propaganda?

 

Ryś, wg GUS (tab.4)  

  obraz4.jpg

 

Niedźwiedź, wg GUS (tab.5)

obraz5.jpg

 

 

 

* - zastanawia mnie relacja wiersza na tym pomniku i wypowiedzi (w liście do siostry Malwiny z roku 1861) przypisywanej Bismarckowi: „Bijcie Polaków, ażeby aż o życiu zwątpili. Mam wielką litość dla ich położenia, ale jeśli chcemy istnieć, to nie pozostaje nam nic innego, jak ich wytępić. Wszak wilk nie jest temu winien, że go Bóg stworzył takim, jakim jest, i zabija go też za to każdy, kto tylko może”.  

 



tagi: ochrona przyrody  wilk 

Greenwatcher
24 listopada 2018 11:12
5     1120    3 zaloguj sie by polubić
komentarze:
DYNAQ @Greenwatcher
24 listopada 2018 13:01

Może wilki pomogą rozwiązać problem ASF?

https://www.youtube.com/watch?v=4l1vtnC6t6w

Myślę że większym zagrożeniem niż  wilki są zdziczałe koty włóczące się po lesie,taka cholera wlezie do każdego gniazda,wyżre pisklęta czy jajka,a widzę ich w lesie coraz więcej. Tzw miłośnicy zwierząt wymusili zakaz ich strzelania...zidiocenie.

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @DYNAQ 24 listopada 2018 13:01
24 listopada 2018 18:27

Przyczynę takich zachowań i skutek komentował trafnie Wolfram.

 

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @Greenwatcher 24 listopada 2018 18:27
24 listopada 2018 20:40

Dokładnie. Niestety, u nas każdemu "wykształciuchowi" wydaje się, że to on akurat będzie patrycjuszem. 

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @Greenwatcher
24 listopada 2018 23:16

I nikogo nie obchodzi, że już nie ma zajęcy, saren, bażantów, kuropatew, bo "wszędzie są wilki". To są właśnie skutki prostackiej ingerencji tzw. czynników ekologicznych w ekosystem. Wilki winny być odstrzeliwane, jak kiedyś,  aby inne gatunki miały swoją szansę. Dobrze, że chociaż  żubry dają im popalić, jak się zanadto rozbestwiają:)))
Dzięki za bardzo ciekawą i kształcącą notkę.  Nawiasem, podobno w płd NRD wilków było po 10 latach od połączenia z NRF tyle, ile w XVIII w. Ludzie zniknęli - wilki nadeszły.

zaloguj się by móc komentować

Paris @pink-panther 24 listopada 2018 23:16
25 listopada 2018 21:15

Mysle, Pani Panther'o...

... ze jednak natura zakpi sobie z tych  poj***w ekologUF... jak na ironie w mojej okolicy 35 km od Warszawy, a 20 km od granicy z Puszcza Kampinoska widywane sa i sarny, i zajace, i kuropatwy... a na pustej dzialce u mojego sasiada od tygodnia codziennie kolo poludnia spaceruje sobie przepieknie ubarwiony i wypasiony bazant... w towarzystwie 2 marniutkich - wzgledem bazanta - bazancic.  Widok cudowny  !!!   

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować