-

Greenwatcher : "Od kiedy nie jesteśmy karmą dla wielkich kotów, boimy się samych siebie"

Chyba wilk pogryzł, ale zastrzelili psa

Było to tak (cytuję za portalami niezalezna.pl i wPolityce.pl, a te za PAP):

 

Prawdopodobnie wilk zaatakował we wtorek wieczorem dwoje dzieci ...

Zwierzę zostało zastrzelone przez myśliwego …

Zastrzelone zwierzę przekazano do …

Wykluczono wściekliznę u zwierzęcia, które pogryzło dzieci …

… badania próbek pobranych ze zwierzęcia wykluczyły wściekliznę.

Według świadków zdarzenia i lekarzy weterynarii, którzy go oglądali, osobnik „zewnętrznie wygląda na wilka" i „ma jego cechy budowy ciała"…

… rzecznik Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska Łukasz Lis zaznaczył, że należy poczekać na wyniki analizy DNA, które potwierdzą gatunek zwierzęcia oraz określą jego pochodzenie.

 

Dlaczego zewnętrzny wygląd na wilka i cechy budowy ciała wilka nie są dość przekonujące by bez badania DNA uznano, że jest to wilk? Rzecz nie w tym czy to pies podobny do wilka czy mieszaniec psa i wilka. Gdyby coś takiego pogryzło dzieci i dorosłych nie byłoby ideologicznego problemu, tylko zdrowotny, a pies z kulawą nogą nie szczeknąłby nad nim. Wilk to jednak sprawa poważna, bo to święte i symboliczne zwierzę ekologizmu. Nieopatrzne nazwanie wilkiem (a wiedzą o tym ostrożni  urzędnicy od weterynarza po rzecznika) może wywołać falę wścieklizny, oczywiście nie u tych którzy zostali pogryzieni i cierpią, ale u tych którzy od lat fałszują obraz przyrody, jej praw i stanu.

Największa w Polsce afera medialna z udziałem wilka miała miejsce w roku 2014 i dotyczyła … IKEA. Międzynarodowe przedsiębiorstwo założone i kojarzone ze Szwecją, ale należące do koncernu holenderskiego, wprowadziło do sprzedaży pluszowego wilka – baśniowego bohatera ludowej opowieści Czerwony Kapturek. Na pewno nie będzie zaskoczeniem jeśli powiem, że wielu miłośników wilka uważa, że cwany Charles Perrault, który spisał bajkę w końcu XVII w., wydał ją po to by zaszkodzić temu drapieżnikowi. To jeden z wielu codziennych demonów ekologizmu, z którym niestrudzenie walczą, lecz nie pora o tym.

Pluszak, we flanelowej koszuli w biało-czerwoną kratkę i w zielonych lub niebieskich szortach, zmobilizował kilka pozarządowych, tubylczych organizacji ekologicznych do poważnego protestu. Nie chodziło o to, że zabawka jest zrobiona z nieekologicznego tworzywa. O nie, IKEA wręcz promuje swój prośrodowiskowy wizerunek i na taką gafę nie pozwoliłaby sobie. Co więcej, naszych zielonych rzadko takie tematy angażują. Otóż bawiące się maskotką dziecko mogło mu wepchnąć do uzębionej paszczy babcię z watoliny, a następnie, rozpinając kraciastą koszulę wilka, uwolnić uśmiechniętą staruszkę z jego grubego brzucha.

Podobno ta pluszowa bestia i barbarzyńska zabawa przeraziły wrażliwych rodziców, którzy zaniepokojeni zwrócili się do czujnych i równie, jeśli nie bardziej, wrażliwych obrońców przyrody. Ci, publicznie wyrazili swe oburzenie oraz wsparli się niepochlebnymi, zabawce i koncernowi, opiniami edukatorów ekologicznych oraz psychologów. Problem nie leżał w babci, która w zabawie stawała się chwilową treścią żołądka maskotki, ale w wilku właśnie. Oto okazało się bowiem, że projektant IKEA, no i cały koncern, tak jak bajkopisarz sprzed trzech wieków, przyprawiają wilkowi fałszywą gębę, do której pakuje mu się miękką staruszkę. Młode Homo sapiens miały, przez te zabawkę, znienawidzić wilka, zgodnie z opiniami ekspertów, na całe swoje życie, osobnicze i społeczne.       

Mimo próby  zastraszania, przedsiębiorstwa i rodziców, IKEA sprzedaży nie wstrzymała, a popyt na zabawkę, dzięki akcji, podobno wzrósł. Nie należy się bowiem spodziewać by wnuczęta, opętane zabawką, zaczęły, jako osobniki dorosłe, karmić wilki babciami. Tym bardziej, że w świecie, który wrażliwi zieloni już zbudowali, o wiele łatwiejsza i „humanitarana” jest legalna, medyczna eutanazja starców. Milusińscy nie są też tak tępi, by bawiąc się, trwale zapamiętali, że wilki żywią się babciami lub, że wilki są złe i dlatego trzeba je rozpruwać – tak jak to sugerowała poważana pani naukowiec, najważniejszy znawca wilków, „w tym kraju, ale w tamtej opcji”, dr Sabina Pierużek-Nowak.

Swoją drogą od osoby zajmującej się profesjonalnie ssakami można chyba wymagać większej znajomości „szczeniąt” Homo sapiens, a przynajmniej powagi wypowiedzi godnej członka Państwowej Rady Ochrony Przyrody. Gdyby taka inżynieria społeczna była możliwa łatwoby można zrekonstruować czym w dzieciństwie bawili się eksperci, tacy jak pani doktor, badający wilcze odchody.

Ta dygresja o pluszowej aferze nie byłaby warta uwagi gdyby nie obrazowała histerii jaka towarzyszy wilkowi w Polsce, a przez którą zewnętrzny wygląd na wilka i cechy budowy ciała wilka nie usposabiają do określenia gatunku, gdy w tle mamy potwierdzony atak na człowieka. Oto inny przykład. Gdy kilka lat temu Niemcy wpisali swoje kilka wilków na listę gatunków, do których można strzelać, w wyjątkowych i szczególnie niebezpiecznych dla życia ludzkiego okolicznościach, największą awanturę w Niemczech robiły organizacje ekologiczne z Polski, podczas gdy ich rodzime milczały.

Wilk jest u nas najbardziej usakralizowanym gatunkiem, a „zzieleniała i zazieleniona” część społeczeństwa zachowuje się tak, jakby karmiła w dzieciństwie maskotkę drapieżnika natką marchewki – parafrazując myśl ekologistki. Dobrze, że niedźwiedź, o wiele bardziej groźny niż wilk, nie ma czegoś mu pobliskiego w naszej przyrodzie, co miałoby zewnętrzny wygląd na niedźwiedzia i cechy budowy ciała niedźwiedzia. Obym się mylił, ale okaże się, w najgorszym wypadku – czyli wilk, że była to wina dzieci, no i tej turystki.  

 

 



tagi: ekologizm  wilk 

Greenwatcher
29 czerwca 2018 13:34
10     1445    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
PiotrKozaczewski @Greenwatcher
29 czerwca 2018 13:51

Mam w rodzinie paru mysliwych. I jednoznacznie uznaja wilka z sk*syna, urodzonego mordercę i bandyte. Np. wilk gdy wpadnie do zagrody z owcami, zazwyczaj zabije wszystkie szuki, a jedną zje lub weźmie ze sobą. Ochnroa wilków jest m.in. odpowiedzialna za przetrzebienie/wytrzebienie populacji tzw. jelenia karpackiego. Kiedyś na terenach Karpat żyły w obfitości te jelenie, wilki i niedźwiedzie. Wilki pilnowały populacji jeleni, a niedźwiedzie - populacji jeleni. Przy braku niedźwiedzi i braku odstrzału, populacja wilków wzrosła nadmiernie, skutecznie tepiąc jelenie karpackie.

zaloguj się by móc komentować

PiotrKozaczewski @PiotrKozaczewski 29 czerwca 2018 13:51
29 czerwca 2018 13:52

"... Wilki pilnowały populacji jeleni, a niedźwiedzie - populacji jeleni. ..." - powinno być:

Wilki pilnowały populacji jeleni, a niedźwiedzie - populacji wilków.

zaloguj się by móc komentować

gorylisko @Greenwatcher
29 czerwca 2018 13:53

hmmm a czy przypadkiem z tym pluszowym wilkiem nie był ciąg dalszy w sensie "schowaj babci dowód..."

zaloguj się by móc komentować

PiotrKozaczewski @Greenwatcher
29 czerwca 2018 14:00

"... Obym się mylił, ale okaże się, w najgorszym wypadku – czyli wilk, że była to wina dzieci, no i tej turystki.   ..." - w Bieszczadach od zawsze maja prosty sposób na wilka, do zastosowania zimą:

1/ kurczak z luminalem
2/ wilk zasypia
3/ tzw. "locals" wilka pałą w łeb
4/ wilka do domu
5/ skórę z wilka obdzieramy
6/ skórę z wilka sprzedajemy lub uzytkujemy sami

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @Greenwatcher
30 czerwca 2018 09:38

Dziękuję za dający do myślenia tekst. Zdziczałe psy latające po osiedlach i lasach też są problemem. Przykład z moich stron: w Starachowicach biegały kiedyś takie watahy zdziczałych psów, gryzły ludzi i inne psy, rozwalały śmietniki w poszukiwaniu żeru. Watahy biegały też w lesie, wzdłuż kolejki wąskotorowej z Iłży do Starachowic. Było ich tak dużo, bo ludzie je dokarmiali (nie biorąc ich do siebie)Powiat cichaczem zdecydował się rozwiązać problem i zatrudnił hycla, który wyłapał i uspił psy. A potem zrobiła się afera w mediach ogólnopolskich:

http://www.echodnia.eu/swietokrzyskie/wiadomosci/starachowice/art/8788607,starachowice-znalazly-sposob-na-pozbycie-sie-bezdomnych-psow-i-kotow-zabijali-je,id,t.html

http://kielce.tvp.pl/3929150/bezpanskie-psy-ze-starachowic

http://albumpolski.pl/artykul/starachowiccy-rakarze

http://www.pomorska.pl/polska-i-swiat/art/7205160,schronisko-mialo-byc-ich-azylem-usmiercono-prawie-400-zwierzat,id,t.html

zaloguj się by móc komentować

Wolfram @Greenwatcher
30 czerwca 2018 10:55

Motto:

Gdy kilka lat temu Niemcy wpisali swoje kilka wilków na listę gatunków, do których można strzelać, w wyjątkowych i szczególnie niebezpiecznych dla życia ludzkiego okolicznościach, największą awanturę w Niemczech robiły organizacje ekologiczne z Polski, podczas gdy ich rodzime milczały.

I Brigitte Bardot też pewnie nie krzyczała, jako drzewiej, w sprawie polskich wilków - co nie dziwi, bo francuskie kobiety potrafią mieć słabość do niemieckich mężczyzn.

W Niemczech, przynajmniej jakiś czas temu, w małych wiejskich restauracjach można było zobaczyć na tablicy pisane kredą - "dzisiaj świniobicie" - co oznaczało, iż oferta jest najwyższej jakości, bo z bieżącego uboju. Niemcy to kraj żyjący z eksportu - i z ekologistami jest, jak sądze podobnie - tzn. niemieccy krzywdy na swoim terenie nie czynią miejscowym - a ekologizm jest produktem w znacznej mierze na eksport - m.in. do Polski. Czyli - z zabijaniem zwierząt w Niemczech można się nawet obnosić - w Polsce ma być za to infamia i potępienie.

To zaczyna się niewinnie - nie bij psa, nie bij konia, traktuj zwierzęta po ludzku (sic!) - a ataki są wykonywane np. na produkcję żywca końskiego, bo wszyscy kochamy "konisie" i konisia jeść nie można. Może go jeść kochający konisie Włoch - ale to insza inszość. Podobnie z tzw. ubojem rytualnym - to my mamy być "cywilizowani" - a konsekwencji eksport mięsa do krajów muzułmańskich czy na rynki dla wyznawców judaizmu - trzeba oddawać innym, choćby z tego samego kręgu cywilizacyjnego.

Reasumując - lobby ekologiczne "zwierzęce" utrzymuje się w gotowości bojowej, chwytliwymi argumentami "nie bij pieska" po to, by mieć narzędzie do kontroli produkcji zwierzęcej na danym obszarze. Można sobie kupić naklejkę piesek z ludzką ręką na grzebiecie i hasłem: "Nie krzywdź".

Jak wiadomo, a mówi o tym 5 prawo Coryllusa siła państwa i siła rynków nie opiera się na tym, że dane państwo potrafi zbudować jakiś zaawanasowany produkt techniczny w ilości detalicznej - ale na władaniu rynkami masowych dóbr, które do życia są konieczne  - np. produkcji żywności czy tekstyliów - i masowym handlu. To z kolei oznacza, że jak ktoś wsadza palce w produkcję zwierzęcą, roślinną czy podobną w Polsce - to nasza władza powinna mu te palce odrąbać.

Siła tej zarazy jest wielka - skoro sięgnęła nawet po Naczelnika Państwa, który wstawił się za uciśnionymi nutriami.

Może się więc ta ekozabawa skończyć tym, że nasza produkcjia rolna dozna uszczerbku, a w jej miejsce Polska wdroży niszową produkcję pojazdów elektrycznych dla patrycjuszy, by jako wybrańcy ludu mogli, jako jedyni wjeżdżać na obszary ścisłych centrów miast - a "zagraniczny kapitał" wybuduje fabryki do produkcji masowej - by lud prosty miał gdzie pozyskiwać środki na płacenie podatku VAT, który jest, jak wiadomo źródłem dobrobytu i siły IV RP.

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @Stalagmit 30 czerwca 2018 09:38
30 czerwca 2018 12:59

Dziekuję, nie wiedziałem i chętnie wykorzystam. Diagnozę ogółu takich przypadków i ich sens opisał pieknie Wolfram. 

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @Wolfram 30 czerwca 2018 10:55
30 czerwca 2018 13:03

Crème de la crème. Dzięki. 

zaloguj się by móc komentować

Paris @Wolfram 30 czerwca 2018 10:55
1 lipca 2018 18:32

"... To z kolei oznacza, ze jak ktos wsadza palce w produkcje roslinna, zwierzeca, czy podobna w Polsce - to nasza wladza powinna mu te palce odrabac."...

Otoz to, a nasza wladza pozwala na zalew Polski importem warzyw i owocow z Magrebu... a teraz wlasnie jada do Polski  tiry pelne jagod, malin i innych owocUF  z napromieniowanej Ukrainy  !!!

Kapitalny komentarz... i jakze bolesnie prawdziwy  !!! 

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @Paris 1 lipca 2018 18:32
2 lipca 2018 07:53

Pozostając w bolesnej dygresji Wolframa mamy skutki synergii bojówki i banku. Atak na rolnictwo i rolników jest bardzo zaawansowany. Wśród moich znajomych rolników, wszyscy, po prostu wszyscy są zadłużeni. Ziemia i ich gospodarstwa tylko formalnie należą do nich, a nie tak dawno, bo niewiele ponad sto lat temu, w czasach gdy nie było własnego państwa, Kościół zakładał tu banki ludowe by rynek dóbr masowych pozostał w rękach ich dziadów.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować