-

Greenwatcher : "Od kiedy nie jesteśmy karmą dla wielkich kotów, boimy się samych siebie"

Dlaczego Piotr Tryjanowski, a nie Kinga Rusin

Moje pytanie do prof. Tryjanowskiego o jerzyki, poprzedzone spostrzeżeniem o tym, że gorsze w skutkach dla przyrody jest zdziczenie ludzi niż synantropizacja zwierząt, nie miało na celu wyłącznie przypomnienie jeszcze jednego gatunku, który związał się z nami tak dalece, że dziś trudno znaleźć jego nieantropogeniczne stanowiska lęgowe.  Problem jest o wiele bardziej skomplikowany, wszak – zauważmy – ekologizm wszelkiej maści, od wersji kanapowej po ekologię głęboką, wtłacza do głów prosty wzór, nie myślenia bynajmniej, ale odbioru sygnałów, że to co naturalne jest dobre, a to co ludzkie złe. Głośniejsza gawęda próbuje nas dzisiaj przekonać, że to co jest obarczone jakimś ludzkim śladem, jakimś odciskiem jest skrzywdzone i okaleczone (celowo nawiązuję do pojęć o stygmatyzowanej, pejoratywnej wymowie np. odcisk/ślad węglowy/ekologiczny).  

Teraz ja brutalnie uproszczę, mamy tak to wiedzieć: ten jerzyk, żyjący w miastach to inwalida, a naszym nieodkupionym grzechem jest to, że zniszczyliśmy jego środowisko. Prawie wszystkie przykłady prof. Tryjanowskiego, z życia dzikiej i hodowlanej zwierzyny zamku i jego otoczenia, wskazywały, że tak nie jest. Ba, jest zupełnie na odwrót, a co więcej było kilka przykładów zwierząt, które ewidentnie wykorzystały nas do odniesienia sukcesu populacyjnego, a nawet gatunkowego. Ciekawe czy myszy ze strychu i piwnic wieży króla Popiela zawarły konsumpcyjny sojusz na degustację despoty (słuchacze z Tłokini wiedzą o co chodzi).

Te przykłady profesora, ugruntowujące pogląd o tym, że człowiek może gospodarzyć w ogrodzie, może być jego zarządcą, są herezją dominującego dziś światopoglądu, zgodnie z którym wszystko powinniśmy podporządkować prawom natury. Jego powszechną kulminacją jest nawoływanie o to by człowiek powrócił do natury, tak jakby kiedyś ją trwale opuścił. To jest oczywiście fałsz, ale w modzie. Ktoś wyobraża sobie powrót do natury pani Rusin – obrończyni leśnych parzystokopytnych? Przecież naturalnie nikt by jej nie rozpoznał i żaden jeleń nie kupiłby ekoporadnika: jak zdrowo i pięknie żyć. Oto całe doświadczenie pokoleń, doprowadziło nas do punktu, w którym mamy zaakceptować, że życie człowieka  pierwotnego, o niewielkim, rzekomo, niezauważalnym odcisku jego nagiej stopy, ma być dla nas wzorem. To jest właśnie zdziczenie o którym mówiłem. Regres rozwoju człowieka, ale w duchu, jakżeby inaczej, nowoczesności i postępu, którego reprezentantem jest celebrytka.   

Po jaką, przepraszam, cholerę nasi prapradziadowie tak sie męczyli? Przecież wystarczyło cały czas zbierać jakieś bulwy i nasiona, a być ganianym przez wielkie koty, by zachować zdrowie i szczupłą  sylwetkę. Przecież także dzisiaj odżywianie i bieganie to u wielu dominujący przejaw całej życiowej mądrości i cel życia. Może kiedyś długo się nie żyło, ale po co starość młodym? Oczywiście w gronie tych co to wzywają do natury, znajdą się i tacy którzy dowiodą, że przecież to homo sapiens zżarł megafaunę obu Ameryk. Dlatego mamy nie tylko wrócić do natury, ale być neutralni, co ma się manifestować jakimkolwiek brakiem wspomnianego śladu/odcisku. Neutralni do postaci nieistnienia. Szczytem intelektualnej dojrzałości jest nie tylko ahistoryczne osądzanie i oskarżanie poprzednich pokoleń o to, że nie miały współczesnej wiedzy o wpływie na środowisko, ale jest nim także honorowanie poglądowi, że z tej wiedzy wynika, że wszystko zniszczyliśmy i tylko to potrafimy. Poza tym, nie nauczyliśmy się niczego.   

Ten regres jest o wiele groźniejszy w ochronie przyrody – instytucji i filozofii. Ona utknęła w minionej referencji,  uznała niezmienność stanów przyrody oraz uległa złudzeniu o zdolnościach jej samozachowania. Ponownie odwołam się do doświadczenia, tym razem nauki, w szczególności nauk przyrodniczych, w tym ciągle młodej ekologii. Oto znaleźliśmy się w miejscu, w którym cała wiedza tych dyscyplin jest potrzebna tylko po to by wykazać jakim barbarzyńcą był i jest człowiek. Jeszcze raz przywołam tu przykłady przytoczone przez profesora. Historyczny pochód wapienio i ciepłolubnych poczwarówek za budowniczymi zamków mógłby być nazwany zawleczeniem obcych gatunków i postrzegany jako zjawisko antropogeniczne, ekstremalnie negatywne. W przeszłości dokonywało się przypadkowo i nieświadomie, bez wiedzy choć przy udziale człowieka. Dzisiaj wiemy, że takie zjawiska wzbudzaliśmy i wzbudzamy, nie zawsze umiemy im całkowicie zapobiegać, niekiedy jesteśmy całkowicie bez szans, jak z argentyńską mrówką. Czy to oznacza, że mamy w ogóle nic nie robić? Tak mamy skonsumować doświadczenie nauki? To jest wszystko co ma zakomunikować ekologia, ochrona przyrody i sozologia? To jest właśnie regres kultury, a więc zdziczenie. Prof. Tryjanowski nie jest potrzebny, bo jest pani Kinga.

Budowa zamku, kruszenie skały, karczowanie lasu na potrzeby obrony, hodowli i uprawy były kiedyś wykonywane bez głębokiej wiedzy dziedzin ochroniarskich, a jednak to dzisiaj jesteśmy straszeni katastrofą ekologiczną pod Stobnicą i nieodwracalnymi zmianami ekosystemowymi, które tutejsza budowla spowoduje. Nikt z budowniczych kamiennych zamków nie planował pozostawienia nam w spadku unikatowej flory i fauny wież oraz murów. Gdzie indziej nieobecne tu jednak przetrwały. Wystarczy pozostawić trawiaste murawy podnóża zamku bez wypasu, który tu trwał dziesiątki i setki lat, a zginą pod okapem drzew. Murarze z rusztowań Malborka i Fromborka nie mogli się spodziewać, że ułożone przez nich cegły zostaną zaadoptowane i zamieszkane przez wspominane jerzyki, a w kilkaset lat później wielkie kolonie tych ptaków będą koegzystowały z wielotysięcznymi koloniami blokersów. Wiemy, nauczeni kolejnym doświadczeniem, że ocieplenia bloków i kamienic, realizowane w ramach walki za naszą i waszą stałość klimatu, wymagają pamięci o jerzykach o czym wspomniał także prof. Tryjanowski. Sozologia służy między innymi i temu, by po ociepleniu ścian jerzyki mogły nadal gniazdować na budynkach. Gdyby ktoś jednak poczuł się z tego powodu zadowolony i choć przez chwilę pomyślał, że oto zrobiliśmy coś dobrego, to z błogiego stanu wyprowadzą go ludzie o antropofobicznym ustroju. Wszak ściany i miasto to dla jerzyka tylko środowisko zastępcze. On powinien żyć w wielowiekowej kniei, z wielkimi i starymi drzewami, na których kiedyś  gniazdował.

Jestem pewien, że jerzyki nie są świadome życia w środowisku zastępczym. Wprawdzie pełnym owadów, wielkich przestrzeni i niewielu drapieżników, ale przecież sztucznym, antropogenicznym, a więc złym. Otumanione ptaki nie mają także pojęcia, że w ich imieniu wypowiada się chór samozwańczych rzeczników, który chce poprawić ich los, sprowadzając je z powrotem do lasu, gdzie im będzie lepiej. Do lasu? To nie jest żaden las tylko leśna fitocenoza zastępcza, uprawa leśna. Tutejsze zwierzęta i rośliny też nie wiedzą jak jest im źle, a jak dobrze by im było w naturze. Wystarczy tej ironii. No dobrze, ale czy naturalnym środowiskiem człowieka jest klimatyzowany apartamentowiec, w odrutowanym i strzeżonym osiedlu? Na pewno nie. Być może dlatego owych rzeczników powrotu do natury jest tu najwięcej, sądząc po obsadzie i gościach telewizji śniadaniowej. W obydwu przypadkach, jerzyka i dajmy na to pani Kingi, problemem jest referencja oraz ten kto ma ją zatwierdzić. Może to będzie okres drewnianej wygódki za chlewem? Półziemianki z matowym bebechem zamiast szyby? Jaskinia z paleniskiem? Prof. Tryjanowski wspomniał, że zmiany behawioralne u ptaków dokonują się bardzo szybko, wystarczą cztery pokolenia, krótko żyjących i licznie mnożących się jerzyków, by dostosowały się do nowych warunków. Być może to ta zdolność była decydującą o zaadoptowaniu ścian budowli do gniazdowania. Nie był to przymus, wynikający z ubywania siedlisk wskutek karczunku puszcz, ale okazja jakiej sama przyroda nie zaoferowała na niżu. Jeśli tak, a sugeruje to nieliczna obecność tych ptaków w ostojach obecnego starodrzewu, to jerzyki nie wrócą do dziupli starych drzew (fetysz starych drzew działa nawet jeśli ptak gnieździ się w skrzynce lęgowej). Bo po co? Człowiek, by się dostosować do nowych warunków, nie potrzebuje wymiany pokoleń i podążającej za tym zmiany informacji genetycznej. My komunikujemy wprost: Kinga do jaskini.

Jeśli to wybrzmiało za słabo to wzmocnię: wszelkie odwoływanie się do minionych referencji jest fałszywe, spełniają one rolę wyłącznie deprecjonującą naszą obecność w środowisku. Niech się nikt nie łudzi, że ktoś pozwoli na chwilę radości, bo osiągniemy jakiś stan referencyjny, wskutek czego „zdejmiemy” jakiś gatunek z listy gatunków chronionych. Nic z tego, zaraz się okaże, że jakiś trend jest nie taki, że jakiś inny gatunek popada w tarapaty, bo było go więcej, a jest mniej, a stało się to za przyczyną człowieka. Z powodu każdej zmiany stanu przyrody mamy zawsze odczuwać dyskomfort, a by go wzmocnić pojawi się rzesza kasandrycznie usposobionych ekspertów, która potwierdzi: tak, za dużo nawozów, no i te zmiany klimatu.   

Niemal każdy przyzna, że lasu jest za mało, dlatego Narodowy Program Zwiększania Lesistości jest traktowany jako ekologiczne dobrodziejstwo. Jego kontestatorzy mówią nawet, że jest zbyt skromny. Wtłoczono w głowy prosty kod sygnałowy, że drzewo, a w szczególności las są święte. Im więcej lasu tym lepiej. Teraz na 29,5 % powierzchni kraju mamy las. W roku 2020 ma to być już 30%, a w roku 2050 lesistość ma wynieść 33% powierzchni. Jeżeli zakładamy postępujące zalesienie, to oczywiste jest, że takie zmiany wywołają reakcje ekosystemowe, nie tylko lokalne. Nie musimy być utytułowanym profesorem i znawcą ptaków by założyć, że z całą pewnością będzie mniej ptaków krajobrazów otwartych, bo ten nowy las pochłonie przede wszystkim pola (być może jakieś tereny zdegradowane, ale tylu ich nie mamy). Na pewno będzie mniej np. skowronków zwyczajnych,  potrzeszczy, być może i trznadli zwyczajnych. Skoro to wiemy, a chcemy mieć więcej lasu, to godzimy się na zmiany i nie powinny nas one martwić. Jeśli ma być inaczej, to tego po prostu nie róbmy.   

Jeśli ma być więcej lasu, to wiadomo, że będzie nie tylko mniej skowronków, ale i rolników, a przede wszystkim zmniejszy się areał produkcji dóbr podstawowych. Popyt jednak pozostanie, bo przecież nie będziemy jeść mniej tylko dlatego, że ma być więcej drzew. Szyszkami i żołędziami się nie wyżywimy tak jak ta wiewiórka z wykładu (ten miły i puszysty rudzielec to bezwzględny zabójca piskląt i złodziej ptasich jaj). Jeśli będzie popyt to oczywiste jest, że intensyfikacji musi ulec pozostała przy życiu branża rolnictwa. To nie jest dobra wiadomość dla wróbli i innego ptasiego tałatajstwa, które wykorzystuje owoce pracy i obecności rolników. Wróbli też będzie mniej. A przecież one, podobnie jak większość ich kuzynów z ptasiej rodziny, są ważne dla całej Wspólnoty. Liczebność i dynamika ich populacji, śledzone przez ekspertów, służą do oceny stanu przyrody nie tylko w Polsce, ale w całej Unii.

Dobrej wiadomości dla skowronka i wróbla nie przynoszą także prognozy Międzyrządowego Zespołu do spraw Zmian Klimatu (IPCC), którego reprezentanci zostawiają, właśnie teraz, swój ślad ekologiczny w Katowicach. Produkcja żywności do roku 2050 ma wzrosnąć, z tytułu przyrostu liczby ludności oraz zmian klimatycznych, o 70% w odniesieniu do stanu obecnego. Co więcej las, a właściwie zalesianie, będzie konkurował z rolnictwem, gdyż sadzenie dodatkowych drzew usuwa węgiel z atmosfery przy bardzo niskich kosztach: obecnie do 20 USD za tonę węgla. Już w tej chwili promowane są rośliny uprawne, których głównym celem ma być najskuteczniejsze wychwytywanie dwutlenku węgla, zaś produkcja żywności jest drugorzędna.    

Zebrać więcej z mniejszego areału? Zasób gleby i wody oraz potencjał rośliny są ograniczone. By więcej plonowało, a to co wzrośnie nie zostało pożarte przez szkodniki, trzeba będzie zwiększyć nawożenie oraz wzmóc stosowanie środków ochrony roślin. Konieczna będzie intensyfikacja prac polowych i samych zabiegów. Wiele roślin znajdzie się w uprawie hydroponicznej, w szklarniach (kto spostrzegł je po drodze do Tłokini ?). Zauważmy, że te wszystkie niedobre wiadomości dla ptaków pól wynikają z chęci poprawy stanu środowiska, dla którego środkiem ma być zalesienie, bo las jest dobry. To kto jest zły?  

Możemy być pewni, że owi eksperci, rejestrujący stany ptaków i przyrody, przygotują wielostronicowe raporty o tym jak to strasznie zniszczyliśmy środowisko skowronków, potrzeszczy, trznadli, wróbli i wielu innych mieszkańców pól i wsi. Wszak będą o tym świadczyć krzywe spadku ich liczebności, a wzrostu nawożenia i środków ochrony. Ta korelacja wystarczy by nas lub dzieci i wnuki obciążyć  winą dokonanej zmiany. Już nikt nie będzie pamiętał, że przecież sadziliśmy las i chcieliśmy dobrze. Tak może być jeśli ulegniemy fałszywemu przekonaniu o stałości stanów przyrody oraz o jednostronności wywoływanych przez nas zmian. Zawsze można je ocenić negatywnie, wobec fałszu i subiektywizmu referencji, a z pominięciem oczekiwanych skutków pozytywnych. Ot chocby takich o których opowiadał prof. Tryjanowski. Niemożliwe? Proszę sobie sprawdzić jak wzrastała krzywa zalesienia w Polsce po II wojnie światowej. Jak zachowywała się liczebność ptaków krajobrazu wiejskiego i jak tłumaczą spadki liczebności eksperci. Uproszczę wnioski: za dużo nawozów, za dużo środków ochrony roślin, zbyt intensywne prace pielęgnacyjne, melioracje, zmiany klimatyczne (kiedyś anomalie w przyrodzie załatwiały „satelity”, a teraz klimat). Zauważono wprawdzie wzrost terenów zurbanizowanych, ale nikt nie wspomniał, że w 70 lat zalesiliśmy, dodatkowo, około 10% powierzchni kraju, a i przybyło nas 15 mln. Czy nie tego chcieliśmy kilkadziesiąt lat temu? 

Jednego zagadnienia zabrakło mi w wykładzie profesora Tryjanowskiego, ale nie chciałbym nic stracić z części wygłoszonej. Profesor nie wspomniał o najbliższych nam zwierzętach zamkowych: wszach, pchłach, roztoczach, pasożytach układu pokarmowego, mięśni i skóry. No, ale byliśmy przed obiadem.

 

Latający Uniwersytet Leszczynowy. Tłokinia Kościelna. 08.12.2018.

Prof. Piotr Tryjanowski: Zwierzęta zamkowych zakamarków. Jak zamki ukształtowały naszą przyrodę.

 

Gabrielowi Maciejewskiemu dziękuję i gratuluję. Rodzina, wykładowcy, słuchacze, miejsce - wszystko znakomite.

 

 



tagi: ochrona przyrody  lul  tryjanowski 

Greenwatcher
11 grudnia 2018 21:00
58     2685    27 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Autobus117 @Greenwatcher
11 grudnia 2018 21:58

Nie wiem dlaczego, ale wędrówki jerzyków przypominają mi zachowania młodych pracowników korporacji. "jerzyki nie wrócą do dziupli starych drzew". Nigdy.  

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @Greenwatcher
11 grudnia 2018 22:04

Ciekawe, kiedy zauważą, że "odcisk węglowy" człowieka bogatego, żyjącego w bogatym kraju jest nieproporcjonalnie wysoki? I zaczniemy likwidować bogatych? Vive la Revolution!

zaloguj się by móc komentować

Autobus117 @Greenwatcher
11 grudnia 2018 22:11

Bogaci to finansują , my zaplacimy za nich a właściwie na nich.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Greenwatcher
11 grudnia 2018 22:14

Człowiek częścią przyrody...nie może być inaczej

zaloguj się by móc komentować

tomciob @Autobus117 11 grudnia 2018 21:58
11 grudnia 2018 22:40

Jerzyk, jest oczywiście pisany przez "rz," bo podobno jerzyki przylatywały do Polski na urodziny Jerzego czyli 23 kwietnia i to bardzo ciekawy i zagadkowy ptak. Niby powszechny ale jego faktyczne życie mocno owiane jest tajemnicą. Ptak ten nigdy nie siada. Choć nie do końca bo obserwując te ptaki od wielu już lat zauważyłem, że jednak przysiadają czasami na ułamki sekund na fasadzie budynku. Najpóźniej przylatują bo ok. 2 maja do Warszawy, a odlatują już około połowy sierpnia, choć w tym roku jedno stado na rogu Broniewskiego i Reymonta zostało prawie do końca sierpnia. Jedyny moment kontaktu z podłożem ma samica wysiadująca jaja. Piją w locie co dość dobrze widać latem nad Wisłą kiedy podlatują do tafli i prawdopodobnie piją w locie z wody. Jest taka aleja Wybrzeże Gdyńskie w Warszawie po prawej stronie pomiędzy mostem Śląsko-Dąbrowskim przez most Gdański aż do Spójni nad którą setki latają pod koniec lipca i konsumują wylegające się nad Wisłą owady. Ponieważ jest to tuż nad drogą szybkiego ruchu jedzie się wtedy wśród szybujących z ogromną prędkością i manewrujących jerzyków. To niesamowite doświadczenie. Śpią podobno w odrętwieniu, oczywiście w locie na wysokości do 2 km (ciekawe czy ktoś to sprawdzał) no i oczywiście rozmnażają się w locie. Migrują stadami przez Izrael do Afryki gdzie, no właśnie gdzie, giną. Do czego jerzykom potrzebny jest człowiek? Jedynie do gniazdowania ale myślę, że jerzyki były jeszcze grubo przed człowiekiem. Ptaki te potrzebują do życia jedynie powietrza, przestrzeni i owadów. I krzykliwy i piskliwy ruch stadny bywa czasami zastąpiony samotnym cichym lataniem. Kiedy człowiek wymiśli maszynę latajacą, która będzie tak sprawna i manewrowa jak jerzyk będzie mógł powiedzieć że jest doskonały. Kiedy to może nastąpić? Myslę, że nieprędko a może nigdy. Tak mi się wydaje.

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @tomciob 11 grudnia 2018 22:40
11 grudnia 2018 22:52

Dzięwieć jeżyków w tekście? I nie zauważyłem. Wszystkie, mam nadzieję, poprawiłem. Dziekuję.  

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @Greenwatcher
11 grudnia 2018 23:13

Świetnie się czyta. Potwierdzam to co tomciob napisał. To jest ornitologiczne ( i nie tylko ZOO). Jestem sto metrów od skrzyżowania poety z noblistą. Widok na północ (t.j. w kierunku bazaru Wolumen) pomiędzy dwoma dłuuugimi blokami. To co się dzieje w powietrzu jest nie do opisania. Tylko trzeba wzrok podnieść ponad monitor. Czasem wstaję, aby nadążyć. :)

Ale tak jest wszędzie !

zaloguj się by móc komentować

Szczodrocha33 @Greenwatcher
11 grudnia 2018 23:36

"Im więcej lasu tym lepiej. Teraz na 29,5 % powierzchni kraju mamy las. W roku 2020 ma to być już 30%, a w roku 2050 lesistość ma wynieść 33% powierzchni."

A w roku 2070 lesistosc wyniesie 80% powierzchni. 

I wtedy wnuk Wojciecha Smarzowskiego zrobi polska wersje filmu "Walka o ogien".

zaloguj się by móc komentować

mooj @Szczodrocha33 11 grudnia 2018 23:36
12 grudnia 2018 02:25

" A w roku 2070 lesistosc wyniesie 80% powierzchni."

to tylko kwestia granic kraju:) nie musi być to wszak 80% z niecałych 313 tys km2, może być np (103 200 km2 +- zmiana pow. lasów)/ (312 679 +- zmiana powierzchni państwa)

w wersji optymistycznej (delta>0) najbliższy las, który umożliwiłby zmianę do 80% jest dość daleko, ale tę drogę wielu Polaków już pokonywało

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @Greenwatcher
12 grudnia 2018 07:36

Nie przejmujmy się popytem na żywność, wszak populacja człowieków na naszym terenie ma zmaleć do 10 mln. Można zalesiać do oporu.

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @Greenwatcher 11 grudnia 2018 22:52
12 grudnia 2018 12:38

Świetny teks jak zwykle, a we mnie tylko, dziura, bo pamiętam Pana pytanie, a nie pamiętam twarzy osoby która je zadawała .ehh 

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @Szczodrocha33 11 grudnia 2018 23:36
12 grudnia 2018 15:07

 Kolejny Sztur zagra tam zakochanego singla.   

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @mooj 12 grudnia 2018 02:25
12 grudnia 2018 15:19

Pomysł ze zmianą granic by poprawić statystkę zalesienia w Polsce jest trochę ryzykowny, ale dobry do dyskusji z „intelektualistami”. Podoba mi się i będę go wykorzystywał. Dotąd używałem Wielkiego Księstwa Luksemburga, które ma aż 34% zalesienia czyli więcej niż Polska. Co światlejsi potrafią jakąś Skandynawią lub Austrią „wyjechać”, ale zawsze warto zapytać czy w tych górach i na tych skałach to mogą mieć co innego niż las np. pola.       

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @parasolnikov 12 grudnia 2018 12:38
12 grudnia 2018 16:42

Dziękuję. Ja mam jakąś pustkę. Przez jeden dzień byłem w innym wymiarze. Jakby po świętach rodzina rozjechła się do własnych domów ...

zaloguj się by móc komentować

Lanius @Greenwatcher
12 grudnia 2018 18:46

Dziękuję za relację. Pojawiło się sporo wątków. I jerzyk, i las, i jaskinie, i ogień. Wszystko ważne i ciekawe. Ale by nie odpowiadać "po łebkach", to własnie dlatego staram się popularyzować pewną wizje relacji człowieka z natura poza zamknietymi środowiskami "eko-coś-tam". Na jedną rzecz tylko warto zwrócić uwagę: sposób w jaki człowiek przekształca przyrode może być dobry i zły, a najtrudniej praktykować roztropność. Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję za fantastyczne spotkanie - Piotr Tryjanowski

zaloguj się by móc komentować


mooj @Greenwatcher 12 grudnia 2018 15:19
12 grudnia 2018 20:40

ależ proszę bardzo, "nie zginać- będzie służył latami"

nie wiem czy nie bardziej ryzykowny jest pomysł, by 80% powierzchni obecnej Polski stanowiły lasy

przy czym - okiem laika - 33% nie wydaje się zagrożeniem. Bardziej obawiam się przyjmowania pewnych "bezwzględnych" wskaźników w ciemno, na wiarę, niż zwiększenia powierzchni lasów o 10% w stosunku do dziś. Składanie deklaracji "wskaźnikowych", które pewnie są jakimiś sankcjami opatrzone (czyli zaciąganie zobowiązań bez względu na rozwój sytuacji) samo w sobie jest groźne. Co nam z tego (w rozumieniu "rozliczenia emisji etc") przyszło, że lasów - jako jednego z niewielu zasobu - nie zmarnowaliśmy? Co z tego, że zwiększyła się powierzchnia i nadal się będzie zwiększać? Może być - jak w przypadku emisji czy energochłonności: punkt zero do dalszych obliczeń zostanie wyznaczony nie na moment podjęcia działań i piewrzych skutków, a na chwilę - gdy będziemy zaawansowani. To (jak "sprzedać" to, co zrobiliśmy kierując się zdrwoym rozsądkiem, wiedzą, własnym interesem - nie z przymusu ideologicznego) jest zagadnienie!

zaloguj się by móc komentować

jestnadzieja @Lanius 12 grudnia 2018 18:46
12 grudnia 2018 21:47

Jaki ladny nick Pan Profesor sobie wybral :-)

zaloguj się by móc komentować

Lanius @Greenwatcher
12 grudnia 2018 21:50

Firmowo;-) Jak wydawca książek i rodzaj ulubionych ptaków. Warto o nich poczytać. 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @Lanius 12 grudnia 2018 18:46
12 grudnia 2018 22:07

Wielkie dzięki za wspaniały wykład. Pełen humoru, a zarazem głębokich treści. I stawiający świat przyrody (z człowiekiem włącznie) z głowy na nogi.

Proszę wybaczyć żart, ale z powodu nicku szukałam podobieństwa;-)))

Ten wydaje mi się najbliższy:

A ten ze względu na przewrotność/niezwykłość diety:

Bo przecież nie taki zwyczajny gąsiorek:

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @Kuldahrus 12 grudnia 2018 19:43
12 grudnia 2018 23:11

Tak powinno być. Po prostu świeciły gwiazdy.

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @Lanius 12 grudnia 2018 18:46
12 grudnia 2018 23:18

Witam Pana Profesora. Dziękuję za inspirujący wykład. A roztropność? Musi przejsć do ofensywy, bo zginiemy razem z jerzykami. Tylko roztropnie. 

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @mooj 12 grudnia 2018 20:40
12 grudnia 2018 23:21

Uciekający horyzont celów. Mam ten temat już "napisany" w głowie. 

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Lanius 12 grudnia 2018 18:46
13 grudnia 2018 11:09

Bardzo się cieszę, że zdecydowałeś sie zalogować. Może uda Ci sie założyć blog?

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @Greenwatcher 12 grudnia 2018 23:11
13 grudnia 2018 20:58

Spodobało mi się to pytanie, teraz napewno wiem, że nie mogło być inaczej.

zaloguj się by móc komentować

Lanius @gabriel-maciejewski 13 grudnia 2018 11:09
14 grudnia 2018 17:59

Wołąją po nazwisku, to staję do boju! I bardzo mi sie podobają wpisy Greewatchera! Bardzo bliska mi ta filozofia, choć szczegóły gotów jestem dyskutować. Co do bloga. To naprawdę brak czasu mnie ostatnio rozkłada, a mam tez inne zobowiązania. Na razie nie za często piszę do środowiska rolniczego, co zresztą przekazywałeś dalej: 

https://www.cenyrolnicze.pl/wiadomosci/agroekosystem-one-health-wspolne-zdrowie

Zwróćce prosze uwage na tę koncepcje "wspólne zdrowie". Wielokrotnie na SN było o produkcji żywności. To ma fundamentalne znaczenie. Dlatego się tak angażuję. Pewnie jutro będzie o ... daniach z baraniny.

 

zaloguj się by móc komentować



ainolatak @Greenwatcher
14 grudnia 2018 22:39

Proszę o więcej takich "frywolnych" tekstów - na tle powagi wylewającej się z ekoporadnika, z którego dowiemy się z czym jeść zioła prowansalskie i jak ustawić się do zdjęcia z koniem, Pana spojrzenie jest jak odświeżający oddech:)

No i Piotr Tryjanowski wie co i gdzie komentować, w przeciwieństwie do p. Rusin ;)

zaloguj się by móc komentować

Lanius @Greenwatcher
15 grudnia 2018 15:19

No to jest coś dla kulinarnie odważnych - ale wrażliwych uprzedzałem:

https://www.cenyrolnicze.pl/wiadomosci/agroekosystem-one-health-wspolne-zdrowie/14459-tatar-z-baraniny-tylko-dla-odwaznych

Przy okazji raz można by sprowokowac dyskusję o marnowaniu jedzenia. Na Zaolziu, ale z tego co wiem i górach po północnej stronie praktycznie nic sie nie marnowało. Nawet kości sie wykorzystywało!

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Greenwatcher
15 grudnia 2018 16:56

Do herezji w wydaniu zelotów ekologii  należy  antyteza do biblijnego nakazu, brzmiącego 
"Czyńcie sobie Ziemię poddaną".

 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @Greenwatcher
15 grudnia 2018 16:56

Do herezji w wydaniu zelotów ekologii  należy  antyteza do biblijnego nakazu, brzmiącego 
"Czyńcie sobie Ziemię poddaną".

 

zaloguj się by móc komentować

Paris @Lanius 15 grudnia 2018 15:19
15 grudnia 2018 19:53

Kapitalna ta gazetka  !!!

W wolnej chwili przeczytam ja "od deski do deski", a szczegolnie Pana felietony. Baranina jest bardzo zdrowa, nie lubie jej tylko "na zimno", ale upieczona bardzo mi smakuje... no i ten tatar baraninowy z bialym winem - to rzeczywiscie moze byc wyzwanie.

Mnie tez podobaja sie bardzo wpisy Greenwatcher'a... i aby nie zajmowac cennego czasu Pana profesora - to moze do zobaczenia w Baranowie Sandomierskim na kolejnej konferencji LUL'a  ???

Radosnych Swiat Bozego Narodzenia i dobrego Nowego Roku 2019, 

zaloguj się by móc komentować

Lanius @Greenwatcher
17 grudnia 2018 19:52

To dzisiaj w "gazetce" coś do tatara z baraniny... wino. Raczej po Adwencie, albo w niedzielę;-)

https://www.cenyrolnicze.pl/wiadomosci/agroekosystem-one-health-wspolne-zdrowie/14475-ptaki-wino-i-co-ino

zaloguj się by móc komentować

Paris @Greenwatcher
17 grudnia 2018 20:21

A propos wina...

... wlasnie od kilku dni tak mi chodzi po glowie zaserwowanie delikatnego, polwytrawnego bialego winka, 10-letniego, ostatnia butelka z Lourdes -  tuz... po kolacji wigilijnej... tak na dobre przetrawienie tych roznych potraw... mam nadzieje, ze za bardzo nie "zgrzesze" ta ekstrawagancja wigilijna...

... i dzieki za info o wpisie do gazetki.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Lanius 17 grudnia 2018 19:52
17 grudnia 2018 20:39

https://dzieje.pl/rozmaitosci/tysiace-turystow-na-sandomierskim-szlaku-winiarskim

& Paris 

Tutaj jest rys historyczny i dzisiejszy Sandomierski Szlak Winnic. 

Jest też nowy. .Małopolski ..

Bardzo ciekawe te historie "spożywcze" 

:)

.

 

 

zaloguj się by móc komentować

Paris @Maryla-Sztajer 17 grudnia 2018 20:39
17 grudnia 2018 22:18

Dziekuje, Pani Marylko...

... wiem, ze ta enoturystyka jest teraz modna... mam sasiadke, ktora pochodzi z tamtych stron i mowila mi o tym troche.

I ta  'enoturystyka'... czego to ludzie nie wymysla... a pomysl z pokazowa winnica i muzeum winiarstwa w Sandomierzu - naprawde calkiem niezly  !!!

zaloguj się by móc komentować

raven59 @Lanius 17 grudnia 2018 19:52
18 grudnia 2018 00:07

Dodam tylko, że ksiązka Pana Profesora jest już dostępna w sklepie Foto-Mag;)

Dziękuję za możliwość poznania i dedykację w książce.

PS. O kleszczach sza!

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @Lanius 17 grudnia 2018 19:52
19 grudnia 2018 08:31

Przeczytałem o ginącym cerrado. Czy można powiązać tę zaorywaną „sawannę” z np. wpisaniem około 60% gruntów rolnych w Wielkie Brytanii w programy ochrony przyrody? To jest zagadnie z kręgu celów ochrony, zasadności i skuteczności, od poziomu gminy aż po glob. Jeśli musisz wyżywić 66-68 mln wyspiarzy, nie masz takiego areału, a i z niego wykrawasz duży fragment dla ochrony ptaków, to ktoś za ciebie znajdzie cerrado. Przykład Brytanii jest pierwszy z brzegu, można tu wstawiać inne. Ochrona przyrody nie działa w próżni i ma swoje konsekwencje. Złożoność problemów, które wywołujemy, powoduje że nie ma prostych i jednostronnych rozwiązań. Czy Polska, zamiast chronić kaldezję, mogłaby finansować jakiś fragment w cerrado? Niekoniecznie zaraz rezerwat, ale tradycyjną gospodarkę. Niemożliwe? - a przecież ratujemy klimat planety, przez handel pakietami emisji CO2. To co jest bardziej niemożliwe?           

zaloguj się by móc komentować

Tytus @Lanius 17 grudnia 2018 19:52
19 grudnia 2018 08:48

Stara, średniowieczna zasada głosi, że napój nie łamie postu ;)

zaloguj się by móc komentować

Lanius @Paris 17 grudnia 2018 20:21
19 grudnia 2018 09:43

a propos wina ... no my domowo tradycyjnie atakujemy dopiero w Święta;-) 

Polecam morawska palavę i ogólnie wina ze Środkowej Europy. Nie znaczy wcale, że są lepsze od Francji czy Nowego Świata. Pieniądz zostaje bliżej;-) To też ciekawe zagadnienia.

Może mi się na cenyrolnicze.pl napisac nieco o zwierzetach gospodarskich na etykietach. Miałem ostatnio o tym wykład, rzecz jasna wspomniałem o wołach - na podstawie tej książki wydanej przez KlinikaJęzyka 

zaloguj się by móc komentować

Lanius @Greenwatcher 19 grudnia 2018 08:31
19 grudnia 2018 09:44

Na szybko - tak. Cerrado gnie bo ładuja tam soje bez opamietania. Proponuje sprawdzić kto. No, ja wiem, ale na razi enie powiem. Tam widac walkę mocarstw.

zaloguj się by móc komentować

Paris @Lanius 19 grudnia 2018 09:43
19 grudnia 2018 18:34

Dziekuje Panu Profesorowi za rade...

... sprobuje sie zainteresowac, tym bardziej, ze w mojej skromnej "domowej piwniczce" zostalo juz - doslownie - 7 butelek dobrych win francuskich.  To "dobrych" to moze byc wielce dyskusyjne slowo, bo ja np. nie moge pic czerwonego wytrawnego wina, np. renomowane i chwalone "bordeaux" - w moim przypadku - odpada... a "dobre wino" - dla mnie - oznacza dlugosc tzw. lezakowania, im dluzej tym lepiej... moje winka to sa w wieku tak od 20-25 lat... a to juz dzisiaj finansowo bije po kieszeni niezwykle dotkliwie... dzis juz bym tak nie zaszalala z kupnem...

... zeby juz Pana Profesora nie zagadywac... bo moglabym tak jeszcze dlugo - to prosze juz tylko o "cynk" o nowych Panskich felietonach, bo gazetka jest naprawde swietna  !!!

zaloguj się by móc komentować

Lanius @Greenwatcher
20 grudnia 2018 17:13

wczoraj daliśmy rozmowe o zwierzetach na Boże Narodzenie - część naszej kultury, a tu renifer z czerwonym nochalem wjeżdża. Jednak trzeba spróbowac zrozumieć skąd to cosik;-)

Oto link:

https://www.cenyrolnicze.pl/wiadomosci/produkcja-zwierzeca/pozostale-zwierzeta-hodowlane/14492-zwierzeta-na-boze-narodzenie

 

 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Lanius 20 grudnia 2018 17:13
20 grudnia 2018 17:32

Dziękuję Panie Profesorze za tą ciekawą i potrzebną rozmowę. Korelacja czerwonego nosa Rudolfa do wagi i ilości prezentów świetna :) 

Rzeczywiście symbolika zwierząt w stajence i tych światecznych coraz słabiej rozumiana, chyba przez wszystkich - od dobrych kilku lat w parafii rodziców do owiec i bydła dołączył królik, wprawdzie też jest roślinożerny, ale znacznie większy od innych zwierzaków, taki trochę w disneyowskim stylu, więc nie jestem pewna symboliki ;))

zaloguj się by móc komentować

Paris @ainolatak 20 grudnia 2018 17:32
20 grudnia 2018 18:47

Przylaczam sie do podziekowan  !!!

Historia z czerwonym nochalem Rudolfa fajna, ale mnie zaskoczyla "data dziennej przemiany kulinarnej" karpia... myslalam, ze ta pyszna rybka jest znacznie starsza, a tu taaaki  zonk... a to dopiero minelo 138 lat swietnosci karpia.

Kiedys zapytalam moja wyjatkowa patronke we Francji, czy znaja karpia... odpowiedziala mi, ze znaja, ze bardzo go cenia i lubia, ale stac na niego bylo tylko arystokracje... jakies 5 lat temu widzialam karpia w przedswiatecznej sprzedazy, w ekskluzywnym spozywczym,  w cenie 84€ za kilo  !!!  Bylam w szoku... porownujac pozycje i cene karpia w Polsce. 

zaloguj się by móc komentować


Greenwatcher @Paris 20 grudnia 2018 18:47
20 grudnia 2018 19:10

Proponuję karpia wędzonego. Rarytas. A z białym winem? Um... Jeśli normalny 84€ to za ile szedłby taki wędzony? 

zaloguj się by móc komentować

Paris @Greenwatcher 20 grudnia 2018 19:10
20 grudnia 2018 19:36

Dziekuje...

... sprobuje jak sie tylko nadarzy taka okazja.  Dobre pytanie z ta cena za wedzonego karpia, ale hodowle karpia zlikwidowano skutecznie juz wiele lat temu we Francji... za te pieniadze to Franki w zadnym wypadku nie kupia karpia - ani wedzonego ani swiezego, no moze jacys koneserzy... a poza tym, Panie Greenwatcher'ze  to dzis jest to ryba nieznana we Francji... bo niby skad i jak, jak to takie juz multi-kulti... oni na swiateczna wigilje serwuja ostrygi, malze, slimaki, czyli owoce morza zwlaszcza bretonskie z zatoki St.-Michel... tez dobre i zdrowo.

 

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @Paris 20 grudnia 2018 19:36
20 grudnia 2018 19:49

To ja b. dziękuję, za pouczające informacje. A żartując, już prawie miałem wizję rynku polskiego karpia u żółtych kamizelek, kiedyś trójkolorowych. 

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @Lanius 20 grudnia 2018 17:13
20 grudnia 2018 19:52

Najbardziej powszechny wizerunek narodzin Pana Jezusa kieruje wyobraźnię do stajenki lub szopki, choć zapewne była to jedna z licznych grot, jakie jeszcze do dziś znajdują się w sąsiedztwie Betlejem. To właśnie w grotach i niszach skalnych pasterze przetrzymywali nocą zwierzęta: bydło, kozy i owce. Tu było bezpiecznie i ciepło. Zwierzęta to pierwsi świadkowie narodzin, przedstawiani na starych płótnach i do dziś w kościelnych szopkach. Najczęściej to osioł i wół, mniej często owce i wielbłądy. Bardzo rzadko kozy. Co przesądziło o tym, że artyści umieszczali na obrazach te zwierzęta? Nie tylko decydowała o tym wyobraźnia twórcy i zasady kompozycji malowidła, ale także symbolika wizerunku zwierzęcia. Malarza nie zobowiązywały realia epoki, ale symboliczny przekaz jaki formułował zwykle niepiśmiennym odbiorcom.

Osioł to pewny element bożonarodzeniowej scenerii. Wszak Maria i Józef korzystali z tego zwierzęcia w podróży, o czym informują nas ewangeliści. W czasach biblijnych było to najbardziej popularne zwierzę hodowlane w tym regionie. Osioł został udomowiony już 4 tys. lat przed narodzeniem Chrystusa. To robocze zwierzę służyło najpierw do przewożenia bagaży. Potem obracało maszyny kieratu i pracowało w polu, wreszcie zaczęto je dosiadać. Osioł przez tysiąclecia był ludzkim towarzyszem doli i niedoli. Wytrzymały bardziej niż koń, mający niewielkie wymagania, przystosowany do wysokich temperatur, znakomicie sprawdzał się obszarach półpustyń klimatu ciepłego. Duże uszy to nie tylko znakomity słuch, ale chłodnica krwi. Osły w dziczy, w przeciwieństwie do koni, żyją samotnie. W strefie suchej i półsuchej stadu trudno byłoby się wyżyć i pewnie dlatego osły to samotniki. Osioł ma niewielkie wymagania pokarmowe, to również ważna cecha dla ludzi, którzy sami nie mają wiele do jedzenia. Ma to jednak swoje konsekwencje. Wysokokaloryczne pożywienie powoduje, że osły stają się ociężałe, a nawet łatwiej chorują. Przekarmienie zdecydowanie im nie służy. Stają się mniej ruchliwe i pewnie dlatego przypisano im powolność i ociężałość. Dziki osioł to indywidualista i pewnie przez to hodowlany mniej przywiązuje się do człowieka niż koń. Mamy tu podobny stosunek do człowieka jak kota i psa. Jeśli chcielibyśmy opisać najbliższego towarzysza ludzkiej pracy w basenie Morza Śródziemnego będzie to właśnie osioł. W Biblii osioł pojawia się aż w 100 miejscach i choć to posłuszne zwierzę dźwigało na swym grzbiecie co najmniej dwa razy Chrystusa, fakty te nie poprawiły niepochlebnej o nim opinii. Osioł to przede wszystkim symbol uporu. Przysypiający i pochylony na obrazach bożonarodzeniowych podobno symbolizuje Żydów, którzy nie uznali w Panu Jezusie swego Mesjasza.        

Wół to dość dziwny element bożonarodzeniowej kompozycji. W czasach i miejscu narodzin Pana Jezusa woły należały do rzadkości. Niektórzy naukowcy wskazują, że w ogóle mogło ich tam nie być bo prawo Mojżeszowe zakazuje kastrowania byczków. Najprawdopodobniej w grocie mogły być przetrzymywane krowy. Do prac polowych wykorzystywano raczej byki i rzadziej krowy, a więc dlaczego wół znalazł się na obrazach? Temat narodzin Pana Jezusa został podjęty dopiero w IV i V w. Dla artystów z Europy, wyrosłych w tutejszej kulturze, wół był nie tylko pospolitym zwierzęciem, które widywali na polach i pastwiskach, ale przede wszystkim symbolem siły, pracowitości i pokory. Woły zaprzęgano do ciężkiej orki i ciągnięcia wozów. I choć są mniej wydajne w pracy niż konie, to w dawnych czasach to one stanowiły główne zwierzę robocze. Koń potrzebuje bowiem więcej wartościowego opasu by wykonać tę samą pracę. Ubodzy rolnicy pracowali zatem z pomocą silnych i pokornych wołów. Na starych obrazach wół symbolizuje potęgę i służbę Kościoła.

Owce to częsty element naszych wigilijnych szopek. Pielgrzymując jednak do Ziemi Świętej jeszcze i dziś z łatwością zauważymy, że o wiele częściej spotyka się tam stada kóz niż owiec. Oczywiście to wynik uwarunkowań środowiska i przystosowania zwierząt. Kozy są mniej wymagające i mniej wybredne niż owce. O wiele bardziej wytrzymałe. Owce wymagają łąk i pastwisk, a wiec raczej osiadłego rolnictwa. Koczownicze plemiona Iranu, Iraku, Turcji i Palestyny już w 8-7 tysiącleciu przed narodzeniem Chrystusa posiadały udomowione kozy. Źródła pisane wskazują także, że w miejscu i czasach narodzin Jezusa powszechniejsze i liczniejsze były stada kóz niż owiec. W grocie mogły być zatem przetrzymywane kozy, ale też i owce. Jednak to te drugie znajdują się na w scenie narodzin Zbawiciela. Dlaczego nie kozy ? Jak w przypadku osła i wołu znaczenie ma symbolika, a nie realia Palestyny czy Europy, gdzie zapewne koza także była powszechnym zwierzęciem hodowlanym. Owce są symbolem pokory, łagodności i niewinności, ale uwaga: w ludowej tradycji chrześcijańskiej. A koza? Zwierzę to nie znalazło uznania i pozytywnego wizerunku. Symbolizuje rozpustę, rozwiązłość, pożądliwość. Małe różki, kozie nogi, krótka bródka to średniowieczne wyobrażenie diabła, mające swe korzenie w mitologii greckiej. To ciekawe, że tak gwałtownie zmieniła się symbolika zwierzęcia, które przez tysiące lat zapewniało człowiekowi byt: mleko, mięso, skórę, wełnę i puch. Koza była chętniej trzymana niż krowy, mniej wymagająca i bardziej odporna zapewniała człowiekowi pewniejszą egzystencję. Koza jest wymieniana w Biblii wiele razy. W Starym Testamencie jest „czystym” zwierzęciem ofiarnym. Jedna z przypowieści głoszonych przez Pana Jezusa „O owcach i kozach (kozłach)” (Mateusz w 25:31-46), ukazuje kozły jako przeciwieństwo owiec w symbolice upartych grzeszników i pokornych, miłosiernych prawych ludzi. Kozły zostaną ukarane, a owce wynagrodzone. Być może powierzchowna interpretacja tej przypowieści przyczyniła się do utrwalania fatalnego wizerunku zwierzęcia. Choć pewnie przyczyn braku kóz w obrazach bożonarodzeniowej stajenki jest wiele. Dziś moglibyśmy powiedzieć, że na kozie ciąży czarny pijar, a negatywna kampania bezpodstawnie wykluczyła ją z grona świadków narodzin Pana Jezusa.  

zaloguj się by móc komentować



ainolatak @Kuldahrus 20 grudnia 2018 19:58
21 grudnia 2018 07:51

:)) blisko, ale tamten królik jest nawet większy od owcy i krowy. Godzillo-Bunny ;)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Paris 20 grudnia 2018 18:47
21 grudnia 2018 07:58

Bardzo lubię karpia, szczególnie smażonego, więc od rana od razu się lepiej poczułam przeczytawszy Pani info, że Polacy tak luksusowo w wigilię się odżywiają :))

Może to o to chodzi tym obrońcom karpia - żeby był tak samo drogi jak we Francyi, nabrał cech arystokratycznych i finansowych, a wtedy pani Ostaszewska z francuskim wdziękiem podniesie z nim widelczyk do ust ;) Nie po europejsku przecież konkurować na rynku podniebień ceną ;)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Greenwatcher 20 grudnia 2018 19:52
21 grudnia 2018 08:15

To prawda, zrobiono czarny PR kozie....kto trzymał na rękach małe kozilątko ten wie, jak dalece rozminięto się z prawdą. Kozy komunikują sie z człowiekiem tak jak psy, wprawdzie nie szczekaniem, ale jednak. Jak potrzebują pomocy człowieka tak długo będą się w niego nieustępliwie wpatrywać, aż im pomoże. A jakie "owoce"! Bez sera koziego z Mazur trudno mi przeżyć :)

 

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @ainolatak 21 grudnia 2018 07:51
21 grudnia 2018 18:52

Widać "budowniczy" szopki ma fantazję.

zaloguj się by móc komentować

Paris @ainolatak 21 grudnia 2018 07:58
21 grudnia 2018 22:45

Dokladnie...

... o to wlasnie chodzi... o likwidacje polskich hodowli karpia  !!!   Parenascie lat temu Franki likwidowali wlasne hodowle, bo  MASONSTWO  SZATANSKIE  mialo plany, ktore od niedawna ziszczaja sie na naszych oczach... multi-kulti nie obchodzi wigilii i Swiat  Bozego Narodzenia... wiec po co ten karp... i taka glupia, czerstwa dziunia Ostaszewska zniecheca nas do jedzenia karpia i w dodatku "za nasze" pieniadze...

... ale to sie jej nie uda, bo karp jest naprawde pyszna rybka... a i wybor pozostal juz niewielki - Baltyk odpada... wiec nie damy sobie odebrac karpia  !!! 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować