-

Greenwatcher : "Od kiedy nie jesteśmy karmą dla wielkich kotów, boimy się samych siebie"

Holandia cuchnąca azotem

Właściwie trzeba zacząć (a jest to początek gorszy niż refulat) od dyrektywy Rady EWG, dotyczącej ochrony wód przed azotanami pochodzenia rolniczego. Dyrektywa azotanowa, bo o niej mowa, została wypracowana na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku, po tym jak stwierdzono, że przenawożenie gleb wywołuje negatywny skutek w ekosystemach, które w ogóle nie były poddane nawożeniu. By nie potęgować zjawiska, by mu zapobiegać w przyszłości, by zmniejszyć jego obecne natężenie wymyślono regulacje dawkowania nawozów oraz stałą kontrolę stanu gleb i wód. Miała ona dotyczyć wszystkich krajów Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej: by jeden nie zyskiwał, gdy reszta się ogranicza (prawie jak z Aleksandra Dumas).

Dyrektywa umożliwiała i obligowała do wprowadzenia dopuszczalnych norm użytkowania nawozu, w zależności od uprawy, oraz dopuszczalnego stężenia azotu (to uproszczenie - chodzi o związki azotu) w wodzie pitnej. Dla przykładu maksymalna dawka azotu pochodzącego z obornika mogła sięgać w glebie 170 kg na 1 ha. Dopuszczalna dawka azotu w wodzie pitnej została ustalona na poziomie 50 miligramów w litrze.

Dyrektywa nie tylko ustala limity, ale wymaga od państw ustanowienia krajowych programów działań na rzecz zmniejszenia zanieczyszczenia azotanami oraz raportowania ich zawartości w glebach i w wodach. Okres sprawozdawczy obejmuje cztery lata, a litości nie ma. Ostatnie niemieckie sprawozdanie skutkowało oceną negatywną dla federalnego rozporządzenia w sprawie nawozów. Komisja Europejska stwierdziła, że to słabe prawo było i jest źródłem przekroczenia norm i nieosiągnięcia etapowych celów zmniejszenia zawartości azotu w glebie i wodzie. W roku 2018 KE złożyła w TSUE pozew przeciw rządowi Niemiec w sprawie naruszenia przepisów dyrektywy azotanowej.   

By tego było mało rządy krajów Unii Europejskiej ustaliły, w roku 2001, pułapy emisji substancji zakwaszających i zanieczyszczających powietrze. Nadano im rangę powagi dyrektywą w sprawie krajowych poziomów emisji dla niektórych rodzajów zanieczyszczenia powietrza. Również ta dyrektywa, wymagająca wdrożenia w krajach UE, objęła, między innymi, różnego rodzaju związki azotu. Tym razem chodziło o azot uwalniany przez człowieka wprost do powietrza. Zakres dyrektywy NEC (tak technicznie jest nazywana) nie dotyczył wyłącznie ochrony powietrza przed nadmiarem antropogenicznego azotu, ale także ochrony gleb i wód, co korespondowało z dyrektywą azotanową oraz jej celami. Od momentu jej funkcjonowania, a w konfrontacji z rzeczywistością, a przede wszystkim konkurencją, zaczęto wyłączać spod jej jurysdykcji niektóre branże, np. żeglugę międzynarodową i transport lotniczy, oraz regiony np. Wyspy Kanaryjskie, zamorskie departamenty Francji i Portugalii. Również i ta dyrektywa zobowiązała kraje członkowskie do kontroli stanu powietrza, obniżenia emisji zanieczyszczeń oraz etapowego sprawozdania dla KE.

Wdrożenie i funkcjonowanie tych dwóch dyrektyw to była i jest próba gruntownej zmiany gospodarowania, która jest motywowana potrzebami ochorny środowiska. Wymaga ona równie gruntownej inżynierii społecznej np. przebudowy świadomości, zgody na zmianę i poparcia większości, gdyby tej zgody nie było. Konfrontacja teoretycznych założeń regulacji oraz faktycznych możliwości osiągania ambitnych celów właśnie skutkuje kryzysem azotowym w Holandii, obejmującym nie tylko rolnictwo, ale niemal wszystkie branże gospodarki. Nie jest to skutek ostatnich miesięcy (maj-październik), ale wielu dekad.  

Członkowie holenderskiego rządu i parlamentu byli świadomi, już w roku 2002, że ustalone, krajowe rozwiązania służące osiągnięciu celów obydwu dyrektyw oraz przypisane im normy azotu w wodzie, glebie i powietrzu mogą być niewystarczające. Prognozy z tamtych lat wskazywały, że prawo i programy przeciwdziałania emisjom azotu, mimo znaczących restrykcji, nie będą gwarantowały pozytywnych rezultatów w roku 2010, w którym miano osiągnąć sukces. By zaspokoić własne oczekiwania oraz udobruchać KE wprowadzono nowe programy i nowe „środki”, mające doprowadzić do zmniejszenia emisji. Kolejne sprawozdanie z roku 2006, przedłożone KE, potwierdziło poprzednie obawy oraz wykazało nieskuteczność nowych środków. Taka sytuacja powtarzała się i trwała do roku 2017, kiedy to stwierdzono wręcz rażące przekroczenia norm i żadnej nadziei na osiągnięcie celów w kolejnych latach sprawozdawczych.   

Holandia nie była osamotniona w rozczarowującej walce z emisją azotu. W tym samym okresie limity emisji azotu przekraczała także Belgia, o której wspominam tylko dlatego, że tamtejsi ekologiści i parlamentarzyści, oprócz własnych zmartwień mają ostatnio problem z przekopem Mierzei Wiślanej. W roku 2010 rząd belgijski tłumaczył KE swoje przekroczenia emisji i nieosiągnięcie przyjętych celów zakupem, przez obywateli oraz firmy, nieprzewidzianej, przez decydentów i ekspertów, dodatkowej liczby samochodów z silnikiem Diesla.

Mimo tego, że od roku 1991, to jest od daty ustanowienia dyrektywy azotanowej, do dzisiaj Holendrzy zmniejszyli o połowę emisje azotu to i tak nie osiągnęli tego do czego obligowało ich prawo UE oraz własne zobowiązania i rozwiązania. Jednym ze "środków" był rządowy program zarządzania azotem w obszarach przyrodniczo cennych, a szczególnie wrażliwych na zanieczyszczenie azotem. Wyznaczenie stref szczególnej wrażliwości na skażenie azotanami jest jednym z obowiązków dyrektywy azotanowej. Holendrzy wskazali takie strefy w 118 obszarach Natura 2000 oraz w rezerwatach przyrody. W ślad za tym ustalili zasady i normy planowania oraz gospodarowania w tych obszarach, w tym reguły udzielania pozwoleń na różnego rodzaju działalność emitującą azot. Celem była nie tylko kontrola tego co się dzieje w obszarach ochrony przyrody i wokół nich, ale także eliminacja źródeł i nadwyżek emisji. Działania powodujące przekraczanie limitu emisji azotu mogły być realizowane, ale przy uwarunkowaniu rekompensowania tego zanieczyszczenia pozytywnym oddziaływaniem inwestycji na środowisko. Podstawą tego mechanizmu było założenie, że Holandia ma wdrożony i realizuje krajowy program walki z nadmiarem emisji azotu. Strategia zarządzania azotem ustaliła minimalny limit emisji poniżej którego nie wymagano oceny faktycznej emisji oraz stosownego zezwolenia „azotowego” na inwestycję bądź działalność. Jeśli ktoś chciał budować dom jednorodzinny w standardowej technologii o znanej (wyliczonej) emisji azotu, która lokowała inwestycję poniżej dopuszczalnego minimum emisji, nie podlegał obligatoryjnej procedurze badania tej emisji. Takie postępowanie uniemożliwiało społeczną kontrolę i odwołanie od decyzji pozwolenia tym, którzy ową emisję uznawali, z jakieś przyczyny, za zagrożenie dla gleby, wody i powietrza.  

Organizacje pozarządowe masowo skarżyły wydane decyzje oraz cały rządowy program zarządzania azotem. Tylko w roku 2019 kilkaset spraw trafiło do sądów i organów odwoławczych. Ostatecznie Rada Stanu, która jest najwyższym organem sądu w Holandii, rozstrzygającym spory pomiędzy obywatelami a państwem, orzekła, że program zarządzania azotem nie ma i nie miał legitymizować nadmiaru emisji w obszarach Natura 2000, a czym w istocie się stał. Konsekwencją majowego orzeczenia było bezterminowe „zawieszenie” 18 tys. procesów wydawania decyzji inwestycyjnych i planistycznych w całym kraju. W większości były to sprawy gospodarstw rolnych i hodowlanych, budowy domów i osiedli mieszkaniowych, zagospodarowania terenów i obiektów przemysłowych, budowy dróg i linii przesyłowych. Wstrzymano postępowania dotyczące około 130 projektów rządowych i znaczną część projektów samorządowych, począwszy od inwestycji małych jak np. budowa boisk sportowych, aż po duże jak np. rozbudowa lotniska w Lelystad oraz Royal Schiphol Airport. Wstrzymano także wydawanie pozwoleń na budowę lub dalsze użytkowanie biogazownii oraz bioelektrownii, które okazały się także niepokojącym źródłem emisji azotu, mimo swej ekologicznej i klimatycznej otuliny ideologicznej. Nie było litości dla: podnoszenia wałów przeciwpowodziowych, planowanego wzrostu prędkości jazdy na niektórych odcinkach holenderskich autostrad, budowy obiektów rekreacji na plażach, lokalizacji farm wiatrowych w Morzu Północnym, rozwiązań bezpieczeństwa na kolei, wzmocnienia tamy Afsluitdijk (Szkoła Nawigatorów: Wyspa w morzu zagubionych kontekstów).  

Wstrzymanie procesów decyzyjnych i blokada dla zezwoleń na inwestycje oraz działalność wydaje się być najmniejszym problem Holendrów, albowiem agendy ich reprezentujące dowodzą i donoszą, wszem i wobec, że Holandia produkuje największą ilość azotu w Europie. Zbiorowym autorem tego komunikatu jest Holenderska Organizacja Zastosowań Nauki, której misją jest łączenie ludzi i wiedzy w celu tworzenia innowacji wdrażanych przez firmy aby wzmocnić ich konkurencyjność i polepszyć dobrobyt społeczeństw. Lepiej trzymać się od takich misjonarzy z daleka. Kilkanaście dni temu organizacja ta wysłała w świat przekaz o tym, że rolnictwo odpowiada za 61% wytwarzanego w Holandii azotu, a więc jest głównym źródłem zanieczyszczenia. Co więcej, dodali, że rolnicy holenderscy eksportują azot także w produktach rolnych, wysyłanych poza granicę kraju, a nikt tej ukrytej emisji nie kontroluje. Jest zatem gorzej niż było wiadomo przed orzeczeniem Rady Stanu. Co proponują decydenci?

Johan Remkes z Partii Ludowej na rzecz Wolności i Demokracji opracował, na polecenie ministra rolnictwa, przyrody i jakości żywności (fantastyczna kompetencja), raport o koniecznych oraz  możliwych rozwiązaniach impasu decyzyjnego oraz o sposobach radzenia sobie z nadmiarem emisji azotu. W dwa, może trzy miesiące powstał dokument, mający odwikłać problemy całych dekad. Łatwo się domyślić jakości opracowania, które było wykonane pod presją, a przez człowieka będącego w opozycji do rządowego programu zarządzania azotem. Wśród rozwiązań Remkesa i jego zespołu ekspertów znajdują się: państwowy wykup gospodarstw hodowli zwierząt przekraczających limity emisji w obszarach o szczególnej wrażliwości na skażenie azotanami, zmniejszenie maksymalnej prędkości ruchu pojazdów, szczególnie w pobliżu obszarów wrażliwych, ograniczenie emisji transportu publicznego i transportu towarowego, ograniczenie emisji lotnictwa i żeglugi, przyspieszenie rekompensat i naprawy szkód powodowanych przez emisje azotu. Do opinii publicznej dotarła też plotka o planach zmniejszenia, o połowę, inwentarza zwierząt hodowlanych w całej Holandii.  

Są już takie regiony, które korzystają z podpowiedzi posła. By łagodzić skutki nadmiaru azotu zmniejszono maksymalną prędkość na fragmentach autostrad A50, A12 i A1, które biegną w okolicy parku narodowego De Hoge Veluwe, który u nas zasługiwałby, co najwyżej, na rangę zespołu przyrodniczo-krajobrazowego (może to zbyt surowa ocena). Trwają też prace nad nowym algorytmem modelu emisji azotu dla inwestycji i działalności, który mógłby być zastosowany w procesach ocen oddziaływania na środowisko. Bez niego gminy obawiają się wydawać zezwolenia, a wniosków wciąż przybywa. Co więcej, zdarzają się przypadki cofnięcia pozwoleń budowlanych, wydanych na podstawie starego modelu emisji. 

Kryzys azotowy odczuwają nie tylko rolnicy, posądzani o azotowy zaduch, ale także budowlańcy i deweloperzy, ponieważ tysiące budów, w większości kredytowanych, nie zostało w ogóle podjętych. Działania zaradcze, jak przymusowe i bezpłatne urlopy, zostały już wykorzystane. Zwolnienia pracowników, które objęły obydwie branże nie są satysfakcjonującym rozwiązaniem, ponieważ licznik zaciągniętego długu i tak tyka. Budowlańcy, których liczba sięga w Holandii 300 tys. pracowników, są rozczarowani pracą Remkesa, którą uznają za opieszałą i nieadekwatną do potrzeb. Rolnicy posądzają go dodatkowo o próbę skonfliktowania poszczególnych sektorów gospodarki poprzez zróżnicowanie dostępnych im limitów dawek azotu. Rynek nieruchomości wieszczy wzrosty cen budynków i wynajmu, a na razie ma koniunkturę napędzoną strachem braku nowych mieszkań. Wynika on także z tego, że bardziej restryktywne normy emisji podrożą cenę nowych budynków.

Wprawdzie polscy rolnicy wspierają Holendrów, ale myślę, że są świadomi możliwości otwierającej się koniunktury na własne produkty oraz możliwości przejęcia rynku, na którym dotąd nie mieli szans w nierównej konkurencji. Wszak niepokoje na Zachodzie wieków XVI i XVII przysporzyły już kiedyś prosperity Rzeczpospolitej (Klinika Języka). Janusz Wojciechowski, unijny komisarz ds. rolnictwa, powiedział dzisiaj, że rolnictwo krajów UE może konkurować z resztą świata nie tylko ilością, ale jakością produktów.

 

                                                                                ***

                                                                                ***          

 

 



tagi: ochrona środowiska  rolnictwo  holandia  kryzys azotowy 

Greenwatcher
31 października 2019 17:33
36     2257    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
chlor @Greenwatcher
31 października 2019 18:09

Zaskakujące. Myślałem że ekologizm nie ma niszczyć gospodarek krajów rdzennie unijnych.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @chlor 31 października 2019 18:09
31 października 2019 18:45

Ekologizm nie bierze jeńców. 

zaloguj się by móc komentować

chlor @Grzeralts 31 października 2019 18:45
31 października 2019 18:58

Od połowy listopada mam dodatkowo wykładać przedmiot "Ekologia". Rany Boskie...

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @chlor 31 października 2019 18:58
31 października 2019 19:00

Głęboko współczuję. 

zaloguj się by móc komentować

dziad-kalwaryjski @chlor 31 października 2019 18:58
31 października 2019 19:11

Niebieski ! Podręczniki narzucone z ekologii, uczniowie i studenci mają umieszczać w pojemnikach niebieskich z napisem "papier".

W ramach zrównoważonego rozwoju proponuję kolokwia z kolejnych notatek Greenwatchera.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @Greenwatcher
31 października 2019 19:43

Czy jest nadzieja, że sami się wykończą?

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @ewa-rembikowska 31 października 2019 19:43
31 października 2019 19:51

Będą egzystować jako zombie. Są znane  opinie wyrażane przez powaznych obserwatorów, że  już od pewnego czasu tak właśnie egzystują.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @stanislaw-orda 31 października 2019 19:51
31 października 2019 19:54

Trochę holenderskich rolników przyjeżdża do Polski. Tu ziemię kupują i gospodarują. Może znowu powstaną olenderskie wioski?

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @chlor 31 października 2019 18:09
31 października 2019 20:04

Niektóre związki holenderskich rolników uważają, że atak na nich jest nieprzypadkowy, a związany z przyjęciem umowy gospodarczo-handlowej UE z Kanadą (CETA). Związkowcy sugerują, że emisyjny rygor unijny i krajowy jest wykorzystywany by umożliwić wejście produktów rolnych z Kanady na rynki dotąd obsługiwane przez Holendrów. Nie wiem czy to prawda. Trochę naciągane, bo jak sami Holendrzy przyznają (poseł Johan Remkes) nieco obchodzili dyrektywy. Holenderski rząd ponoć udaje, że nie widzi problemu czarnego pijaru, który ktoś dorabia rolnikom, a nie był także aktywny przy negocjowaniu CETA. Rolnicy już wcześniej obawiali się, że nie zdołają konkurować z Kanadyjczykami, którzy nie mają tak wielu ograniczeń środowiskowych jak rolnicy UE. Info które przeczytałem o kanadyjskim źródle czarnego PR, skojarzył mi się z tytułem książki A. Fiedlera: Kanada pachnąca żywicą, dlatego Holandia cuchnąca azotem.

Dyrektywy są stare, pochodzą z czasów faktycznej potęgi EWG, kiedy konkurencja krajów aspirujących do ich pozycji ledwie popiskiwała i nie trzeba było się ich obawiać. Naiwność polegała również na tym, że ci aspirujący będą gospodarować na tych samych zasadach. Nic z tego. Nawet ci dołączający do UE, z mniejszymi dotacjami dla rolnictwa, mniejszymi kwotami mlecznymi, okazali się być konkurencyjni. Holendrzy i inni dobrze o tym wiedzieli. Coś tam markowali, coś wdrażali, ale cały czas byli liderami. Zawsze mnie zastanawiało w jaki sposób Duńczycy w UE, a po przyjęciu różnych dyrektyw ograniczających znacząco zwiększyli produkcję trzody. Jak to możliwe i jak to zrobili? Czy wszyscy, włącznie z Niemcami udawali? Jeśli tak, to zanieczyszczenie rosło, tak jak w Holandii, normy były coraz bardziej restryktywne, a odczyty na rejestratorach coraz gorsze. I chyba to mamy właśnie w Holandii. Jednak te same rejestratory wskazują, że i tak jest lepiej niż był w latach 90., być może więc, rację mają rolnicy, że oczekiwane tempo zmian jest zabójcze i wymaga więcej czasu.

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @ewa-rembikowska 31 października 2019 19:54
31 października 2019 20:59

Powstają, powstają, tylko że nie "wioski olenderskie" z matronami w czepcach, tylko pospegieery, w Polsce, na Ukrainie i gdzie tylko można, o tutaj wykopki, akurat u Anglików w Głubczycach, ale u Holendrów jest podobnie, cholercia; nie ma ognisk i pieczonych ziemniaków...https://www.youtube.com/watch?v=6WsZVl9jYNo

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @porfirogeneta 31 października 2019 20:59
31 października 2019 21:02

Taka chyba jest mądrość etapu - likwidacja rolnictwa w starej UE, przeniesienie do "nowej" lub poza. Może faktycznie powstanie jakiś podział UE. 

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @ewa-rembikowska 31 października 2019 19:43
31 października 2019 21:05

Zastanawiam się czy aby sami? Ta propozycja wykupu gospodarstw hodowlanych przez państwo … można by przecież odkupić wydane pozwolenie na hodowlę lub zrekompensować straty z tytułu zmniejszenia pogłowia. A tu państwo ma ochotę na całe gospodarstwo. Albo ten zespół ekspertów straszy, albo blefuje, albo pracuje dla kogoś trzeciego. Jeśli rolnicy są zadłużeni wprost w bankach lub pośrednio przez kontrakty, których nie spłacą przez ograniczenia emisyjne, to kto przejmie ich majątek?

zaloguj się by móc komentować

maciej-kazimierz @Greenwatcher
31 października 2019 21:10

Wizualizacja aktualnej zawartości NO2 w powietrzu:

https://www.windy.com/pl/-NO2-no2?camsEu,no2,50.359,17.688,5

można sobie zobaczyć gdzie i kiedy występują zanieczyszczenia, swoją drogą ciekawe jaki mają model uzupełniania danych, bo przecież nie wszędzie mogą mieć czujniki.

Gdzie jest najwięcej zależy trochę od warunków pogododowych, ale prawie zawsze to właśnie Niderlandy i Lombardia, czyli rejony Europy o największej aktywności gospodarczej od średniowiecza.

Mechanizm szkodliwości tlenków azotu dla człowieka jest jakoś przekonujący, ale oczywiście to zazwyczaj ekonomiczne czynniki wpływają na to, czego się zakazuje i jak restrykcyjne mają być normy. 

 

zaloguj się by móc komentować

valser @Greenwatcher
31 października 2019 21:36

Oni chyba jeszcze nie wiedzom, ze ziemska atmosfera w 78% jest zanieczyszczona azotem.

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @Grzeralts 31 października 2019 21:02
31 października 2019 22:19

W Europie Wschodniej, dzięki kolektywizacji rolnictwa, mamy wymarzone warunki dla takich przdsięwzięć, a oponęci się po prostu powieszą, wiem, ruskie służby, ale tego gościa to chyba nie ruscy, tak załatwili? https://www.youtube.com/watch?v=96Qt76NmK7E

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @Grzeralts 31 października 2019 21:02
31 października 2019 22:29

Będziesz tam "hrabią", dadzą, albo może oddadzą, Herb i zamki?No chyba nie? Na Ukrainie Właśnie idzie batalia o to kto może mieć ziemię, na pewno nie wrócą tam "polscy panowie" i napewno nie wrócą do Polski. Agrobiznes, który jak wiemy "nie ma ojczyzny" tam będzie dokazywał, a Ty będziesz to jadł.

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @Grzeralts 31 października 2019 21:02
31 października 2019 22:49

Musi mnie się to podobać? Nie musi.

zaloguj się by móc komentować

gorylisko @Greenwatcher
1 listopada 2019 02:42

a czy przypadkiem nie chodzi o to aby holenderscy farmerzy sami nie przenieśli się np. do Kanady coby wzbogacić folklor uprawy ziemi ?

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Greenwatcher
1 listopada 2019 08:10

Czy jak w 2021 zorganizujemy konferncję w Brodach, to wygłosisz na niej wykład?

zaloguj się by móc komentować

chlor @Greenwatcher
1 listopada 2019 08:25

No ale chyba źródła tlenku azotu w powietrzu nie mają związku z rolnictwem. Może tylko pośrednio z emisji silników maszyn rolniczych. Hodowla wytwarza wprawdzie dużo amoniaku, z niego bakterie glebowe robią azotany, do tego dochodzą azotany z nawozów, ale od azotanów do tlenku azotu dosyć daleko, choć spryt żywych organizmów jest niezwykły, np ludzki organizm sam sobie produkuje tlenki azotu, które są w określonej ilości niezbędne do życia.

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @Greenwatcher
1 listopada 2019 09:54

Przedwyjściem na cmentarz:

Nie wiem, jak jest teraz, ale na początku lat 90-tych XX w. kiedy w Polsce dzięki Balcerowiczu załamały się PGR-y a cena (dzięki Mazowieckiemu) gazu ziemnego , podstawowego surowca do produkcji amoniaku i jego pochodnych czyli nawozów azotowych (saletra amonowa , mocznik) poszła w górę kilkukrotnie - konsumpcja nawozów w Polsce spadła do poziomu ok. 70 kg NPK na hektar ( czyli N mniej niż 70 kg na hektar). W ciagu 10 lat mozolnej odbudowy systemu  zaopatrzenia rolników indywidulnych w nawozy konsumpcja ta wzrosła do około 100 -110 kg NPK na hektar. W tym czasie w Holandii konsumpcja NPK na hektar wynosiła ok. 425 kg na hektar!!! To było takie "przeazotowanie" kiepskiej ziemi dla uzyskania szybko wysokich plonów , że np. ilość siedlisk bocianów w HOlandii wynosiła -7 sztuk a w Polsce odpowiednio 15 czy 25 TYSIĘCY.  I odpowiednio innych dzikich ptaków. 

Opinie tzw. zwykłych rolników w Polsce były takie, że gdyby ich było stać  na ok.150 kg NPK na hektar, to byłoby optimum. Ale ich nie było (na szczęscie chyba) stać. W efekcie warzywa przywożone z Holandii do Polski czyli tzw. nowalijki, w tym pomidory,  miały przekroczone normy azotanów nie kilka a kilkanaście lub kilkadziesiąt RAZY . Badania porównawcze zrobione zostały z ciekawości na próbkach zakupionych na bazarach . W tym czasie polskie pomidory z upraw szklarniowych miały normy azotanów przekroczone kilkukrotnie. Bardziej 3-4 razy niż ponad 5.

Dzięki temu u nas ptaszki śpiewają, a jeże mają owadów w bród, bo w ziemi polskiej coś jeszcze żyje. 

Generalnie azot z nawozów jest potrzebny na ziemiach polodowcowych, bo są one ubogie, ale to co wyprawiali  i wyprawiają rolnicy holenderscy, belgijscy i niemieccy to się w głowie nie mieści. W Holandii źródła można upatrywać w tym, że mają własny gaz i producenta (Royal   Duch Shell), ktory zapewne dawał jakieś ciche upusty w cenie surowca. Holandia to jeden z najwiekszych producentów nawozów azotowych na świecie.  

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @gabriel-maciejewski 1 listopada 2019 08:10
1 listopada 2019 10:09

Tak. Mam nierozpoznany przeze mnie temat, z pogranicza historii gospodarki i ochrony przyrody, w sam raz na rok/dwa przygotowania, a wykład poważnie zobowiązuje. Dziękuję.

zaloguj się by móc komentować

bendix @chlor 1 listopada 2019 08:25
1 listopada 2019 11:27

Kiedyś bawiłem się akwariami. W akwariach jest cykl azotowy. Amoniak (wydzieliny ryb) potem bakterie przetwarzają na azotyny i na azotany. Aby utrzymać równowagę w baniaku trzeba podmieniać 20% wody tygodniowo.

zaloguj się by móc komentować

bendix @chlor 1 listopada 2019 08:25
1 listopada 2019 11:28

Azotanów się nie da z akwarium pozbyć. Trzeba to wylewać.

zaloguj się by móc komentować

chlor @bendix 1 listopada 2019 11:28
1 listopada 2019 17:42

No właśnie, azotany są trwałe i dobrze rozpuszczalne w glebie i wodzie. Nie rozumiem jak mogą przejść do powietrza w postaci tlenków azotu. Azotyny owszem, mogłyby hydrolizować do kwasu azotawego a ten jest nietrwały. Nawet roztwory azotynu sodu czuć tlenkiem azotu. No ale od azotynów życie biologiczne w ziemi padłoby trupem. Trzeba doczytać czy przemiana azotanów na tlenek azotu w atmosferze jest w ogóle możliwa, czy choćby zachodzi na uchwytną skalę.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @pink-panther 1 listopada 2019 09:54
1 listopada 2019 18:04

U mnie np.żyje karczownik. Nie jestem pewien, czy mnie to cieszy, może mu zadam jakiegoś azotu...

zaloguj się by móc komentować

Paris @ewa-rembikowska 31 października 2019 19:43
1 listopada 2019 18:08

Jest...

... i to duza... tylko im nie przeszkadzac... robic swoje i bardzo uwaznie obserwowac idiotow  !!!

zaloguj się by móc komentować

Paris @porfirogeneta 31 października 2019 22:29
1 listopada 2019 18:23

Juz dokazuje i juz to jemy  !!!

Gielda jest zasypywana "ukrainskimi" plodami rolnymi... a "polscy panowie" m.in.  to sluzyli tylko do zrobienia demolki w Kijowie... czyli majdanowej ustawki...

... no i teraz od kilku lat sie tam dzieje  !!!

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @valser 31 października 2019 21:36
1 listopada 2019 21:11

ale gdy ten procent podwyższy się do poziomu "80", wówczas będą spore  kłopoty z oddychaniem bez wspomagania.

zaloguj się by móc komentować

DYNAQ @chlor 1 listopada 2019 17:42
1 listopada 2019 22:32

Tlenki azotu to z dyzli i wyładowań atmosferycznych. Bez tych drugich roślinność na ziemi miałaby cieniutko... Wyładowania dają ok 5kg azotu na ha rocznie.Tlenki łączą się z wodą i dają kwas azotawy.

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @chlor 1 listopada 2019 08:25
2 listopada 2019 07:59

To „pośrednio” już wystarczy do nadmiaru, który jest niedopuszczalny. Co więcej, bardzo duża emisja związków azotu do atmosfery pochodzi wprost z nawozu rozrzucanego/dawkowanego na polu. Nie trafia on do gleby, do wody, ani nie jest pobierany przez rośliny (przepraszam, szczegółów nie znam). Holenderski model obejmuje także te pośrednie emisje do sumy, którą produkuje gospodarstwo, a poza którą nie powinno w działalności wykroczyć. Tak przynajmniej mi się wydaje. Zrozumienie automatycznego tłumaczenia z niderlandzkiego sprawia mi kłopot, a rodzimych analogii do modelowego algorytmu emisji azotu nie znam. W ogóle nie pojmuję holenderskiego handlu niewykorzystanymi jednostkami emisji pomiędzy np. rolnikiem a deweloperem budowlanym. U nas dyrektywa azotanowa działa od połowy ubiegłego roku i dotyczy sposobów gospodarowania nawozami, ale w postępowaniach ocenowych dotyczących np. budowy osiedla domów jednorodzinnych, nie ma „badania” emisji azotu jakimś wzorem.

Ten przedmiot to ma być ekologia w sensie ekologia? Czy ekologia w rozumieniu ochrona środowiska? Czy może ekologia w sensie sozologia? Pytam z ciekawości co teraz się wykłada na uczelniach.

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @pink-panther 1 listopada 2019 09:54
2 listopada 2019 08:07

Po wyjściu na cmentarz.

Pani Pantero, jest Pani jak wróżka co to się zjawia i zamienia dynię w karocę. Dziękuję. Moim zdaniem powinniśmy agresywnie promować swoje rolnictwo i przyrodę na tle tego co na Zachodzie. Spot rolników, który zamieściłem w tekście jest w ten deseń. Pamiętam przeazotowane pomidory od których dzieci miały wysypkę piekących bąbli. Dobra kampania informacyjna i znikną z marketów, ale, nie ma zmiłuj, żywność będzie droższa. Może dlatego, polityczną "ekologię" robi się na karkach hodowców zwierząt futerkowych. 

 

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @Grzeralts 31 października 2019 21:02
2 listopada 2019 22:14

Kto jak kto, ale francuscy rolnicy na to na pewno nie pozwolą, to nie jest jakiś tam Kołodziejczak; oni to robią tak https://www.youtube.com/watch?v=cHe2IFqwXY0&t=458s. I mają poparcie społeczne i to jest najlepsze.

zaloguj się by móc komentować

porfirogeneta @Paris 1 listopada 2019 18:23
2 listopada 2019 22:27

No więc po jakiego? Jarosław wznosił te okrzyki: https://www.youtube.com/watch?v=7Kh32ChQ75I&t=260s? Ja się mogę tylko domyślać, a pan Kukiz to nawet zaśpiewał hymn, jakiś dawno to było, z pięć lat temu; https://www.youtube.com/watch?v=LrKLciF49Yk. Muszę sprzedać pszenicę przed 1szym stycznia, a z nimi Nie wygrasz; paliwo po 3 zł, nawozy za pół tego co w Polsce, łapy do roboty tanie, ziemia 1-szej klasy, szkoda że to głównie zachodnie spółki pieniądze z tego mają, a Polska ujada tylko za tym swoim grabarzem.

zaloguj się by móc komentować

Paris @porfirogeneta 2 listopada 2019 22:27
3 listopada 2019 23:06

Wstrzasajace sa te filmiki...

... i ten z JK i ten z Kukizem... az sie niedobrze robi jak sie to widzi i slucha,  cos niebywalego  !!!   Demaskacja po calosci obludy i zaklamania,  a jedyna pociecha to taka, ze dzis widzimy  - jak na dloni - ten "modus operandi" tych wszystkich  zlodziejskich, dobrze " wyrezyserowanych przemian",  ktore tez dotknely sasiednich, nieszczesliwych  Ukraincow i Ukraine.

To nie Polska ujada za tym  przekretem na Ukrainie... oby tylko w przyszlosci nowemu,  mlodemu pokoleniu Polakow  LBY  NIE  POSPADALY  od tych "owocnych przemian" na Ukrainie - to ujadaja tylko  te wszystkie  ZAPRZEDANE  POLITYCZNE  WSZARZE,  szumnie zwane "wladza"... tak zawsze bylo i jest... ale czy bedzie to sie jeszcze okaze  !!!

Mam nadzieje, ze sprzeda Pan swoja pszenice pomimo takiej dewastujacej "polskiej" polityki i  zlodziejskiego zarzadzania  !!!  Sil i zdrowia zycze,

zaloguj się by móc komentować

chlor @Greenwatcher 2 listopada 2019 07:59
20 listopada 2019 15:07

To na szczęście nie ma być ideologia ekologiczna tylko rozwiązywanie problemów ekologicznych w technice.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować