-

Greenwatcher : "Od kiedy nie jesteśmy karmą dla wielkich kotów, boimy się samych siebie"

Patologie okresu lęgowego

Być może dałbym radę opisać, wzorem Davida Attenborough, jak np. jedna samica wykorzystuje kilku nieświadomych samców do wysiadywania własnych jaj, jak samice podkradają sobie pisklęta, jak para samic wychowuje młode. To jednak żadne patologie w świecie ptaków. A poza tym, Attenborough nie opowie o tym jak okres lęgowy ptaków jest wykorzystywany przez ludzi, niecnie posługujących się normami obyczajowymi i prawnymi, w celu manipulowania innymi reprezentantami swojego gatunku.  

W tle lamentów nad „rzezią” niewinnych drzew na Mierzei Wiślanej bądź podziwu, niezasłużonego, dla sprawności normalnie funkcjonującego państwa i jego instytucji, nieco zaginęła informacja o czymś istotnym, co jest właśnie nazywane okresem lęgowym ptaków. Myślę, że większość czytelników już spotkała się z tym fenomenem administracyjnego uniwersum, nie tylko przy okazji wycinki drzew w pasie przyszłego kanału żeglugowego.

W okresie lęgowym ptaków nie wolno, według powszechnego mniemania, wycinać drzew, a mieści się on pomiędzy pierwszym dniem marca i piętnastym dniem października. W tych dniach wszelkie prace wycinki, a nawet pielęgnacji drzew, mają ustać, a ich podjęcie będzie wykroczeniem przeciw prawu ochrony przyrody. Nic z tego nie jest prawdą, a owo przekonanie jest triumfem ekoteroru, który trwale, choć z różnych powodów, zagnieździł się - nomen omen, nie tylko w głowach większości, ale przede wszystkim w umysłach decydentów i inwestorów.

Na Mierzei Wiślanej wycinkę drzew rzeczywiście zakończono przed pierwszym marca, to jest przed dniem, który uznano, zgodnie z uwarunkowaniem decyzji środowiskowej, za początek okresu lęgowego ptaków. Ten warunek ma niewiele wspólnego z prawem ochrony przyrody, a jest jednym z często formułowanych wymogów realizacji różnych przedsięwzięć. Nie ważne czy budowany będzie kanał, droga, gazociąg, most, linia energetyczna, itp. Ważne by prace były podjęte poza okresem lęgowym ptaków, a już w szczególności wszelkie wycinki drzew i krzewów. Motywacja jest zawsze taka sama, a wynika z potrzeby ochrony tej grupy zwierząt.

No dobrze - ktoś zapyta - ale dlaczego właśnie ptaki, a nie np. nietoperze, płazy, gady, ryby, owady? Czy one nie mają także jakiś wrażliwych okresów swojej egzystencji, którym zagraża ludzka aktywność? Ależ oczywiście, że tak. Mają one także swoich rzeczników i aktywistów, którzy dopiero aspirują do pozycji, którą wypracowali sobie ornitolodzy. Gdybyśmy owe wrażliwe okresy  zwierząt, roślin, grzybów zebrali razem, to być może nie zostałby ani jeden dzień, z całego roku, by inwestycję można było w ogóle podjąć. Można by mnożyć przyczyny dlaczego właśnie ptaki, ale ważna jest, także i w tym przypadku, historia. Wspominał o tym Coryllus, przy prezentacji książki prof. Tryjanowskiego pt. Rozum z ptakami odlatuje. Wspominali o tym obydwaj panowie we wspólnym wywiadzie. Nieskromnie dodam, parę zdań i ja.

Otóż ornitolodzy i ornitofile, w szczególności Anglosasi, to najstarsza, najliczniejsza i najbardziej wpływowa grupa miłośników przyrody. Gdzie tam do nich herpetologom czy chiropterologom. Państwo sobie wyobrażają, by jakiś gentelman z szacownej angielskiej uczelni zajmował się ropuchą? A nie mam na myśli legendarnej urody tamtejszych niewiast tylko zwykłego płaza. Znawstwo ptaków było kiedyś snobizmem wyższych sfer, z którego z czasem zrodziła się praktyczna i bogata wiedza o tej grupie zwierząt, w tym troska o ich los. Przyczyniła się do tego nie tylko moda, ale wdzięczny, nierzadko piękny obiekt obserwacji, mimo wszystko mniej wymagający niż np. nietoperze. Jakby nie było, oto mamy starszą dyrektywę ptasią oraz młodszą dyrektywę siedliskową, która dotyczy całej reszty świata ożywionego. Ptaki i reszta - to nie jest przypadek, a skutek. Oczywiście można do tych ptasich przewag dorabiać motywy większych, niż u innych, zagrożeń lub ochroniarskich potrzeb, ale jest to wszystko wtórne długiej tradycji obserwacji i zgromadzonej wiedzy o ptakach. 

Mało uświadomione przewagi ptaków są również takie, że to najbardziej ruchliwa grupa zwierząt, zajmująca niemal wszystkie siedliska od głębi lasu po centrum miasta. Dodatkowo, z 435, może 436 gatunków ptaków w Polsce, ochronie gatunkowej podlega aż 426 gatunków oraz wszystkie, występujące naturalnie na terytorium państw Unii Europejskiej, a przebywające na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Rozporządzenie Ministra Środowiska w sprawie ochrony gatunkowej zwierząt zakazuje, między innymi, niszczenia siedlisk ptaków chronionych, będących obszarem ich  rozrodu, wychowu młodych, odpoczynku, migracji lub żerowania. Zakazuje także niszczenia, usuwania lub uszkadzania gniazd lub innych schronień. Szpak, jako gatunek ochrony ścisłej, biorący w posiadanie czyjąś dziuplę, czyni całe drzewo chronionym. Tak jest także z podziurawioną przez dzięcioła elewacją, której styropianowe wnętrze, upodobały sobie ptaki.

Myślę, że uważny czytelnik już dostrzega przewagi ptaków, nad innymi gatunkami chronionymi. Ich liczba i liczebność, ruchliwość i wszędobylskość sprawia, że są znakomitym orężem ochrony obszarów i miejsc, w których żyją. Jeśli taki reprezentant chronionego gatunku, miejscowy lub przebywający, uwije gniazdo na drzewie w jakimś ogródku, to nie tylko on, ale i to gniazdo, i to drzewo, które stało się obszarem rozrodu, jest pod ochroną. Wycięcie drzewa w zimę, z pustym gniazdem gatunku chronionego, podczas jego obecności w ciepłych krajach, gdzie być może zostanie przez tubylców zjedzony, jest wykroczeniem. Skutkuje ono karą, grzywną lub aresztem, a rozmiar tego wykroczenia może pociągać restrykcje dodatkowe. To może bulwersować, ale to i tak drobiazg w odniesieniu do swobody interpretacji, którą można zastosować do tego czym jest obszar odpoczynku, migracji lub żerowania. Tak nieprecyzyjnie sformułowane prawo skutkuje, bardzo często, deprawacją, dla której ptaki oraz inne gatunki chronione są tylko narzędziem rozgrywki i konfliktu.

Na marginesie. Na usunięcie niezasiedlonego gniazda chronionego ptaka, z drzewa owocowego, przeznaczonego do wycinki lub pielęgnacji wskutek której to gniazdo zostanie zniszczone, potrzebne jest pozwolenie. Do wniosku o takie zezwolenie, które kończy się decyzją zgody lub odmowy, trzeba wnieść opłatę skarbową – około 80 zł. Ta opłata nie zasila budżetu wsi, miasta, gminy w której masz ogródek, nie zasila budżetu urzędu, który wydaje decyzję. Ona wpływa na konto miasta (zwykle wojewódzkiego), w którym ten urząd ma siedzibę. Gdy obowiązek wpłaty nie zostanie zrealizowany organ wydający decyzję poinformuje o tym właściwy organ podatkowy. Jeśli ktoś pomyślał, że oto państwo, udając ochronę przyrody, przepraszam - dyma obywatela za pomocą tych organów, to już sygnalizuję, że prawdziwy miś, na którym robi się prawdziwe pieniądze, jest zupełnie gdzie indziej.

Jak już wspomniałem, ani ustawa o ochronie przyrody, ani rozporządzenie o ochronie gatunkowej zwierząt nie zakazują wycinki drzew z powodu okresu lęgowego ptaków. Obydwa, przepraszam - akty normatywne, zakazują niszczenia szczególnego rodzaju ptasich siedlisk oraz gniazd i innych schronień. W przypadku gniazd i schronień przez cały rok, z wyjątkami. Skąd wzięto okres pomiędzy 1 marca a 15 października? Otóż wspomniane rozporządzenie o ochronie gatunkowej, wprowadza odstępstwo dla zakazu usuwania ptasich gniazd z budek dla ptaków lub z obiektów budowlanych lub trenów zieleni, kiedy wymagają tego względy bezpieczeństwa lub sanitarne. Takie gniazda ptaków chronionych można usuwać pomiędzy 16 października i ostatnim dniem lutego, a więc w czasie, w którym zwykle ptaki nie gniazdują, tzn. nie mają jaj, nie wysiadują ich oraz nie karmią w tych gniazdach piskląt i młodych. Nikt w rozporządzeniu nie nazwał tego przedziału czasu okresem nielęgowym czy pozalęgowym, ale to nie przeszkodziło by domniemać, że pozostała część roku to właśnie okres lęgowy. To domniemanie było inspirowane samym rozporządzeniem, które wprowadzało termin okres lęgowy, ale nie definiowało kiedy on jest, ani jak go wyznaczyć np. […] wprowadza się dodatkowo zakaz umyślnego płoszenia lub niepokojenia […], w okresie lęgowym w miejscach rozrodu lub wychowu młodych […].

Dosłownie parę zdań komentarza o konsekwencjach wspomnianego odstępstwa dla wymienionego miłośnika wiśni i czereśni. Szpak, który w ubiegłym sezonie gniazdował w miejskim parku ma mniejsze szanse na odnalezienie starej dziupli niż ten, który gniazdował w dziupli drzewa przy ruchliwej ulicy. Gniazdo na parkowym drzewie, sprawiającym niebezpieczeństwo, będzie można usunąć bez specjalnego pozwolenia, natomiast na usunięcie gniazda z przydrożnego drzewa trzeba będzie pozyskać specjalne pozwolenie powszechnie zwane derogacyjnym.

No dobrze, ale kto ma rozpoznać czy to faktycznie gniazdo szpaka, czy na drzewie nie ma innych ptasich gniazd? Czy zachodzą przesłanki względów bezpieczeństwa lub sanitarne? Teoretycznie może zrobić to obywatel, ale szybko znajdą się tacy, którzy powiedzą że się nie zna. Wszak nie jest angielskim gentelmanem tylko miejscową ciemnotą. Do takiej roboty potrzebny jest ekspert i tak właśnie kreuje się prawdziwy rynek usług eko. Mógłby tę robotę podjąć urzędnik, ale niestety jest on systemowym niedorajdą. Nawet jeśli skończyli te same uczelnie, mają takie samo wykształcenie i doświadczenie, to jeden absolwent zostaje tylko urzędnikiem, a drugi poważnym ekspertem. I ten drugi zwykle dba o to by kolega, który został gamoniem, w niszę mu nie wchodził, bo ona jest warta więcej niż 80 zł. Bardzo często dochodzi między nimi do kolaboracji, bowiem faktycznemu niedojdzie łatwo jest wmówić, że jeśli jego decyzję podeprze eksperckie opracowanie, to nie on poniesie za nią odpowiedzialności.

Mocno teraz uogólnię, co skrzywdzi uczciwych znawców przyrody, ale niestety różne eksperckie szajki, które najpierw kręciły się przy listach gatunków chronionych, obszarach ochrony przyrody oraz projektach prawa ochrony przyrody, teraz intensywnie pracują przy inwestycjach małych i wielkich, gdzie rozwiązują konflikty z ochroną przyrody, a nawet te inwestycje nadzorują. Inwestor, w tym zdegenerowanym systemie, zarówno ten mały, który chce z jakieś przyczyny usunąć gniazdo z drzewa w swoim ogródku, jak i ten duży, który chce zbudować kanał żeglugowy w miejscu obecnej uprawy leśnej, jest na nich skazany, bo nie ma szans by poradzić sobie z prawnymi i wydumanymi konfliktami. Musi zapłacić za zastawione pułapki tym którzy je stawiali, a tylko jedną z nich jest okres lęgowy ptaków i zakaz wycinki drzew.

Ten fałsz tak się rozpowszechnił, że Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wydała oświadczenie, parę dni temu, że: czas między 1 marca a 15 października jest powszechnie i niesłusznie uznawany za okres lęgowy ptaków. Dalej: żadne przepisy nie definiują kiedy okres lęgowy ptaków się kończy, a kiedy zaczyna. Po raz pierwszy to co powinno znaleźć się, w jakieś postaci, w prawie znalazło się na witrynie internetowej tej instytucji ochrony przyrody: Okres lęgowy ptaków to czas dobierania się w pary, składania jaj i wychowywania młodych. Dla poszczególnych gatunków czas ten jest inny. Ogólne ramy mogą się także nieznacznie przesuwać w poszczególnych latach, w zależności od panujących warunków pogodowych. Niektóre gatunki zaczynają lęgi wcześnie, inne późno. Różna jest też długość okresu lęgowego, np.: u bielików trwa on od stycznia do lipca, u wróbli – od lutego/marca do sierpnia, u jerzyków – od maja do sierpnia. Dobre i to, choć wartości prawnej nie ma żadnej, a co gorsza do okresu lęgowego próbuje się przemycić czas dobierania w pary czyli okres godów. Być może dlatego, że raczej nikt nie lubi, gdy mu się w takich okolicznościach przeszkadza.    

O ile prawdą jest, że przepisy nie definiują ram okresu lęgowego, to nie zmienia to faktu, że na ich podstawie powstają akty administracyjne prawnie kogoś wiążące np. decyzje. Jeśli zatem jakiś ekspert przekona urzędnika, że jakieś działanie lepiej zrobić poza wrażliwym okresem dla bytu zwierzęcia, rośliny lub grzyba, to stanie się ono niezbędnym warunkiem realizacji przedsięwzięcia – wiążącą prawnie normą. W decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach dla budowy i eksploatacji drogi wodnej, łączącej Zalew Wiślany z Zatoką Gdańską, związano wykonawcę następującym obowiązkiem:

 - wycinkę drzew kolidujących z realizacją inwestycji na Mierzei Wiślanej oraz wzdłuż rzeki Elbląg prowadzić w terminie od 1 października do 1 marca, tj. poza okresem lęgowym ptaków oraz poza okresem rozrodu, odchowu młodych i migracji nietoperzy z rodzajów Pipistrellus i Nyctalus, pod nadzorem przyrodniczym ornitologa i chiropterologa.     

Jest to warunek, wynikający z konieczności ochrony cennych wartości przyrodniczych. Nie wiadomo wobec jakich gatunków ptaków ustalono ten termin, oraz co konkretnie jest tą  wartością przyrodniczą, konieczną do ochrony, ale uzasadnienie tego warunku jest następujące:

Ponieważ w tym obszarze wykazano gniazdowanie wielu gatunków ptaków objętych ochroną, w celu zapobieżenia zniszczenia lęgów zalecono, aby wycinkę drzew kolidujących z realizacją inwestycji prowadzić w terminie od 1 października do 1 marca, tj. poza okresem lęgowym ptaków (oraz jednocześnie poza okresem rozrodu, odchowu młodych i migracji nietoperzy z rodzajów Pipistrellus i Nyctalus). […] Zniszczenie siedlisk poza sezonem lęgowym umożliwi ptakom w kolejnych latach zajęcie innych miejsc, tym samym nie wpłynie znacząco na lokalne ich populacje. Gatunki, których dotyczy utrata siedlisk należą do pospolitych i licznych w skali kraju.

Z tego wywodzę, może błędnie, że wartością przyrodniczą konieczną do ochrony są tutaj lęgi lokalnej populacji oraz sama populacja gatunków pospolitych i licznych, ale przecież wciąż pozostających w kręgu ochrony ścisłej oraz ważnych dla Wspólnoty. Przez chwilę zastanawiałem się czy piszący to uzasadnienie, wykonując poważne, a jakże by inaczej, obowiązki służbowe, po prostu ironizuje, wykazując ochroniarskie absurdy, na które wpływu nie ma, ale jest im poddany. Podejrzewam, że motywy są jednak inne, bo dołożył do pozalęgowego okresu wycinki drzew nadzór ornitologa i chiropterologa. Co mają obydwaj eksperci tam nadzorować? Dla odmiany popatrzmy na obowiązki chiropterologa i przywileje jakie mu nadano aktem administracyjnym: 

Nadzór chiropterologiczny prowadzić podczas usuwania drzew na Mierzei Wiślanej i wzdłuż rzeki Elbląg w celu kontroli przestrzegania przez wykonawcę warunków realizacji inwestycji oraz ewentualnego wstrzymania prac w sytuacji stwierdzenia schronień dziennych, kolonii rozrodczych lub miejsc hibernacji nietoperzy.

Proszę zauważyć, że potraktowano wykonawcę jak idiotę, który nie potrafi korzystać z kalendarza gregoriańskiego, lub przestępcę, który wprawdzie ma określony okres wycinki drzew, ale zakłada się, że go nie dotrzyma, dlatego musi go nadzorować ekspert od nietoperzy. Nawet największy kozak z tej szajki przyzna, że stwierdzenie dziennego schronienia nietoperzy późną jesienią, a już w szczególności zimą zasługiwałoby na notatkę w biuletynie chiropterologicznym, w dziale ciekawostki fenologiczne. Sensacyjne byłoby odnalezienie zimowiska karlików lub borowców w kilkudziesięcioletnich sośninach mierzei, w pasie przekopu, który przez wiele lat był badany przez przyrodników na wypadek przyszłej inwestycji, a po to właśnie by takiej sytuacji uniknąć. Niewiarygodne zaś i całkowicie dyskredytujące pozycję eksperta byłoby gdyby w tym okresie tylko poszukiwał kolonii rozrodczej, nie wspominając o znalezieniu. Te wszystkie niedorzeczności są jednak niczym wobec możliwości wstrzymania prac i pozostawienia tej „ewentualności” chiropterologowi: nie przerwania, a wstrzymania, nie części, a całości prac. Nie wiem czy ten co wydał tę decyzję ma aż taką kompetencję jak obdarowany nią ekspert, a jeśli to na pewno pod powagą odpowiedzialności i z możliwością odwołania od tak kategorycznego finału.

Co wykonawca inwestycji ma zrobić w obliczu takiego nadzoru? Musi wykształcić mechanizm obrony i mimikry. No cóż, to nim ciąży obowiązek wypełnienia warunku inwestycji, a więc to on zatrudnia eksperta. Już tylko to, czyli że wykonawca sam siebie nadzoruje jest kolejnym poziomem osobliwej gry pozorów, administracyjnie ustawionego i zatwierdzonego konfliktu interesów, który stał się standardem normalności. Inwestor byłby faktycznie idiotą, gdyby płacił za wstrzymanie inwestycji. Ten układ, jak i cały system, wywołuje oraz mnoży różne patologie, w której wymuszenie jest powszechne, a haracz, w imię ochrony przyrody i ochrony inwestora, musi zostać zapłacony. Nie sądzę by szacowny, brytyjski przyrodnik o tym wiedział.      

 

Postscriptum. To, że na mierzei wycięto drzewa, przed sezonem lęgowym dla ptaków, nie kończy z nimi „przygody” w tym miejscu. Odsłonięte powierzchnie zrębów, są ulubionym miejscem gniazdowania skowronka borowego czyli lerki. Z każdym cieplejszym dniem będzie tu więcej samców, a za nimi samic. Za chwilę przystąpią do budowy gniazda wprost na ziemi, czyniąc z placu budowy chroniony prawem obszar rozrodu i wychowu młodych. Nikt lerce, która jest gatunkiem ochrony ścisłej i ważnym dla Wspólnoty, nie może wydać zakazu budowy gniazd. Nadzór ornitologiczny może się jednak przydać. Może lerkę płoszyć, a że będzie to umyślne płoszenie by nie gniazdowała, potrzebne będzie stosowne zezwolenie. Dobry do tego jest parasol, ale to już wiedzą miłośnicy innego Brytyjczyka z ostatniej krucjaty Indiany Jonesa.    

 

 

 

 



tagi: prawo  ochrona przyrody  ptaki  mierzeja wiślana  okres lęgowy 

Greenwatcher
17 marca 2019 10:59
14     1189    15 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Grzeralts @Greenwatcher
17 marca 2019 15:50

A tak jest w każdej możliwej dziedzinie.

zaloguj się by móc komentować

chlor @Greenwatcher
17 marca 2019 17:15

Mam pytanie z ekologicznej beczki, na które nie znajduję odpowiedzi. Co "naprawdę" się dzieje z zebranymi żarówkami rtęciowymi, bateryjkami, ogniwami litowymi itp? Słyszałem że są jakieś firmy przetwórcze, ale przenigdy nie widziałem reportażu z działania takiej firmy. Przecież to są drobne, hermetyczne elementy. Co zrobić ze 100 tonami metalowych bateryjek typu paluszek tak aby nic się nie wydostało?

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @chlor 17 marca 2019 17:15
17 marca 2019 18:24

Ja widziałem reportaż, jak gdzieś w Afryce jakieś dzieciaki góry tego smażą w ogniu, żeby wypalił się cały plastik i inne palne substancje, a pozostały metal ktoś od nich odkupuje. Chińczycy zapewne, w końcu to Afryka. 

zaloguj się by móc komentować

chlor @Greenwatcher
17 marca 2019 19:06

Osobiście zalecam nigdy nie zanosić baterii do skupu, tylko pojedyńczo wywalać przez okno, do jeziora czy lasu, tak aby je rozproszyć a nie tworzyć góry baterii diabli wiedzą gdzie na świecie leżącej. Tam jest tylko żelazo, mangan i cynk. Praktycznie naturalne składniki ziemi. Byle nie trafiały masowo w jedno miejsce. Sprawa z odpadami po ogniwach litowych a zwłaszcza słonecznych jest dużo trudniejsza. No może te małe pastylkowe ogniwka litowe w metalowej obudowie są jeszcze w miarę nieszkodliwe.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Greenwatcher
17 marca 2019 20:26

Trochę obłok tematu ptaków..

W latach dwutysiecznych koleżanka inżynier sprawowała nadzór nad budową dość ważnej drogi. Opóźnienie dość znaczne w samym rozpoczęciu inwestycji wywołane zostało blokadą grupki ekologów broniących siedliska jakiejś żabki. 

Koleżanka dość energicznie zadziałała i ustalono że owej żabki w tym rejonie nigdy nie było. 

A za materiały budowlane zapłacono tyle co uzgodniono. Nie więcej. 

.

 

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @Maryla-Sztajer 17 marca 2019 20:26
17 marca 2019 20:45

Bywa, że wykonawca, który jest zagrożony niedotrzymaniem terminu zakończenia prac, sam odnajduje zagrożonego i chronionego ślimaka w miejscu budowy np. na trasie drogi szybkiego ruchu. Możliwości wykorzystania ochrony przyrody jest wiele.  

zaloguj się by móc komentować

gorylisko @Greenwatcher
18 marca 2019 00:47

a propos nietoperzy, w zeszłym roku miałem kolizję z takowym, serio, wszystko odbyło się błyskawicznie, po prostu szedłem wieczorem, mignął mi lecący w moim kierunku nietoperz, uderzył mnie w policzek i odleciał... ja z kolei chwilkę stałem zdziwiony... parę dni pozniej w tym samym miejscu miałem spotkanie z wieeelką sową, przyleciała bez szelestnie, wylądowała na dachu posesji, popatrzyliśmy na siebie, po chwili odleciała bezszelestnie jak duch a wielkości gęsi ??

różne kolizje mogą się w życiu człowieka zdarzyć...np. zła kobieta... ;-)

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Greenwatcher
19 marca 2019 20:21

Jaki kraj taki obyczaj. Anglicy mają eksportowego Attenborough, który u nas zamienił się w Chiropterough S.C

Ae muszę przyznać, że nie wiem, jaki parasol ochronny był w Krucjacie Indiany, choć na tym zdjęciu nad głową Anglika jakby parasol z metką Tusk? ;)

Swoją drogą, rozumiem już, że nasi chiropterolodzy noszą kaski nie tylko z powodu uderzenia nietoperka w jaskini, ale także z powodu innego ryzyka obrażeń głowy....

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @Greenwatcher
19 marca 2019 21:31

Super. 

W kilku tekstach na SN nawiązywałem do, wydawało mi się, znanych postaci popkultury by zmiękczyć nieco hermetyczny język. No, ale żeby nie znać Henrego Jonesa Seniora i numeru jak za pomocą parasola i mew strącić niemiecki samolot myśliwski? Normalnie zazdroszczę. Oczywiście nie chodzi o naszego dzielnego Parasola.

Może to zdjęcie co nieco podpowie?

 

 

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @ainolatak 19 marca 2019 20:21
19 marca 2019 21:38

Oczywiście to była odpowiedź w sprawie tych gentlmanów na zdjęciach. Ale co ja widzę ? Czyżby o Tusku miał powstać jakiś film przyrodniczy z Attenborough? To już tak źle jest? Osobnik przez lata zagrażał, a teraz sam zagrożony ...

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Greenwatcher 19 marca 2019 21:38
19 marca 2019 22:29

znaczy parasol w szkocką kratę? ;) Akurat tej Indiany nie widziałam...

..ten osobnik chyba jest pod zdwojoną ochroną...

Ale muszę przyznać, że Attenborougha bardzo lubiłam. Udał im się człowiek od propagandowego uzsadniania angielskiej konieczności uganiania się za ptakami i innymi organizmami we wszystkich zakątkach globu

 

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @Greenwatcher 19 marca 2019 21:31
19 marca 2019 22:55

Wszystko widze :) PS. Świetna notka !

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @Greenwatcher
19 marca 2019 23:17

A jak już jestem to się pożale, u nas w lesie wiatr wieje w okresię lęgowym i się ekspertom nie kłania :)

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @parasolnikov 19 marca 2019 23:17
20 marca 2019 16:59

Wiało, oj wiało. Człowiek sadzi, a dobra matka natura nic sobie z tego nie robi.  Ani zakazać, ani ukarać za wykroczenie. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować