-

Greenwatcher : "Od kiedy nie jesteśmy karmą dla wielkich kotów, boimy się samych siebie"

Woły na wypasie – na manowcach Biblioteki Historii Gospodarczej Polski

Dla kogoś, kto coś tam słyszał, ale nigdy, choćby części w większą nie złożył (mam na myśli siebie) rozmiar i okoliczności handlu wołami w Rzeczpospolitej, opisane w książce Jana Baszanowskiego, są fenomenem nieznanej historii Polski. A przecież oprócz tego, ile nowych wątków otwiera ta wiedza, zgromadzona w pracy doktorskiej obronionej w roku 1973.  

Kilkadziesiąt tysięcy wołów, corocznie pędzonych przez setki kilometrów wielkiej Rzeczpospolitej (nie licząc krów, jałówek, młodych byczków) oraz wielokrotnie większa liczba bydła w zagrodach chłopskich, folwarkach szlachty i duchowieństwa. Wszystko to, musiało zostawić po sobie jakieś ślady. Musiało ówcześnie istnieć jakieś oddziaływanie, które pozostawiło echo  do dzisiaj. Te tony żywego mięsa jadły i piły, były opasane, pędzone, zarzynane, garbowane, zjadane. Gdzie są pamiątki tego wielkiego gospodarowania w przyrodzie?  

Jan Baszanowski cytuje, na str. 61 opracowanie Jarosława Leitgebera (Z dziejów handlu i kupiectwa poznańskiego za dawnej Rzeczypospolitej Polskiej, 1929):

Taką samą opłatę w wymiarze dwukrotnie większym uiszczali kupcy w Medyce, a oprócz tego dawali jeszcze „dąbrowne” (za wypas wołów w lasach) po 12 gr od 100 sztuk.

Jarosław Leitgeber - Poznańczyk, pisarz, księgarz i wydawca w jednym - w rozdziale Działalność Bractwa Kupieckiego w Poznaniu pisał zaś tak:

Inny, równie cenny przyczynek do historii handlu w dawnej Polsce dają nam znowu akta Korporacji (Ser. I nr 5 karta 11-15). Jest nim dokument w języku łacińskim skreślony, jak z charakteru pisma widać z XVI wieku*, a podaje nam dokładnie opłaty i utrudnienia (exactiones et oppressines), jakie handlarze bydłem ponosić musieli przy pędzeniu wołów (str. 146).

Medyka, wieś grodu przemyskiego. Różne opłaty tu ponosimy: dąbrownego po 12 gr., brzeżnego po 6 gr. od każdych 100 wołów. A oprócz tego paszę dla wołów jeszcze kupować trzeba (str. 151).  

 

Właśnie o owo „dąbrowne” idzie, nie o samą opłatę, ale o utrwalenie w przestrzeni geograficznej stanowiska, a właściwie obyczaju nieznanego młodemu pokoleniu, a kiedyś powszechnego w lesie przepędu i wypasu zwierząt hodowlanych. Tak, tak droga młodzieży w lesie, w tej dawnej, dzikiej puszczy o której to ekologiści opowiadają swe bajki, przez całe stulecia wypasano nie tylko bydło, ale konie, owce, kozy, no i świnie.

Dopiero w trakcie lektury Handlu wołami w Polsce w XVI-XVIII wieku przyszło mi na myśl, że te mijane po drodze wsie i przysiółki, Dąbrowy, Dąbrówki, Dęby i Dębienka, mogą być świadectwem nie tylko obecnego tam kiedyś lasu, ale, o paradoksie, przede wszystkim  śladem dawnej hodowli. Weźmy dla przykładu Komory Dąbrowne - wieś w województwie mazowieckim. Komora to przecież miejsce opłaty, a znaczenie dąbrownego przecież znamy. Czy to przypadek? W bliskim sąsiedztwie - dwa kilometry dalej, leżą przecież Komory Błotne. Te obydwie Komory są położone pomiędzy Nowym Miastem i Ciechanowem**, czyli na „czerwonym szlaku” (inne szlaki wołowe) Jana Baszanowskiego. 

W większości Dąbrów i Dąbrówek nie ma już lasów. To obecnie wsie z wypielęgnowanymi trawnikami, sadami i ogródkami, gdzieniegdzie z aleją przydrożnych drzew. Zwykle to tylko część miejscowości - wyróżniona z nazwy „dzielnica” miasta lub wsi. Inne leżą z dala (jeszcze), gdzieś na uboczu lokalnego centrum. Jest tam wprawdzie kilka domostw, dochodzi droga, ale to wszystko. Jeśli ktoś ma ochotę histeryzować, że oto te nazwane Dąbrowy, bez kodu pocztowego, a z trzema lub czterema numerami chałupin, są świadectwem dawnych wielkich puszcz, które brutalnie, no i oczywiście bezmyślnie, wyrąbali nasi praojcowie to proszę bardzo, ale to strata czasu.   

Zastanówmy się w jaki sposób powstała i utrwaliła się w kolejnych pokoleniach ta nazwa. Przecież nie na cześć tego, że dokonano tu wycinki owej dąbrowy. Mam wiele estymy dla przodków, ale karkołomne jest założenie, że z racji, przepraszam za nowomowę, świadomości ekologicznej i szacunku dla natury, postanowili oni uczcić nazwą miejsce lasu, który właśnie wycieli. Raczej było tak, że ten las tu był i w jakiś sposób wyróżniał się w krajobrazie, nie tylko fizjograficznie - to za mało, a bardziej prawdopodobne, że funkcjonalnie. To, że ja ponazywam sobie jakieś fragmenty okolicy dąbrową, grądem lub  sośniną nie oznacza jeszcze, że nazwy te zaakceptują i będą używać moi sąsiedzi, nasze dzieci, wnuki i prawnuki.

Pamiętam, że podczas wycieczki w Tienszan zdziwiło mnie, że na tamtejszych mapach, na pograniczu Uzbekistanu i Kirgistanu, nazwy mają tylko przełęcze. A dlaczego nie szczyty? Zapytany o to miejscowy góral, który uprawiał tam ziemniaki, odpowiedział mi - a po co to nazywać? - przecież do sąsiadów chodzimy handlować przełęczami. No właśnie, bardziej prawdopodobne jest, że nazwa utrwali w pamięci to miejsce, które pełni jakąś funkcję służebną, niż takie, które tej usługi nie pełni. Specjaliści powiedzieli by, że kiedyś las w miejscu obecnej wsi Dąbrowa pełnił jakąś usługę ekosystemową i stąd nazwa. 

Bez wątpienia są też pozausłogowe nazwy fizjograficzne, jednak las to nie Maczuga Herkulesa żeby ot tak zaraz go nazywać i o tym pamiętać. By utrwaliła się Dąbrowa to taki las i takie miejsce musiały funkcjonować dłużej niż jedno, epizodyczne wycięcie na opał, na budowę lub pod orne pole. Być może przez pokolenia brano stamtąd drewno, być może  przez pokolenia pasano lub przepędzano tam zwierzęta, dlatego mamy takie nazwy jak: Dąbrowa, Dąbrowy, Dąbrowno, Dąbrówko, Dąbrówka, Dąbrówki, Dębiny, Dąbki, Dęby, Dąb, Dębina, Dębek, Dębowy, Dębowy Gaj, Las Dębowy, Dębowy Las, Dębowy Grunt, Dębowy Koniec, Czarna Dąbrowa, Czarne Dąbrówko itd.

Dąbrowa, w rankingu nazw miejscowości w Polsce, jest na ósmym miejscu, z liczbą 258 wystąpień. Dąbrówka jest na miejscu dwudziestym pierwszym, z liczbą 168. Dębina na 28, a przecież pochodnych nazw są tysiące. Niestety Komory Dąbrowne są tylko jedne. Jedne,  jedyne, które są pamiątką poboru myta za przepęd lub opłaty za pasanie zwierząt w lesie. Dlatego, poszukiwanie relacji pomiędzy Dąbrowami, Dąbrówkami i innymi z hodowlą zwierząt wymagałoby kolejnych studiów oraz doktoratów. Dla zachęty zamieszczam rycinę. 

Kółeczkami, na mapce, zaznaczone są wymienione wyżej miejscowości lub ich części (od Dąbrowy do Czarnego Dąbrówka), które wyświetlają się w internetowej przeglądarce geoserwis mapy. Tu konieczne jest zastrzeżenie, otóż nie wyświetla ona pełnego zasobu nazw miejscowości z państwowego rejestru nazw geograficznych, dla przykładu: Dąbrowa ma w geoserwisie około 50 wyświetleń miejscowości, a  dane z PRNG zawierają takich około 320 - z takimi modyfikacjami jak np. Dąbrowa Bór, Dąbrowa Dołęgi, Dąbrowa Las, Dąbrowa Kolonia, Dąbrowa Biskupia, Dąbrowa Dolna, Dąbrowa Szlachecka, Dąbrowa Lipowska i wiele, wiele innych. Tych na mapce nie ma, ale obfity materiał do studiów, jakby co, jest.

 

 

Oczywiście mapka jest tylko poglądowa i niepełna, a jeżeli odnajdujemy na niej przecięcie kreski (sygnatura szlaku wołowego), narysowanej przez Jana Baszanowskiego, z kółkiem (Dąbrowa, Dąbrowy, Dąbrówko itd.), to pamiętajmy, że sam autor w kilku miejscach wspominał, że: określenie szlak wołowy należy traktować elastycznie; raczej jako rozległy, szeroki trakt składający się z kilku równoległych dróg niż jako dokładnie wytyczoną trasę (str. 116). Taka koincydencję mamy nie tylko w Komorach Dąbrownych (grube czarne kółko), ale także pomiędzy Poznaniem i Bytyniem na szlaku głównym (niebieskim), pomiędzy Poznaniem a Kopanicą (inne szlaki wołowe, czerwony) i w wielu fragmentach innych tras. Być może ten wspomniany szeroki trakt składający się z kilku równoległych dróg wyznaczają nam miejscowości pomiędzy Nakłem i Gdańskiem (szlak główny, niebieski), w sąsiedztwie Chojnic, Tucholi i Skarszewy. Być może. Zmiennych jest tu tak dużo, że nawet w tej publicystyce nie odważę się wnioskować dalej. Na pewno byłoby łatwiej z Błoniami, których mamy w Polsce ponad 100, na pamiątkę dawnych pastwisk i łąk w miastach, miasteczkach i wsiach. Jarmarki wołowe - pisze Baszanowski - odbywały się zawsze na podmiejskich błoniach (str. 216). Jednak błonia to nie las …

I znowu nasz autor: W zwyczajowym prawie polskim, jak pisał Gloger, wszelkie pastwiska „[…] w lasach i poza lasami, jeżeli nie były nigdy obsiewane i koszone, uważano za własność ogólną, osobiście niczyją, każdemu jako pastwisko dozwoloną, a „Statut Mazowiecki zatwierdzony przez Zygmunta I stanowi, że od św. Michała, bez szkodzenia zbożom i gajom, każdy może swoje bydło paść, gdzie mu się tylko podoba” (str. 232). Myślę, że większość ma w pamięci jak wygląda skutek gospodarowania na własności osobiście niczyjej (czy to nie kapitalne ?), a jeśli kupcy najchętniej wypasali w lasach, gdzie nie trzeba było płacić za przejście, wypas i postój to oczywiste, że musiało to niemałą lasowi i paszy czynić szkodę (str. 216). Szkody były, co potwierdza Baszanowski przytaczając źródła z ekonomii malborskiej, a możliwe, że jednym z czynników wielkiej liczby szlaków wołowych była ich nadmierna eksploatacja z paszy.   

 

Jeżeli przez kilkaset lat praktykowany był wypas zwierząt w lesie to fakt ten budzi pytanie: jak reagował na to cały ekosystem, a w szczególności szata roślinna? Jakie tego skutki mamy dzisiaj? Problem nie jest bagatelny, dlatego, że to co jest uznawane za wzorcową rekomendację dla innych było, najprawdopodobniej, przez całe wieki zniekształcane. Co więcej, a co może być zabójcze dla narracji lęku i strachu ekologizmu, to co zniekształcone, mimo, że było setki lat wykorzystywane - ma się całkiem dobrze i bardzo dobrze. Popatrzmy choćby na Puszczę Białowieską, gdzie Instytut Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk realizuje (chyba jeszcze) projekt badawczy pt. Rola wypasu zwierząt gospodarskich w kształtowaniu lasów Puszczy Białowieskiej w ostatnich pięciu stuleciach.

A w Puszczy Kurpiowskiej, gdzie po wschodniej granicy przebiegał szlak wołowy było tak:

W 1799 r. wydano ustawę o zniesieniu poddaństwa i pańszczyzny w domenach królewskich. Pańszczyznę zamieniono na bardzo wysoki czynsz, jednocześnie zniesiono przywilej serwitutów i odebrano prawo darmowego wypasu bydła w lasach (str. 234).

Przed reformą uwłaszczeniową z 1864 r. w puszczy prowadzony był masowy wypas zwierząt. (…) Za niewielką opłatą wolno było wypasać bydło i owce w lesie. Wypas trzody chlewnej w lesie nie był masowy (z powodu przewagi drzewostanów sosnowych), funkcjonował jeszcze w latach 30. XIX wieku. Z kolei wypas bydła i owiec był powszechniejszy i trwał aż do I wojny światowej. (…) Wypas koni w lesie odbywał się nielegalnie również nocą. (…) Przypadki wypasu koni w lasach odnotowano jeszcze w 1955 r. (str. 248).

Wypas w lasach piętnowany w okresie międzywojennym, zanikł po II wojnie światowej niemal całkowicie (str. 250).

Cytuję powyższe z opracowania Historyczne zmiany pokrywy leśnej na pograniczu mazursko-kurpiowskim w aspekcie rozwoju zrównoważonego krajobrazu (2017), autorzy: Jan Matuszkiewicz, Jerzy Solon, Anna Kowalska, Jacek Wolski, Andrzej Affek, Marek Degórski, Bożenna Grabińska, Anna Kozłowska, Joanna Plit, Ryszard Wojciech Pawlicki.

Jeśli masowo było w Puszczy Zielonej to może łatwiej będzie nam zrozumieć, dlaczego powszechnie tępione były wilki, co dzisiaj spłycono do wyłącznej chęci bezmyślnego mordu (o tym innym razem). To kolejny, możliwy trop skutku wielkiego gospodarowania wołami (i innymi zwierzętami hodowlanymi) w przyrodzie - w lesie. Na marginesie tematu zakonotujmy, że owo piętnowanie bardzo skutecznie prowadziło przedsiębiorstwo Polskie Lasy Państwowe, a wszystko to działo się długo zanim urodził się pierwszy aktywista ekologiczny.

 

Jednym z ciekawszych śladów dawnej obecności zwierząt hodowlanych w lesie jest zbiorowisko roślinne nazwane świetlistą dąbrową, gdzie w runie występują gatunki ciepłolubne i światłożądne, zwykle rosnące na murawach kserotermicznych. Stare drzewostany takich stanowisk, gdzie wcześniej zaprzestano wypasu, a były dzięki temu zachwycające dla florystów, uznawano nawet za rezerwaty. Świetliste dąbrowy pozostawione przyrodzie, bez względu czy w rezerwacie czy poza rezerwatem, poddane naturalnemu procesowi giną, a że podstawowym paradygmatem ochrony przyrody jest zachowanie bioróżnorodności, a więc także rzadkich i osobliwych zbiorowisk roślinnych,  trzeba je koniecznie ratować. A to otwiera imponujący rynek usług.        

Dla przeciętnego zjadacza chleba nie ma znaczenia, teoretycznie, jaki był i jaki jest skutek wypasu zwierząt hodowlanych w lesie. Praktycznie jednak to on jest mecenasem tych, którzy to oddziaływanie badają zawodowo. Nawet można by pominąć fakt, że większość projektów naukowych kończy się wnioskiem o niedosycie wiedzy i potrzebie kontynuowania badań (czytaj dalszego finansowania), bo przecież niemożliwe by naukowcy opuścili swoja niszę socjalną i powiedzieli: - dosyć poznania, wiemy wystarczająco, teraz będziemy bednarzami i sami się wyżywimy. Sprawa jest jednak poważniejsza.

Otóż umówiliśmy się (eufemizm), że pewne obrazy rzeczywistości przyrody są właściwe, a inne nie. Te pierwsze są wzorcem do oceny stanu tych drugich. Na tym nie koniec, bo te niewłaściwe (złe i niezadowalające) trzeba naprawiać. No? No teraz, mam nadzieję, że wszyscy zrozumieli  dlaczego nie ma bednarzy, a niezbędni są eksperci od tej oceny i naprawy, no i fundusze, wielkie, wielkie fundusze. Na tym opiera się Państwowy Monitoring Środowiska i znaczna cześć systemu ochrony przyrody w Polsce np. funkcjonowanie wspólnotowej formy Natura 2000.

W pierwszym przypadku (ocena) skutek jest taki, że co kilka lat wysyłamy do Komisji Europejskiej, sprawozdanie o złym stanie przyrody w Polsce - w tym lasów. W drugim przypadku (naprawa) następuje fundamentalna przebudowa gospodarki leśnej, a także innych dziedzin ludzkiej aktywności (niekiedy nawet ich likwidacja). W obydwu przypadkach koszty mecenatu, ponoszone przez przeciętnego zjadacza chleba, niebywale potęgują się, a tymczasem to co uznano za właściwe, było przez całe stulecia w gospodarce - w tym w wypasie. Wołów nie ma, ale na bykach można zarobić.         

 

 

* Jan Baszanowski dowodzi, że to dokument z ok. 1519 r.

** Ciechanów był komorą celną sprzed roku 1643.

 

 

Baszanowski J.: Handel Wołami w Polsce w XVI-XVIII wieku. Biblioteka Historii Gospodarczej Polski. Klinika Języka Lucyna Aninowska-Maciejewska. Szczęsne 2017.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ranking_nazw_miejscowo%C5%9Bci_w_Polsce

http://www.gugik.gov.pl/geodezja-i-kartografia/pzgik/dane-bez-oplat/dane-z-panstwowego-rejestru-nazw-geograficznych-prng

http://geoserwis.gdos.gov.pl/mapy/

http://www.zbs.bialowieza.pl/artykul/704.html

http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/applet?mimetype=image%2Fx.djvu&sec=false&handler=djvu_html5&content_url=%2FContent%2F15015%2Fdirectory.djvu&p=152

https://books.google.pl/books?id=_i9NDwAAQBAJ&printsec=frontcover&hl=pl&source=gbs_ge_summary_r&cad=0#v=onepage&q&f=false

 



tagi: ochrona przyrody  woły  wypas  baszanowski  biblioteka historii gospodarczej polski 

Greenwatcher
12 marca 2018 10:20
27     2183    13 zaloguj sie by polubić
komentarze:
marek-natusiewicz @Greenwatcher
12 marca 2018 10:59

Ano tak juz jest, że mało kto zastanawia się nad genezą STALOWEJ WOLI!

A to była naprawdę wola ówczesnych ze stalą w herbie! ("Zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną")

Słowem zbyt łatwo, to po współczesnych spływa...

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Greenwatcher
12 marca 2018 11:11

Bardzo dobrze. Należy zwracać uwagę na sens nazw. I spieszyć się z tymi badaniami,  no te ślady gospodarcze są intensywnie zawierane na naszych oczach.

Pisałam już o tym obszernie gdzie indziej. .

Dąbrowa? ..Górnicza. . A to przecież wieś Dąbrowa. .obok komór celnych.  Jeśli vhodxi o bydło to tuż obok,  W Będzinie. 

Ale też. ..O rzut beretem komora celna piastowski w Czeladzi. .

I jej filia. .W Wojkowicach nomen omen Komornych.

.

No , i w jednej nazwie uwypukolono górniczo ść miejsca. . W drugiej pomija się od pewnego czasu dodatek. .Komórkę.

.

Z nazwami zresztą,  gdzie były komory celne jest ..chyba  ? ? ....odgórnie zalecenie uniwersyteckich gremiów,  by tłumaczyć,  że to od imienna nazywa. .od mitycznego Komora ... 

Zacieranie śladów naszej przeszłości..

.

A Książka Handel wołami. ..F A N T A S T Y C z N A ! !

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Maryla-Sztajer 12 marca 2018 11:11
12 marca 2018 11:12

Errata ..ślady są  zacierane 

.

 

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @Greenwatcher
12 marca 2018 12:11

Bardzo ważny tekst! Dodam jeszcze, że również nazwy Grab, Grabiny, Buk, Buczyna i pochodne świadczą o wypasie zwierząt, zwłaszcza trzody ( być może także zachowały się jakieś dokumenty, świadczące nie tylko o lokalnej skali tego zjawiska, ale także o związku z przepędem zwierząt na zachód i południe).

W uzupełnieniu: Dabrowa Szlachecka jest samodzielną wsią, leżącą przy tzw. Drodze Królewskiej, wiodącej z Krakowa na zachód o pd. - zach. Czyli szlak "wołowy" mógł jak najbardziej tamtedy przebiegać. Zachowały się jeszcze resztki lasu gradowego, z przewagą dębów, brzóz, grabów i wiązów. Wiem, bo mieszkam w pobliżu;-))

Natomiast na podstawie nazw można też prześledzić rozmiar hutnictwa żelaza (głównie w oparciu o rudy darniowe) na ziemaich polskich: do dziś zachowało się ponad 180 odrębnych miejscowości o nazwie: Huta, Hucina, Hucisko. Nie licząc przysiółków i dzielnic miast. A są przecież jeszcze Kuźnie i Kuźnice...

zaloguj się by móc komentować


ewa-rembikowska @Greenwatcher
12 marca 2018 12:53

http://www.wbc.poznan.pl/publication/7726  

  • Zygmunt III Waza król polski podaje do wiadomości, iż mieszczanie i kupcy poznańscy prowadzący handel towarami i wołami wolni są, zgodnie z dawnymi przywilejami, od płacenia jakiegokolwiek cła w całym kraju, z wyjątkiem cła nowego wywozowego od wołów, skór i wosku.
zaloguj się by móc komentować

jestnadzieja @jolanta-gancarz 12 marca 2018 12:11
12 marca 2018 13:30

"Dabrowa Szlachecka jest samodzielną wsią, leżącą przy tzw. Drodze Królewskiej, wiodącej z Krakowa na zachód o pd. - zach. Czyli szlak "wołowy" mógł jak najbardziej tamtedy przebiegać."

Tym bardziej, ze tuz obok znajduje sie wies Wołowice.

zaloguj się by móc komentować

jestnadzieja @Greenwatcher
12 marca 2018 13:53

cd..

Z mapy Jana Baszanowskiego wynika, ze przez Krakow przebiegal szlak wolowy (Blonia pewnie tez odegraly swoja role)

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @jestnadzieja 12 marca 2018 13:30
12 marca 2018 14:29

;-))) Najciemniej pod latarnią.

zaloguj się by móc komentować


Greenwatcher @jestnadzieja 12 marca 2018 13:53
12 marca 2018 14:40

Dziekuję, oczywiście że tak. Pisałem o tym w tekście, a rozległe o Krakowie i Błoniach w książce Baszanowskiego. 

Na pewno byłoby łatwiej z Błoniami, których mamy w Polsce ponad 100, na pamiątkę dawnych pastwisk i łąk w miastach, miasteczkach i wsiach. Jarmarki wołowe - pisze Baszanowski - odbywały się zawsze na podmiejskich błoniach (str. 216). Jednak błonia to nie las …

Po prostu las jako miejsce postoju, wypasu i przepędu jest historycznie o wiele ciekawszy, ale można też podobną mapkę zrobić z Błoniami. To nasza przewaga nad czasami Baszanowskiego, w których nie miał komputera i bazy danych miejscowości. 

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @jolanta-gancarz 12 marca 2018 12:11
12 marca 2018 15:19

Dziekuję za ten "świniowy" wątek. Oczywiscie daje wiele do myślenia - także takiego dla mnie, a więc oddziaływań na przyrodę.

Dąbrowa szlachecka w tej lokalizacji to po prostu cudowne. Dziękuję. Gdyby jakaś młodzież, zechciała wykorzystać metody systemu informacji geograficznej to wiele szlaków Baszanowskiego udało by sie dokładnie prześledzić. 

A do pamiatek hutniczych dorzucę moje ulubione Miedzichowo z pogranicza województw lubuskiego i wielkopolskiego.  

zaloguj się by móc komentować

Tytus @Greenwatcher
12 marca 2018 20:19

Brawo za zwrócenie uwagi na tak istotny fakt, jak nazwy od dębu w związku z handlem wołami. W moich okolicach jest miejscowość Dębno Podhalańskie, też od tego drzewa.

Dziadek mi opowiadał jak bywał przeganiany ze swoimi owcami i krowami z lasów i znad rzek. I to zarówno przez dziedziców, jak i urzędników II RP. 

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @marek-natusiewicz 12 marca 2018 10:59
12 marca 2018 21:33

Stalowa Wola to COP (dwudziestolecie międzywojenne).

Nad czym tu się zastanawiać?

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @Greenwatcher 12 marca 2018 15:19
12 marca 2018 21:49

Mnie się bardzo podoba nazwa dzielnicy Dąbrowy Górniczej: Nowa Kuźniczka. Raczej nie żelazow tam przetapiano, tylko cynk, ołów, albo srebro...

A w sprawie stworzenia mapy szlaków Baszanowskiego w zestawieniu z nazwami typu: Dabrowa, Wołowice, Bukowiec itp., to może trzeba tym zainteresować studentów geografii w ramach pisania prac semestralnych?

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @jolanta-gancarz 12 marca 2018 21:49
12 marca 2018 21:56

Cynk. 

To od kilku lat znika z netu.

.

 

zaloguj się by móc komentować


MarekBielany @Greenwatcher
12 marca 2018 23:21

Dodam taki detal "świńska buda". Jako dzieciak byłem ciekawy co to za miejsce : świnie i buda. Wujek Michał zabrał mnie w to miejsce furmanką (ok. 1970+). Lato było gorące, a tam prawie bagno.

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @jolanta-gancarz 12 marca 2018 12:11
12 marca 2018 23:28

I jeszcze. Wspomniany Jarosław Leitgeber pisał w 1929 tak:

Handel trzodą chlewną był wiecej wewnetrzny, krajowy aniżeli postronny. Tylko Wielkopolska wywoziła poważniejszą ilośc świń do Ślaska i Saksonji (str. 298). 

 

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @MarekBielany 12 marca 2018 23:21
12 marca 2018 23:39

Dobry trop, ja pamiętam Świnskie Obórki z niemal środka lasu Wielkoposliego Parku Narodowego. Ta nazwa też mnie zastanawiała. A co to było ? No własnie małe, płytkie epizodyczne jeziorka, a raczej duże kałuże, błotka do taplania. Myślałem, że to może chodzi o dziki, ale może właśnie o wypas świń w lesie?  Na gorące lato jak znalazł.  

Dzięki.  

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @Greenwatcher 12 marca 2018 23:39
13 marca 2018 00:02

To nie Wielkopolski P.N., ale las . Położone w dolinie (?!) - z żabiej perspektywy - ale mokro było. Pewnie tak, ale muszę dopytać o ten wypas.

P.S.

Do dziś stamtąd wieprzowina - w różnej postaci - jest najlepsza ( :) ), taka po prostu. Ta buda to jest już osuszona i CMK ją tnie. Jadąc do Bytomia i z powrotem nie widziałem jak nigdzie tylu saren.

zaloguj się by móc komentować

JK @Greenwatcher
13 marca 2018 22:51

Pamiętam jak na wsi gdzie spędzałem wakacje bydło i świnie pasły się w lesie. Był to piękny las. Wzdłuż rzeki była szeroka, zacieniona koronami drzew ścieżka, którą w niedzielę ludzie chodzili na mszę Św.. Latem było tam pięknie. Mozna było chodzić po lesie i co chwila nie potykać się o jakieś patyki (chrust był zbierany corocznie) nie mówiąc juz o różnych krzaczorach.

Po jakims czasie to wszystko zniknęło. Najpierw było coraz mniej bydła i świń. Potem ludzie zaczęli jeździć samochodami i traktorami do miasteczka. A chrystu już nikt dzisiaj nie zbiera. 

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @Greenwatcher
13 marca 2018 23:17

Świetny tekst! Pełen wypas ;)

obecnie w Komorach Dąbrownych świadczone są inne usługi...

Do powyższego Punktu Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych można przekazywać bezpłatnie odpady komunalne zebrane oczywiście w sposób selektywny. Po lesie nie ma śladu, po wołach też nie, został tylko zrównoważony krajobraz...

 

 

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @ainolatak 13 marca 2018 23:17
13 marca 2018 23:29

... i wspomnienia. Nie jest źle, jest inaczej :)

no innowacyjnie. Chmmm...

zaloguj się by móc komentować

MarekBielany @ainolatak 13 marca 2018 23:17
13 marca 2018 23:29

... i wspomnienia. Nie jest źle, jest inaczej :)

no innowacyjnie. Chmmm...

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @JK 13 marca 2018 22:51
14 marca 2018 08:30

O i tu Pan dotknął do żywego. Jak wyglądał w przeszłości las?  Przy potęgującym się zapotrzebowaniu na opał? Przy zbieractwie chrustu i wybieraniu posuszu, przy produkcji węgla drzewnego i smoły? Przy zapotrzebowaniu na drewno konstrukcyjne domów, dróg, kolei, statków? Przy wielkim eksporcie tego surowca z Rzeczpospolitej, a potem zaborów?  Jak wyglądał ten las? Jak przetrwał tę eksploatację, jakie były jej zasady  i jaka ona była? Może się okazać, że to obecnie mamy złote czasy lasu, a i tak nie pozwolą nam się z tego cieszyć .

Dzisiaj wiemy jak ma wyglądać.  Są parametry, wskaźniki itp. np.:

Należy uwzględniać martwe drzewa i części drzew leżących i stojących od 7 cm grubości w cieńszym końcu; nie wlicza się pniaków.

Bierze się pod uwagę kłody i stojące pnie >3 m długości/wysokości i >50 cm grubości, mierzonej w pierśnicy martwych drzew stojących, a w przypadku kłód leżących - w pierśnicy, jeśli można ją określić, lub w grubszym końcu kłody. W przypadku, gdy z przyczyn naturalnych w danym płacie siedliska drzewa nie dorastają do takich grubości, próg grubościowy obniża się do 30 cm. Pomiar powinien następować metodą zliczenia na określonej powierzchni.  

Martwe drewno (łączne) >20 m3/ha (stan właściwy), 10-20 m3/ha (stan niezadowalający, <10 m3/ha (stan zły).  

http://siedliska.gios.gov.pl/pl/publikacje/przewodniki-metodyczne/pojedyncze-metodyki

zaloguj się by móc komentować

22marek @Greenwatcher
15 marca 2018 01:23

Kochani wam chodzi o toponomastykę. Hę?

 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować