-

Greenwatcher : "Od kiedy nie jesteśmy karmą dla wielkich kotów, boimy się samych siebie"

Zanim zapadnie wyrok TSUE na Puszczę B.

Na dzień przed rozstrzygnięciem pozwu jaki złożyła Komisja Europejska przeciw Polsce, w sprawie wycinki drzew w Puszczy B., spróbujmy wcielić się w dostojników Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej i wydać wyrok. Ku temu trzeba przyjąć wiele niepewnych założeń z których część jest wyłącznie intuicją, części nie znamy, bo jest ukryta przed obywatelami, a cześć można wywodzić studiując dotychczasowe wyroki. Oczywiście w ostatnim przypadku winna to być obowiązkowa praktyka państwa. Taki program badawczy ma np. Instytutu Zachodni w Poznaniu, odtworzony w 2015 r. po likwidacji, a więc po tym jak ktoś uznał, że wiedza o Zachodzie nie jest nam potrzebna odkąd to rząd nim już jest.

Być może dlatego wśród piśmiennictwa, opisującego rozstrzygnięcia TSUE, z zakresu ochrony środowiska, dominuje literatura organizacji ekologistów. To one za pośrednictwem rożnego rodzaju funduszy owego Zachodu, wzięły na siebie trud przetłumaczenia prowadzonych przez TSUE spraw i wyroków. Nierzadko z tych prac przenoszono cytaty wprost w wydawnictwa Ministerstwa Środowiska, a nawet zapraszano ich autorów by dzielili się swą przetłumaczoną wiedzą, już jako ministerialni eksperci od prawa, rzecz jasna reprezentujący społeczeństwo obywatelskie. Owe publikacje miały dyscyplinować tubylców, żyjących na wschodzie za Odrą, groźbą istnienia TSUE: ponadpaństwowej władzy odwoławczej i ponadpaństwowej kary. TSUE okazywał się pogromcą skorych do łamania wspólnotowego prawa Włochów, Hiszpanów, Holendrów a nawet Brytyjczyków i Niemców. Ci, którzy próbowali podważyć pryncypia dyrektywy siedliskowej, ptasiej i innych, byli napiętnowani nie tylko karą, ale i wstydem dla barbarzyńskich obyczajów czasów mających odejść. Te publikowane rozstrzygnięcia jednostkowych przypadków przeciw państwom, nie mające przecież statusu prawa precedensu, promieniowały na nasze prawo krajowe, zmieniały dotychczasowe zasady gospodarowania, a co najważniejsze były podstawą zastraszania, przemocy symbolicznej. Kto z urzędników w gminie, w powiecie, w województwie śmiałby przeciwstawić się potędze TSUE? Któż by się odważył np. czyścić rowy melioracyjne w obszarach Natura 2000 bez odpowiedniej oceny oddziaływania? Przecież Irlandczycy zostali przez TSUE ukarani za takie własnie lekceważenie prawa UE.

Przedmiotem rozstrzygnięcia TSUE nie jest faktyczny wpływ na przyrodę, ale zgodność z prawem Wspólnoty, czystość i przejrzystość postępowania administracyjnego, a więc poszanowanie najważniejszego filaru tej cywilizacji. Pod tym względem nie różni się ta instytucja od naszych sądów administracyjnych oraz organów wyższej instancji. Te zanim dotrą do sedna i sensu sprawy, najpierw przesieją ją przez sito artykułów i paragrafów, punktów i podpunktów, dowodząc formalnych błędów i rażących naruszeń dokonanych przez urzędników organów decyzyjnych. Jest to prawidłowe, a jednocześnie bardzo bezpieczne ponieważ orzekający, w istocie sprawy, zajmuje stanowisko zawsze neutralne i może zabrać się do kolejnego rozstrzygnięcia, potwierdzającego potrzebę swego istnienia. A poza tym, bądźmy szczerzy, powołanie i dopuszczenie do sprawy biegłych przyrodników, z których każdy ma zwykle inną opinię, mogłoby sędziego wystawić na faktyczny test wiedzy, o której „zielonego” pojęcia przecież nie ma.

Tak jak sądy krajowe służą utrzymywaniu powagi państwa prawa i prawa w państwie (z trudem wystukuję tę ideę na klawiaturze, mając na względzie postawy niektórych sędziów), tak zadaniem TSUE jest utrzymywanie, że Wspólnota i jej regulacje są poważne. Tej powadze mógłby przeczyć pełen ogólników, a jednocześnie nadęty ton traktatów i dyrektyw, ale i temu właśnie zaradza TSUE, mający przywilej ustanawiania obowiązującej wykładni tej ogólnikowości i nadętości. Można to zawrzeć w pouczeniu: nie po to my (a jest to władcze my, w pierwszej osobie liczby mnogiej) ustalaliśmy reguły, żebyś je bez nas samodzielnie rozumiał.

Obym się mylił, ale wydaje mi się, że obecna ministerialna załoga flagowej jednostki Profesor Jan Szyszko wykorzystuje tylko cześć wspólnotowych reguł gry. Ta niepewność, wynika z utajnienia, przez Ministerstwo Środowiska, odpowiedzi jaką zaskarżona Polska udzieliła Trybunałowi Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Minister Środowiska, który kiedyś z mównicy sejmowej zapraszał na kawę i rozmowę wszystkich niepojętnych, w tym akurat temacie byłby milczącym gospodarzem spotkania. Sam fakt utajnienia, choć praktykowany, jest dość dziwny, jednak tłumaczony bezpieczeństwem procesowym, czy czymś podobnym, mało przekonuje o powadze zawartych w liście argumentów: że niby nie dajemy znać swoim obywatelom co wysłaliśmy do Luksemburga, bo tu w Polsce są tacy, którzy życzą jej przegranej, a mogą w tym sądowi dopomóc. Nie wiemy co tam napisano, ale wiemy jaka była dotychczasowa strategia argumentacyjna, a więc możemy się co nieco domyślać.

Już od samego początku konfliktu, a więc zwiększenia dotychczasowej liczby drzew przeznaczonych do wycinki, oprócz argumentu bezpieczeństwa zdrowia i życia obywateli, powstrzymania plagi szkodników i jej skutków, na pierwszy plan wysuwano potrzebę ochrony siedlisk i gatunków obszaru Natura 2000 Puszcza Białowieska PLC200004. Uproszczę: walczymy z kornikiem bo przecież zagraża on celom europejskiej formy ochrony przyrody. To tak istotna i znacząca zmiana, w odniesieniu do sytuacji sprzed wielu lat, gdy rozgrywano konflikt w dolinie Rospudy, że można było przecierać oczy zdumione. Oto ten sam minister środowiska (mam na myśli obecny zespół prof. Jana Szyszko), po tamtym traumatycznym doświadczeniu, zaczął grać kartami Wspólnoty by bronić swych decyzji oraz podjętego działania. Tym niespodziewanym posunięciem zaskoczone były nawet organizacje ekologistów, które do dnia dzisiejszego nie potrafiły znaleźć dobrego kontrargumentu dla takiej narracji ze społeczeństwem. Zdołały one narzucić tylko hasło dramatu ostatniej dzikiej puszczy w Europie, co prof. Szyszko, osobiście, łatwo rozstrzelał pytaniem: a co się stało z poprzednimi? Na arenie krajowej nie udało się wystraszyć Polaków „autorytetem” Unii - to już nie zadziałało jak kiedyś. Nawet wezwani na pokład ekologizujący naukowcy z tubylczych uczelni, z których pierwsza znajduje się podobno w pierwszej osiemsetce świata, ledwie wykrzesali „oryginalny” lament o niszczonej naturalności i potrzebie zachowania żywego laboratorium natury. W zasadzie podłożyli się prof. Szyszko, który właśnie kończył badania naukowe w Puszczy B. o skali jakiej w historii poznania tego obszaru nigdy nie było, o nakładzie o jakim mogą tylko pomarzyć. Bardzo sprawnie wciągnięto ich do dyskusji rozgrywanej przed publiką (las naturalny, dziedzictwo kulturowo-przyrodnicze itp. dywagacje „umysłowców”), a wycinka suchych i zainfekowanych drzew trwała, a plan dla Puszczy B., w którym znaczną jej cześć pozostawiono procesom naturalnym, i tak powstawał. W międzyczasie zbłaźniła się polskojęzyczna reprezentacja Komisji Europejskiej. Nawet zieloni nie mieli się już do czego przypinać i co fotografować bo maszyny wyjechały z lasu. Gdyby nie jutrzejsze posiedzenie TSUE sprawa w kraju już by nie „żarła” jak kornik świerka.

Czy przywołana wyżej strategia obrony polegająca na rozgłaszaniu potrzeby zapewnienia celu ochrony wspólnotowej formy ochrony przyrody, a więc prawa unijnego, będzie wystarczająca przed TSUE? Czy jakość opracowań przyrodniczych, nakład, niepodważalne dowody o potrzebie wycinki drzew i wywozu drewna w celu zachowania lub przywrócenia właściwego stanu ochrony przedmiotów ochrony obszaru Natura 2000 Puszcza Białowieska będą interesowały sędziów Trybunału? Moim zdaniem nie ma to kompletnie żadnego znaczenia, podobnie jak argument bezpieczeństwa ludzi i mienia. Wszystko to miałoby znaczenie i było poważnym dowodem, gdyby zachowane były procedury.

Otóż członkowie TSUE, posileni wiedzą swych sekretariatów prawnych, nawet wtedy gdy uznają, że polski rząd wypełniał swe zobowiązanie wobec prawa UE, a precyzyjnie dyrektywy siedliskowej i ptasiej, będą dociekali w jaki sposób ustalono potrzebę ratowania chronionych siedlisk przyrodniczych i chronionych gatunków i na jakiej podstawie wdrożono to działanie. Takich sposobów jest kilka i każdy ma swoją zalegalizowaną prawem procedurę administracyjną.

Na przykład by udowodnić szkodę lub potencjalną szkodę w środowisku, w tym w chronionych siedliskach przyrodniczych, w siedliskach gatunków będących przedmiotami ochrony lub w samych gatunkach chronionych, stosuje się postępowanie, którego algorytm wyznacza treść innej dyrektywy wyznawanej przez członków Wspólnoty. Ta dyrektywa, zwana potocznie szkodową, jest przeniesiona do prawa krajowego w ustawie o zapobieganiu szkodom w środowisku i ich naprawie. Ktoś może powiedzieć, że przecież widać, że kornik żre, że zdjęcia, że przecież badania … to nie ma znaczenia. Znaczenie ma to czy wdrożono, zgodnie z prawem UE, procedurę szkodową: czy to z urzędu, czy na wniosek gospodarującego zasobem przyrody, czy zaniepokojonego miłośnika drzew. Dopiero taka procedura, prowadzona publicznie, z udziałem społecznym, może posłużyć do wdrożenia działania naprawczego to jest np. zwiększenia limitu na wycinkę drzew zaatakowanych przez szkodniki - po to by „ratować” chronione siedliska przyrodnicze i gatunki, po to by wypełniać prawo UE w państwie członkowskim. O ile się orientuję, a obym się mylił, niczego takiego nie zrobiono. Gdyby podjęto tę ścieżkę na samym początku to pozew przeciwko Polsce można by traktować niepoważnie. Nawet mnożący się na potęgę kornik nie usprawiedliwia zaniechania tej procedury i można żałować, że jej nie przeprowadzono. Jeśli TSUE  rozpracuje to zagadnienie to ma nas na talerzu.  

Takie wprowadzenie działań ratowniczych lub korektę dotychczasowych, a nieskutecznych, można dokonać w inny sposób. Zgodnie z dyrektywą siedliskową, każde państwo ma zapewnić właściwy stan ochrony siedlisk przyrodniczych i wybranych gatunków ważnych dla Wspólnoty. Dokonuje się to poprzez przygotowanie i realizację planów zarządczych np. planów gospodarowania lasem, rolą, wodą itp. Sposoby gospodarowania siedliskami przyrodniczymi i gatunkami wprowadza się do tych planów, same zaś plany przygotowuje się przy udziale społecznym – co jest zsakralizowanym rytuałem Zachodu. Większość krajów UE tak właśnie postępuje, uwzględniając ochronę przyrody w planach działania poszczególnych branż gospodarki. W Polsce, nieprzymuszeni prawem UE, wymyśliliśmy inną formułę – utworzyliśmy plany ochrony obszarów Natura 2000, a więc dodatkowy dokument planistyczny oprócz już istniejących planów branżowych. W tych nowych dokumentach planowania ochrony przyrody przypisano, poszczególnym dziedzinom działalności gospodarczej obowiązkowe działania ochrony przyrody (jeśli niezbędne). Jednym zdaniem: by zapewnić właściwy stan ochrony musisz podjąć określone działania (np. wycinkę zaatakowanych przez szkodnika drzew) uwzględnione w jakimś planie, który został utworzony w ustalonej procedurze, byleby zgodnej z dyrektywą siedliskową. Obym się mylił, ale nie słyszałem by taki plan przygotowano lub zmieniono uwzględniając ową procedurę. Jeśli TSUE rozpracuje i to zagadnienie to ma nas na talerzu bez panierki.

Podsumowując, jeśli strategia obrony Polski w TSUE będzie się opierała na potrzebie ochrony siedlisk i gatunków obszaru Natura 2000 Puszcza Białowieska, ale bez dowodu przeprowadzenia odpowiedniej procedury postępowania zgodnej z prawem Wspólnoty to przegramy. Jeśli wycinka drzew była zgodna z planem urządzenia lasu lub planem zadań ochronnych lub zmianami tych planów, których  ustanowienie poprzedziła powyższa procedura to nie ma czym się martwić - nawet  dyspozycyjnością lub zadaniowaniem sędziów przez czynniki zewnętrze (to tylko intuicje), bo to i tak jest poza naszym wpływem.  

Jaki będzie skutek negatywnego wyroku? W przeciwieństwie do trudnego do przewidzenia rozstrzygnięcia odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Z całą pewnością odniesiemy kolejne moralne zwycięstwo, no bo przecież mieliśmy 200 specjalistów, wyodrębniono 1400 powierzchni badawczych, przeprowadzono badania archeologiczne, glebowe, zespołów roślinnych, drzewostanu, jak też setek wybranych gatunków roślin i zwierząt, a łączny koszt tych badań wyniósł 5 milionów złotych. To wszystko prawda i ma to nawet sens, mimo że to działanie reaktywne, ale powtarzam: Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej to nie interesuje. Właściwie wszyscy moralnie wygrają. Media prawicy utwierdzą się w przekonaniu o wrogości unijnych instytucji, a lewicowe pozyskają potwierdzenie nieporadności rządu, na dodatek z nowym premierem. W obydwu przypadkach nie będzie to jednak kurs na prawdę.  

 

 

 



tagi: puszcza białowieska  trybunał sprawiedliwości unii europejskiej 

Greenwatcher
11 grudnia 2017 10:43
2     708    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Zawierucha @Greenwatcher
18 kwietnia 2018 14:12

Niestety przeoczyłem w swoim czasie ten wpis.

Plus się należy! 

Podzielam w pełni wywody.

Jestem biologiem, ale nie zdawałem sobie dokładnie sprawy z formalnych uwarunkowań afery kornika.

zaloguj się by móc komentować

Greenwatcher @Zawierucha 18 kwietnia 2018 14:12
18 kwietnia 2018 20:58

Dziękuję, za odwiedziny. Tekst miał niewielu czytelników i już zarastał kurzem. Żałuję, że się spełnił. 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować