Ministrze szykuj karton – oświeceni młodzi już się odlepiają od jezdni
O tym, że edukacja przyrodnicza jest źle prowadzona, chyba się już wszyscy przekonali. Nie mam na myśli tylko tych młodych debili terroryzujących ludzi użyciem cyjanopanu. Wystarczy spojrzeć na dossier kadry kierowniczej Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz ich dokonania. Żadne z tego grona nie mogłoby objąć najniższego stanowiska specjalisty w parku krajobrazowym lub narodowym, bo nikt nie spełnia warunków oczekiwanego wykształcenia. Nie ma ono znaczenia, by objąć stanowisko ministra lub wiceministra. No cóż, nie spełnia pan warunków by być strażnikiem przyrody, ale mamy wolną tekę ministra, bierze pan? Szczęśliwie nikt w obecnej koalicji nie ma nazwiska Wojnowski, bo skoro Zielińska do środowiska, to ten pierwszy do … strach pomyśleć. Obśmiewanie nazwisk jest ponoć płytkie, ale poszukując naiwnie jakiejkolwiek kompetencji, możemy być pewni, że odnajdziemy jedynie niekompetencję. Pomiędzy tym przyklejonym do asfaltobetonu i tym do stołka nie ma żadnej różnicy zdolności umysłowych, które pozwalają człowiekowi poznawać, rozumieć, myśleć racjonalnie i rozwiązywać problemy. Pomiędzy tym przyklejonym do asfaltu i do stołka jest jeszcze szereg stanowisk pośrednich …
Niedawno, towarzyszyłem wycieczce do wrocławskiego zoo. O, nie była to grupa przypadkowa, ale sami finaliści ogólnopolskiego konkursu wiedzy o przyrodzie. Były to dzieci, wraz z nauczycielami, które pokonały trudne etapy eliminacji w klasie, szkole, gminie itd., i wreszcie dotarły do finału. Jedną z wielu atrakcji finałowego spotkania w dolnośląskiej stolicy była wspomniana wycieczka, ale i w tym wypadku wyjątkowa - mieliśmy zwiedzać podziemia Afrykarium.
Zaraz po wejściu przywitała nas, w wielkiej sali kinowej, pani dyrektor ogrodu zoologicznego. Żadna zewnętrzna oznaka – garbaty nos, miotła, wysoki kapelusz – nie zdradzała by była to potomkini jakieś bajkowej postaci porywającej rodzicom dzieci. A jednak pani, tuż po wstępnych ceregielach i ekomorałach, wspomniała, że tylko w młodzieży odnajduje przyszłość planety. Będąc w wieku „gabryielowym” poczułem się trochę nieswojo. Bez oświeconych młodych Ziemia zginie. Ani oświecony, ani młody - zostałem zbędnym balastem, co zaraz miało się okazać. Następnie, wiedźma, z niekontrolowanymi przejawami dyskryminacji ludzi starszych, rzuciła klątwę na całe, ciemne społeczeństwo. Gdy już mdliło od cukru i piernika z jej chatki, oddała nas wreszcie w ręce jakiegoś swego sługi.
Był to osobnik zaczynający się od dredów na górze, poprzez koszulkę i shorty khaki, a zakończony sandałami. Żeby było jasne, naprawdę - nie mam nic przeciwko sandałom, ale po kimś takim nie możecie się spodziewać, że powie: „- od czasów wielkiej rewolucji przemysłowej, nigdy w przyrodzie nie było tak dobrze jak teraz; ludziska radujmy się, bo to co zrobiliśmy przez ostatnie dekady, to prawdziwa zielona rewolucja”. Za skarby tego nie powie, no chyba, że duże. Co najwyżej dowiecie się, a tak właśnie było, że jesteście cząstką biomasy gatunku, która przewyższa masę jakikolwiek innego gatunek z tej gromady zwierząt. I to jest argument abyście się zawstydzili. Być może jest to dobra motywacja do odstawienia smacznych „Grześków”, ale nie dla mnie. Nie odstawię wafli w czekoladzie, by słonie i walenie przybrały na wadze. Uodporniłem się też na trupi jad odgrzewanych, depopulacyjnych kotletów, rodem z lat 60. I 70. ubiegłego wieku. Pamiętam zabójczy argument red. Michalkiewicza, który dążył do konkretu, zadając pytanie - od kogo zaczynamy?
Według archetypicznego wzorca ekologizmu, udrapowanego w dredy i khaki, ponosicie także winę za globalne ocieplenie i zanieczyszczenie, zakwaszenie oceanów, mikro i makro plastiki na plażach itd., itd., a wreszcie za wymieranie, które w historii Ziemi nie miało tak wielkiej skali i tempa jak obecnie. Te brednie trochę podniosły mi ciśnienie, ale nie tyle bym zdążył przed prelegentem je upuścić. Ten już zdołał wejść, na pełnej petardzie, w uzasadnienie potrzeby swojego istnienia. Otóż gdyby nie zoo, pani dyrektor, on i cała brać zatrudnionych na całym świecie w ogrodach zoologicznych, to już dawno byłoby po niektórych pingwinach, antylopach, małpach i innych takich. Nie wiem czy młodzież to wiedziała, ale po tym jak archetyp zrobił z ich rodziców morderców dzikiej przyrody, jak już wyssał z dzieci całą niewinność, jak nałożył na nich problemy dorosłych, to dopiero na końcu pokazał im ścieżkę do chatki swojej mistrzyni. Już żaden Jaś i Małgosia nie chcieli być jak ich barbarzyńscy rodzice, dziadkowie i pradziadkowie, których biomasa była i jest odpowiedzialna za usuwanie drzew na Sumatrze i Borneo. Wszyscy chcieli ratować planetę dla orangutanów, każdy chciał zostać wolontariuszem w ogrodzie zoologicznym. A przynajmniej tak mi się wydawało.
Po tej huśtawce emocji przeszliśmy korytarzami do podziemi oceanarium, chyba ciągle największego w Polsce. Po drodze mijaliśmy słodkie pingwiny przylądkowe, a to pluskające w wodzie, a to wyskakujące na brzeg, a to nieporadnie człapiące po brzegu i wystawiające ciemne grzbiety na słonce. Większość dzieci przykleiła się do szyb akwarium niczym gąbki, ale przewodnik zgarnął wszystkich w klimatyzowane i sterylne piwnice Afrykarium. Po drodze, zacząłem się zastanawiać czy w którymś z krajów czarnego lądu jest jakieś „Europarium”, w którym przetrzymywane są gatunki z Europy, po to, by tubylcy mogli zapoznać się z fauną i florą Polski, do której przerzucają ich organizacje pozarządowe i państwowe służby z Niemiec. Może znalazło by się miejsce na tym ogromnym kontynencie, gdzie można by umieścić wilka, łosia, mniszkę śródziemnomorską i norkę europejską, by ich reprezentacja mogła wspierać finansowo zabiegi ochrony przyrody na wyższych szerokościach geograficznych? Byłby to prawdziwie interkontynentalny unijny socjalizm – my wspieramy was, a wy nas, a razem sięgamy Himalajów moralności, na pohybel reszcie biomasy. Niestety łoś, z mordą jakby był ciągle po „trawie”, nie jest tak sympatyczny jak małe pingwiny i nie da się nim zbałamucić somalijskie dzieci – jeśli jeszcze takie żyją.
Pompy, filtry, sprężarki odsalacze i dosalcze, rury, przewody, automaty, roboty i komputery, chłodnie, grzałki, zasilacze itd. – kto nie był w podziemiach oceanarium, ten nigdy nie pojmie dlaczego cena gałki lodów w zoo może oszołomić. Nie wystarczą dzierżawy, mecenat, sponsoring, ani granty, dopłaty państwowe i miejskie, i co byśmy tam nie wymyślili. Każdy wie, że nowoczesne zoo, to nie jest krata z drutu zbrojonego i odpady z fermy dla upośledzonego, dużego kota. Dopiero tutaj widać ile energii i ile nakładów trzeba poświęcić, by sztuczny ekosystem mógł sprawnie funkcjonować. Niestety, niewielu może to zobaczyć, bo rzadko kiedy mogą tu wejść zwiedzający.
Nie sadzę, by młodzi ekolodzy z mojej wycieczki, których nikt morduje, jak ich rówieśników z Rogu Afryki, zauważyli jak energochłonną maszyną jest przyroda. Nie wpadł na to nasz przewodnik – widać kora mózgowa, to nie pofałdowane dredy. A przecież możnaby wykorzystać ten element do rozumnego, a nie emocjonalnego nauczania. Przypominam sobie, że na jednej ze ścieżek edukacyjnych w Niemczech, tych zachodnich, widziałem wielką dębową kłodę, na której zaznaczono nie tylko roczne przyrosty drewna, ale także jej rynkową cenę. Wiedzieliście coś takiego u nas? – wątpię. I dlatego u nas leśnictwo ma teraz chronić drzewa i promować Owsiaka. Tymczasem przy kłodzie w Niemczech następowało gwałtowne i zaskakujące zderzenie z ekonomią ekologii. Niedowierzano cenie, a mało kto patrzył na słój przyrostu drewna, w roku urodzenia jakiegoś Bismarcka.
Najsilniejsze motywacje, w ochronie przyrody, nie są emocjonalne, ale ekonomiczne, co najszybciej pojęli, w swoisty sposób, grantożercy. Wszak jedną emocją można przecież usunąć drugą. Chcecie dowodu? Proszę bardzo. Po zwiedzeniu wszelakich ustrojstw, podtrzymujących życie w sztucznej biosferze Afrykarium, weszliśmy w sektor przygotowania karmy dla zwierząt. Nieprzesadny zapach jaki tam panował, który trudno nazwać smrodem, powalił w półomdleniu połowę przyszłych ekologów. Tylko dwie ćwierci ocalałych odważyło się wejść do pomieszczeń obróbki żarcia dla „słodkich” pingwinów. Pierwsza z tych ćwierci zajrzała nieopatrznie do worków z rybimi flakami, z których robi się galaretkę dla monochromatycznych maluchów. Cud, że nie legli pokotem na lśniące kafelki podłogi. Ocalała ćwierć zwróciła się ku blatom i misom zlewozmywaku, gdzie spoczywały pofragmentowane ryby. I już żaden nie chciał być wolontariuszem Skippera, Rica, Szeregowego, no i oczywiście Kowalskiego. Z domku czarownicy dobiegł wrzask, a jej służce rozprostowało dredy. Lęk wyparła rzeczywistość, a zaklęcia przestały działać.
Dzieci w norweskich przedszkolach patroszą ryby. Chodzą w kaloszach i sztormiakach w największe ulewy. Łapią żaby, motyle i katar. I to się ponoć nazywa nowoczesną edukacją ekologiczną, a przecież przedszkolaki robią wszystko to, co zapewne robiliście w waszym dzieciństwie, tyle że sami i poza przedszkolem i szkołą. Nawet jeśli mieszkaliście w mieście, to nie byliście straszeni edukacją przyrodniczą, a co najwyżej bombą neutronową i pociskami jądrowymi Pershing i SS-20. Michał Sumiński w „Zwierzyńcu” naśladował ptaki. „Z kamerą wśród zwierząt” przechadzali się Gucwińscy. No i był jeszcze Tony Halik. Nikt z nich nie nakłaniał, abyście pomiatali rodzicami i dziadkami, a jeśli tego spróbowaliście, to dostaliście po tyłku. Ktoś powie, że czasy i okoliczności się zmieniły. I to prawda. Świadectwem tego jest to, że nie ma już żadnej różnicy pomiędzy ćwokiem zlepionym z asfaltem i ministrem. Jeden może być drugim - taki osiągnęliśmy poziom w nauczaniu. Na początek, by to zmienić, dajmy Jasiowi Małgosi połowić ryby bez nadzoru dorosłego z PZW. Choćby tylko w letnie wakacje.
tagi: ekologizm edukacja przyrodnicza ogrod zoologiczny
|
|
Greenwatcher |
| 30 lipca 2025 07:47 |
Komentarze:
|
|
atelin @Greenwatcher |
| 30 lipca 2025 09:27 |
Brawo.
Nawet nie wiedziałem, że to tak dzisiaj wygląda. Ostatni raz byłem we wrocławskim ZOO gdzieś około 1994 z kuzynem i jego żoną. Chcieli zwiedzić, to ich oprowadziłem. Najlepszy był onanizm pawianów.
|
|
gabriel-maciejewski @Greenwatcher |
| 30 lipca 2025 09:30 |
Już widzę, jak ktoś im da połowić ryby. Wszystkie akweny są ich pełne i nad każdym stoi czterech przynajmniej szamanów pilnujących, żeby ktoś czasem bez pozwolenia z tej wody niczego nie wyjął
|
|
OjciecDyrektor @Greenwatcher |
| 30 lipca 2025 09:34 |
To tak samo, jak wykreowano "romantyzm" pracy w lesie - tu w Ukraińskich Karpatach rezają drzewa równo - zrąb zupełny. Jak posprzątają drogę lub ścieżkę to cud. Drogi nie utwardzone są zdewastowane maksymalnie - można w nich się utopić po deszczach. Za 25 lat nie będzie śladu po zrębie, bo świerki tak szybko rosną, że nikt nie nadąży ich ścinać. Szkoda, ze nie tną wierzchołków gór - byłaby z tego jakaś wartość dodana. A tsk, to co jeszcze 15-20 lat było widokową połoniną/polaną dziś jest trawiastą studnią pośród ciemnych świerków.
Z karmą dla zwierząt to jeszcze nic. Proszę odwiedzić kiedyś zakład przetwórstwa mięsa. Kiedyś odwiedziłem - przez dwa dni nie miałem apetytu. Ponoć można się przyzwyczaić, ale chyba nie ja.
Prof. Sedlak napisał kiedyś we "Wstęp do bioelektroniki", że życie na Ziemi jest tak skonstruowane, że pochłania minimalną ilość energii. Wszelkie sztuczne systemy to czyste marnotrawstwo. I to jest zabawne, że tyle ględzą o naturze, a sami wszystko mają sztuczne. Bo nawet te zwierzaki w zoo są upośledxone od trgo przebywania w sztucznym środowisku. Ciekawe, że nie zrobią w zoo referendum wśród zwierzaków - kto chce tu nadal być, a kto chce wrócić do natury?
|
|
atelin @gabriel-maciejewski 30 lipca 2025 11:30 |
| 30 lipca 2025 09:40 |
A dzieci z Bullerbyn w ....u w dzisiejszych czasach.
To ciągle jest lektura. A tam polowały na raki. Ciekawe kiedy Kotula się za to weźmie.
|
|
Zyszko @Greenwatcher |
| 30 lipca 2025 11:03 |
Fajnie napisane.
Ekologia sprawiła, że każdy świr, który nie lubi ludzi dostał ideologiczne uzasadnienie swojej fobii. i do tego moze zarażać nią innych. Ja każde lato spędzałem na wsi, więc i świniobicie było i patroszenie i wywalanie gnoju z obory. Ale moje dzieci już nie zaznały takiej edukacji. Co najwyżej widziały jak tata kilka szczurów co się kręciły przy domu zabił.
|
|
valser @Greenwatcher |
| 30 lipca 2025 11:06 |
Lenistwo, ktore zaprasza do marszu po drogach na skroty, jest bratem pustki i ignorancji. Pustke wypelnia szamanstwo i okultyzm, a ingorancja pornosi to do rangi ekspertyzy.
Czesc tych okultyzmow jest zwyklym pretekstem, zeby przewalac kase nie liczac sie ze zdrowym rozsadkiem i elementatna logika wynikajaca z rachunku ekonomicznego.
Reszta jest nowa religia majaca prowadzic do swietlanej przyszlosci, ktora bazuje na tym, ze ludzie dobrowolnie zrezygnuja ze swojego dobrobytu i wroca do jaskin, byle tylko emitowac jak najmniej dwutlenku wegla.
Tak sie dzieje niestety w kazdej dziedzinie. Z mojej dzialki - masowy wysyp szamanow od zywienia tzw. zdrowego i pseudo ekspertow od treningu po weekendowych kursach, ktorzy nie maja zadnego pojecia o fizjologii, anatomii funkcjonalnej, teorii sportu, metodologii treningu sportowego jest po prostu plaga biblijna. Ludzie placa jeszcze za to ciezkie pieniadze, myslac przy tym, ze to samo zdrowie i szczescie.
|
|
OjciecDyrektor @valser 30 lipca 2025 13:06 |
| 30 lipca 2025 12:13 |
Fizjologię najlepiej się poznaje, jak sobie samemu dasz ostry wycisk. Z innymi rzeczami jest podobnie. Np. przekonałem się dobitnie i nikt mnie nie przekona, że się mylę, iż schodzenie jest o wiele bardziej męczące buż podchodzenie. Bo przy podchodzeniu możesz sobie wysułek zbalanwować tempem marszu u iść w takim rempie, że praktycznie nie cxujesz zmęczenia. A przy wchodzeniu nie da się niczym zbalansować napięcia mięśni ud. I masz dylemat: albo iść szybko i skeócić czas tego napięcia (co wiąże się z ryzykiem upadku) albo iść wilbiej, ostrożniej, ale przez to przedłużasz czas napięcia mięśni.
Gdy o tym mówię ludziom, to się śmieją. Bo podchodzą zawsze za szybko do swoich możliwości. I nic do ich głów nie dociera, że pod górę trzeba zawsze wolniej. A gdy po zakończeniu trasy są skatowani, to zawsze myślą, że skatowało ich podchodzenie, a nie te finałowe schodzenie. Bi przy schodzeniu oni się "nie męczą". Chore głowy.
Więc nie ma szans na zmianę postrzegania rzeczywistości w żadnym aspekcie. Pojawi się jakiś teoretyk w dredach lub bez, dostanie certyfikat i jazda bez trzymanki.
Sorry, jeśli to off topic. Ale akurat chodzę po tych karpackich lasach i podziwiam tę "płonącą" planetę. I cieszę się, ze nie ma tu żadnych niedzwiedzi, tygrysów czy innych kaszalotów w potokach.
|
Szczodrocha33 @Greenwatcher |
| 30 lipca 2025 12:29 |
"Był to osobnik zaczynający się od dredów na górze, poprzez koszulkę i shorty khaki, a zakończony sandałami. Żeby było jasne, naprawdę - nie mam nic przeciwko sandałom, ale po kimś takim nie możecie się spodziewać, że powie: „- od czasów wielkiej rewolucji przemysłowej, nigdy w przyrodzie nie było tak dobrze jak teraz; ludziska radujmy się, bo to co zrobiliśmy przez ostatnie dekady, to prawdziwa zielona rewolucja”."
Dredy miał?
Może to jakiś krewny Tokarczukowej?
Debil. Zamiast oprowadzać dzieci po tym zoo i udzielać informacji o zwierzętach, opowiada o zielonej rewolucji.
|
Szczodrocha33 @OjciecDyrektor 30 lipca 2025 14:13 |
| 30 lipca 2025 12:40 |
"Ale akurat chodzę po tych karpackich lasach i podziwiam tę "płonącą" planetę."
Nie tak dawno, tu w dzielnicy gdzie mieszkam, w ramach walki z płonącą planetą, stanęło na rozległym skrzyżowaniu ulic parę głupich kobit.
Trzymały tekturowe tabliczki na kijach z dumnym napisem "stop global warming", i wymachiwały nimi zawzięcie do przejeżdżających kierowców.
Godziny szczytu, ruch jak cholera, a one stały i machały.
Tak sobie pomyślałem, żeby tak który za kierownicą się zagapił i wyciął w drzewo czy drugiego kierowcę, to byłby bal.
Bo firma ubezpieczeniowa przy rozpatrywaniu roszczenia powypadkowego pyta często czy kierowca był czymś rozproszony.
Może skierowaliby sprawę do sądu.
|
Szczodrocha33 @valser 30 lipca 2025 13:06 |
| 30 lipca 2025 12:42 |
"Ludzie placa jeszcze za to ciezkie pieniadze, myslac przy tym, ze to samo zdrowie i szczescie."
Tak samo jak płacą ciężko zarobione pieniądze za "organiczne" jedzenie.
Globalne ogłupienie.
|
|
OjciecDyrektor @Szczodrocha33 30 lipca 2025 14:40 |
| 30 lipca 2025 13:22 |
No kobiety najbardziej się nadają do protestów. Są zawzięte i wytrwałe..:). Dobrze, że biustonoszy nie zdejmowały, bo wtedy to na pewno temperatura planety by się podniosła.
|
|
OjciecDyrektor @Szczodrocha33 30 lipca 2025 14:40 |
| 30 lipca 2025 13:25 |
Swoją drogą dlaczego nie zrobią badań wśród zwierząt, czy im jest lepiej, gdy jest cieplej na dworze, czy gdy im jest zimniej? Z opusu autora notki wynika, że w zoo trzeba nieustannie tworzyć przy pomocy grzałek "katastrofę klimatyczną", aby te zwierzaki mogły przeżyć.
|
Mingus @OjciecDyrektor 30 lipca 2025 14:13 |
| 30 lipca 2025 13:48 |
Zeby schodzic najpierw trzeba wejść. Przy przewyzsxrniu >1000m i 10 - 13 km w nogach juz sie jesr zmeczonym. Ja przy schodzeniu mam wrazenie ze pracują j inne miesnie a napewno inaczej noga pracuje , hamuje. Dla mnie schodzenie jest trudniejsze technicznie, pomagają kijki. Kiedys zrobiłem trening wchodząc w bloku po schodach na 11 piętro, 2 raxy. Wchodzenie bylo o wiele ciezsze. Ale tu stabilne schodki w górach praca nog jest inna pr?y schodzeniu.
|
|
SilentiumUniversi @OjciecDyrektor 30 lipca 2025 14:13 |
| 30 lipca 2025 14:55 |
Niestety. Ograniczam czas wchodzenia w górę do godziny, bo nie zejdę ...
|
|
OjciecDyrektor @Mingus 30 lipca 2025 15:48 |
| 30 lipca 2025 15:15 |
Schodzenie ZAQSZE jest trudniejsze, bo inaczej rozkłada się środek ciężkości, a zatem inaczej pracują mięśnie. I co gorsza tych naprężen nie da się skompensować zmianą tempa. Przy podchodzeniu można skompensować. Ludzie się męczą przy podchodzdniu, bo za szybko podchodzą. Gdyby podchodzili wolniej, nawet stopa za stopą, to by się nie męczyli.
|
|
Greenwatcher @atelin 30 lipca 2025 11:27 |
| 30 lipca 2025 16:17 |
Afrykarium i zoo warto odwiedzić, a jak człowiek uodporniony na ekomoralitety, to da radę. Na lwa nie ma co liczyć. Stojąc przed wybiegiem, ktoś mi podpowiedział, że był widziany dwa tygodnie temu. Taki gorzki żart, ale fajny.
|
|
Greenwatcher @gabriel-maciejewski 30 lipca 2025 11:30 |
| 30 lipca 2025 16:22 |
Dzieci do lat 14 nie mogą łowić bez opiekuna PZW. Pewnie przez te ostre haczyki i żyłkę, która mogą sobie opleść wokół szyi. No, chyba nie dlatego, że wyłowią starym ostatnią rybkę? Nie, no o to nie podejrzewam prezesów.
U mnie na wsi, dwa, trzy razy w roku są zawody wędkarskie dla dzieci z rodzicami i wtedy jest pełna obsada stanowisk. Cudna impreza. Mamy na leżaczkach, tatusiowie z dziećmi przy wędce. Czasami ktoś nawet coś złowi. Potem dzieci nie ma, bo rodzice w pracy. A jak opiekuni w pracy, to dzieci przy ekranikach i rolkach. I tam się uczą.
|
|
Greenwatcher @OjciecDyrektor 30 lipca 2025 11:34 |
| 30 lipca 2025 16:30 |
Zostawisz kawałek ziemi bez człowieka, to zdziczeje do postaci lasu. Nie ma zmiłuj. Taka strefa roślinno-klimatyczna. Jest to najprostszy i najtańszy test na „zdrowotność” siedliska. Bez drogich ekspertów. A jak ktoś drzewa traktuje jak bożka, no to giną punkty widokowe. Ludzie! punkty widokowe wymierają. Eee, kiepskie hasło.
|
|
Greenwatcher @Zyszko 30 lipca 2025 13:03 |
| 30 lipca 2025 16:33 |
Dzięki, niech idzie na zdrowie. Ekologizm ma zaszytą antrofobię, która kompensuje niedowartościowanie kosztem pozostałych. Z takiej ścieżki się ciężko wraca. Odwyk dla twardzieli.
|
|
Greenwatcher @valser 30 lipca 2025 13:06 |
| 30 lipca 2025 16:41 |
Myślę, że porzucą tę religię, jak tylko będą musieli zrezygnować z dobrobytu. Mogą nawet rozszarpać swoich proroków i szamanów. Terror covidowy był skuteczny tylko manipulacją statystyki zmarłych i tym, że ludzie wokół widzieli lub słyszeli o umierających. Opór jednak był coraz silniejszy. Wreszcie politycy pojęli, że tak się dłużej nie da, bo bunt wisi w powietrzu. W przypadku ekologizmu i klimatyzmu można wciskać kit, że wszystko jest wynikiem zmian klimatycznych, które spowodował człowiek, ale to nie jest poziom lęku i strachu jaki nakręcono przy covidzie. Swoją drogą, pamiętam, że Merkel rozgłaszała że Cowid jest skutkiem zmian klimatu.
To nic nowego, że specjalizacje, profesje parszywieją. Już kiedyś byli rzemieślnicy i partacze, a więc rynek potrzebuje jednych i drugich. Dobrze jak skutki partaczenia są tylko niezadawalające, a nie opłakane.
|
|
OjciecDyrektor @Greenwatcher 30 lipca 2025 18:30 |
| 30 lipca 2025 17:59 |
No kiepskie. Zwłaszcza, że można takiemu wariatowi, jak mi odpowiedzieć, żebym chodzil po wyższych górsch, gdzie drzewa nie więgają wierzchołków...:).
Ale szkoda tych połonin - są takie urocze. Tarnicę, Caryńską i Wetlińską też to czeka. Mają tylko o tyle farta, że buk nie jest tak agresywny l, jak świerk. Ale świerki przyjdą z Ukrainy. I wtedy będzie koniec.
|
|
MarekBielany @Greenwatcher 30 lipca 2025 18:22 |
| 30 lipca 2025 20:30 |
Czy to znaczy, że dziecko pomiędzy 14 a 18 rokiem życia może łowić bez opiekuna z PZW, a tylko pod opieką rodziców ?
Słownie:
czternastym
osiemnastym
.
XOR ?
|
klon @Greenwatcher 30 lipca 2025 18:41 |
| 31 lipca 2025 05:27 |
Notką jako szczepionka przeciwko ekologizmowi. :)
Duży plus.
OT.
"(...)Już kiedyś byli rzemieślnicy i partacze,"
Nie każdy partacz bywa ...partczem? :) Zyszko bliżej tematów średniowiecza, ale wtedy partacz, to ktoś nienależący do cechu i nie zawsze oferujący złą jakość usług. Autor nie należy do "cechu literatów" a jakość prima sort!
|
|
Greenwatcher @Szczodrocha33 30 lipca 2025 14:29 |
| 31 lipca 2025 09:09 |
Dajmy spokój z tym obelgami. Przepraszam, poniosło mnie. SN to nie miejsce do tego. Było nie było to ludzie ogłupieni. Nic dziwnego, że sekciarstwo się rozrasta, bo ostatnie głębsze relacje z rówieśnikami pewnie mieli w przedszkolu. A potem, już tylko pośredni kontakt przez ekran i klawiaturę. To jest upośledzenie społeczne naszego stadnego gatunku. Średnio dziennie dzieciaki spędzają 2 godziny na TikToku, nawet siedząc koło siebie na ławce.
|
|
Greenwatcher @MarekBielany 30 lipca 2025 22:30 |
| 31 lipca 2025 09:10 |
Nie taki jest regulamin PZW. Osoba w wieku 14 lat może już samodzielnie wędkować, po zdaniu egzaminu i uzyskaniu karty wędkarskiej, ale tylko w dzień.
|
|
Greenwatcher @klon 31 lipca 2025 07:27 |
| 31 lipca 2025 09:12 |
Dzięki bardzo. Klonie, cieszę się że jesteś.
|
Szczodrocha33 @Greenwatcher 31 lipca 2025 11:09 |
| 31 lipca 2025 13:15 |
" Średnio dziennie dzieciaki spędzają 2 godziny na TikToku, nawet siedząc koło siebie na ławce."
To jest straszne.
|
|
MarekBielany @Greenwatcher 31 lipca 2025 11:10 |
| 31 lipca 2025 19:52 |
po zdaniu egzaminu i uzyskaniu karty wędkarskiej
To jest dobre - wydawałoby się - rozwiązanie, ale ...
Spytam.
Po co ?
|
|
Greenwatcher @MarekBielany 31 lipca 2025 21:52 |
| 1 sierpnia 2025 05:04 |
Reglamentacja i kontrola.